Swoją przygodę z Pałacem zaczęłam 13 lat temu. Zanim przyjęto mnie do pracy byłam o nią pytać trzy razy . Studiowałam wówczas rachunkowość na UE i dorabiałam „przy butach”. O pracy dowiedziałam się w bezrobociu, wcześniej nie wiedziałam o istnieniu tego miejsca, mimo, że mieszkam od niego niecałe 15 km. Pałac zauroczył mnie i postanowiłam, że musze w nim pracować, nie ważne na jakim stanowisku, ale muszę. Moja determinacja poskutkowała i zatrudniono mnie na stanowisku młodszej hostessy. Pierwszy dzień był dla mnie niezmiernie stresujący, ale nie zapomnę hostessy Kasi (która poklepywała mnie po ramieniu kilka razy w ciągu dnia i mówiła nic się nie martw będzie dobrze, tu jest fajnie) – notabene Kasia pracuje do dziś, ale tak samo jak ja na innym stanowisku niż wówczas. Co robiłam na początku? – sprzątałam, obsługiwałam gości, w zasadzie co trzeba było to robiłam. Po jakimś czasie -zaczęłam pracę w recepcji dziennej i nocnej w systemie zmianowym 12sto godzinnym, co nawet mi odpowiadało bo miałam czas na naukę. Pokochałam to miejsce, polubiłam pracowników, nie pamiętam, by przeszło mi przez myśl żeby coś zmieniać, mogłam studiować – nie miałam problemów z uzyskaniem dni wolnych (zajęcia na uczelni miałam od piątku do niedzieli co drugi tydzień). Po około pół roku zaproponowano mi stanowisko w księgowości (studiowałam rachunkowość) ponieważ ówczesna księgowa spodziewała się dziecka. Byłam miło zaskoczona i mimo obaw przyjęłam propozycję. Wiele trudu, wiele godzin kosztowało mnie nauczenie się księgowości , kadr i płac, ale w zasadzie to uczono mnie i jeszcze mi za to płacono . Pracowałam po 12 albo i więcej godzin żeby móc wszystko zrobić na czas, moją pracę nadzorowała Główna Księgowa (pracowała 2 razy w tygodniu). Cały czas pracując podnosiłam swoje kwalifikacje, nie tylko na studiach. Będąc już w dziale księgowości wyjeżdżałam na liczne szkolenia i kursy finansowane przez pracodawcę. Dzięki temu poszerzyłam swój zakres wiedzy i umiejętności. Po ukończeniu studiów i uzyskaniu tytułu magistra rachunkowości postanowiłam uczyć się w Stowarzyszeniu Księgowych w Polsce (Pracodawca nie tylko wyraził zgodę na moja dalszą naukę, ale również ją sfinansował) tym samym uzyskując tytuł Głównego Księgowego i certyfikat Ministerstwa Finansów potwierdzający moje kwalifikacje do samodzielnego prowadzenia ksiąg rachunkowych. W ten sposób w 2010 roku pozyskałam nowe stanowisko pracy: Główny Księgowy. Z kilku osób pozostałam sama w Dziale Księgowości opanowując ją do tego stopnia, że 8 godzin pracy dziennie spokojnie mi wystarczało, by wywiązać się z wszystkich obowiązków. Na tym moja kariera zawodowa nie zakończyła się. Przez wiele lat pracy udało mi się pozyskać zaufanie Właściciela Pałacu jak również Zarządu, obecnie pracuję jako Asystent Zarządu – Pełnomocnik Spółki. Jestem dumna ze swojej pracy i z tego co osiągnęłam, po pierwsze dzięki swojej determinacji i chęci do nauki oraz pracy, a po drugie dzięki Pracodawcy, który umożliwił mi i pomógł sfinansować taką ścieżkę kariery zawodowej. Cały czas czułam się wspierana w swoich działaniach i motywowana do dalszego rozwoju. Pewnie, że mogłabym pracować gdzie indziej. Przez cały ten czas pracy w Paszkówce, poznałam wiele ludzi na różnych stanowiskach, Właścicieli firm, Prezesów, pracę proponowano mi nie raz i nie dwa, może nawet za większe pieniądze. Ale po co zmieniać coś w czym czujesz się dobrze, czujesz się ceniony i zadowolony? Długa jest moja historia i mimo długiego wpisu to tylko namiastka tego co spotkało mnie w Paszkówce. Ktoś pomyśli, że wpis jest snobistyczny… być może, bo rozpiera mnie duma, że jestem w tym właśnie miejscu, a nie gdzie indziej. Dziękuję Pracodawcy, że dał mi czas i pieniądze na naukę, że dał mi wolne kiedy potrzebowałam, że pozwolił mi korzystać z pokoju gdy nie miałam jak wrócić do domu, że pozwolił mi wyprać odzież do pracy gdy nie miałam wody w domu. A także dziękuję za to, że dał mi zarobić tyle, że już tego wszystkiego nie potrzebuję . Moja nauka dla wszystkich zaczynających pracę: od Ciebie zależy jak daleko zajdziesz i jak wykorzystasz możliwości, które stwarza Ci pracodawca. Ja zaczynałam jak wiele osób u nas, bez żadnego doświadczenia bez umiejętności, tylko z chęcią pracy, zaczynałam od mycia ubikacji i wcale się tego nie wstydzę. Dzięki temu mój dom teraz lśni czystością , a ja wiem jak ważny dla naszej firmy jest ten pracownik, który robi teraz to, co ja robiłam 13 lat temu. Zaczynałam w Pałacu będąc szarą myszką z nadszarpniętą własną wartością (z uwagi na ciągnące się odkąd pamiętam problemy finansowe i zdrowotne w mojej rodzinie), dzięki ciężkiej pracy, ale i dzięki możliwościom, które stworzył mi Pracodawca, od dłuższego czasu stąpam mocno po ziemi, doskonale znając swoja wartość. Mam nadzieję, ze moja historia pomoże komuś podjąć decyzję w wyborze pracodawcy, jak również zmotywuje. Nawet zaczynając od zera można zajść naprawdę bardzo daleko.