Przebieg rekrutacji
Aplikowałam przez portal pracuj.pl na stanowisko: specjalista ds. marketingu, zarządzania projektem i sprzedaży. Oferta była wystawiona przez spółkę Mellow, a jako miejsce pracy podana była lokalizacja Kraków-Sidzina. W ogłoszeniu zaznaczono jednak, że chodzi o zarządzanie projektem i sprzedaż w wydawnictwie AiB (wydawcę magazynu Architektura i Biznes). Rozmowa odbyła się na peryferiach miasta w siedzibie firmy Mellow. Przestrzeń biurowa nie miała nic wspólnego ani z architekturą (pojmowaną jako sztuka) ani z biznesem. Nie dajcie się zwieść nazwie pisma. Na drzwiach nie było nawet kartki z napisem "wejście" czy informacji na temat tego, w jakich godzinach działa biuro. W każdym razie na miejscu byłam 10 minut przed czasem, (usunięte przez administratora) Chwilka ta trwała 40 minut, bowiem z takim opóźnieniem rozpoczęła się rozmowa.(usunięte przez administratora) miał w tym samym czasie widocznie zaplanowane spotkanie z pracownikami i nie zamierzał go przerywać na rzecz rozmowy z kandydatem, z którym był umówiony na konkretną godzinę. Sekretarka dwa razy zaglądała do jego gabinetu i przypominała mu o tym, że czekam na korytarzu. Zdrowy rozsądek mówił mi "to lekceważące, czekasz już 30 min, czas stamtąd wyjść", ale wygrała ciekawość - poczekałam jeszcze 10 min i w sumie po 50 minutach oczekiwania (usunięte przez administratora) zaprosił mnie do gabinetu. W pokoju tym zapach pracowników, którzy chwilę wcześniej opuścili gabinet mieszał się z wonią papierosa elektronicznego IQOS - tworzyło to nieprzyjemny zaduch. A sama rozmowa? No cóż. (usunięte przez administratora) przeprosił mnie za opóźnienie, poprosił żebym usiadła, uśmiechnął się, zadał pytanie, którego już nie pamiętam, podsunął mi papierowe wydanie Architektury i Biznesu, żebym mogła je przejrzeć i... wyszedł z gabinetu. Przez otwarte drzwi widziałam, jak stoi we framudze jednego z pokoi i mówi coś (widocznie niecierpiącego zwłoki) swojemu pracownikowi. Po kilku minutach (usunięte przez administratora)wrócił i mogliśmy kontynuować rozmowę, a właściwie monolog (usunięte przez administratora)najciekawsze fragmenty cytuję poniżej: "czasy są ciężkie", "mówić co ma robić, to ja mogę powiedzieć Pani sprzątaczce, mój pracownik musi to wiedzieć", "trzeba zarobić na siebie i na firmę", "miałem tu takiego chłopaka, który się tym zajmował, ale go zwolniłem", "jestem (usunięte przez administratora) kilku spółek, proszę mi wierzyć, mam wiele obowiązków" (bardzo wierzę) itd. itd. To, że czasy są ciężkie i że trzeba na siebie zarobić wiemy chyba wszyscy. Nie ma w tym stwierdzeniu nic dziwnego. Jednak sposób, w jaki powiedział to Pan (usunięte przez administratora), bawiąc się przy tym IQOSem, to nie było stwierdzenie, to była istna scena filmowa (niestety chodzi o kino polskie i słabe filmy z lat 90., które bezlitośnie, ale i z humorem, portretowały polskich przedsiębiorców po przełomie). Jeśli chodzi o nieliczne pytania zadane mi na rozmowie, to najważniejsze dotyczyło tego, ile jestem w stanie wygenerować zysku dla spółki miesięcznie (przy czym nie było mowy o specyfice branży, o wdrożeniu pracownika w struktury firmy, czy o szkoleniu itd.). Pana nie interesowało to, z kim rozmawia. Mogła to być Basia, Łukasz, Frania, Mania. Pana (usunięte przez administratora)nie interesowało ani wykształcenie ani doświadczenie czy dotychczasowe osiągnięcia kandydata w pracy zawodowej. Stosunek osoby rekrutującej w tej sytuacji określiłabym uprzejmie jako lekceważący. Rada dla przyszłych kandydatów: zastanówcie się czy warto wydawać 40 zł na taksówkę do Sidziny.
Pytania
Jak wyżej.
Rezultat:
Nie dostałem pracy