Praca do pewnego czasu nie była zła. Jednak zakład zaczął iść drogą maksymalnej optymalizacji czasu pracy, co jest oczywiście zrozumiałe, jednak robi się to nie licząc się w ogóle z pracownikiem i jego potrzebami. Jak jesteś z Poznania, to normą jest 3/4 służb w miesiącu na 4-5 rano, czasami pod rząd dzień po dniu, więc nie ma mowy o jakimkolwiek wypoczęciu. Tworzący grafik przestał również zwracać uwagę na przejścia i normą były 2 cięższe nocki i zaraz po nich 2 służby na 5 rano. Standardem są sytuacje, w których ktoś prosi o wolne lub kilka dni urlopu w konkretne dni bo ma swoje prywatne potrzeby i tego wolnego nie dostaje. Część służb w ramach optymalizacji maksymalnie poskracano, więc zamiast mieć np. 14 dłuższych zmian, przy normie godzin do pracy idziesz 17-19 razy w miesiącu. Czasami na 7 dni w tygodniu do pracy szło się 6 razy. Kładziesz się do łóżka o godzinie 20 i kulasz się po nim do 1 w nocy, by w końcu zasnąć na te 2-3 godziny i wstać o 3/4 rano na poranną zmianę.
Skąd ta bezsenność? Z przemęczenia i stresu. Skąd stres? Bo przychodzisz styrany do tej roboty, a pod okienkiem dyspozytora wita cię stek przekleństw i wyzwisk, ordynarny bezczelny ton i głupkowate komentarze pewnej pani, zainteresowani wiedzą o kogo chodzi. Potrzebujesz wolne/wż? NIE MA, NIE DAM, JA NIE DAJĘ WŻ, NIE MA LUDZI. Nawet jak zgłaszasz z tygodniowym wyprzedzeniem. W związku z czym albo idziesz na L4 albo idziesz do pracy. Reszcie ekipy również udziela się zachowanie tej pani i zdarzają się z ich strony podobne zachowania. Kumoterstwo w tej firmie jest na niespotykaną skalę, ponieważ już próbowano zgłaszać (usunięte przez administratora) pisano raporty, pani rzekomo miała wizyty u dyrektora... i nic. Szczytem bezczelności jest samowolne grzebanie w grafikach, bez twojej wiedzy i zgody, odpalasz tableta a tam pozamieniane służby, dzwonisz i baba udaje głupa że ona ma świadków jak zgadzałeś się na zamiany. A jak się nie zgadzasz? I tak masz przyjść tak jak ona chce bo tak. Głosisz do przełożonego, odsyła cię do drugiego, drugi do trzeciego, trzeci do pierwszego, ostatecznie nic się z tym nie dzieje. Raz odmówisz nadgodzin bo masz prywatne sprawy = wielki foch i obraza majestatu, gwarantowany brak telefonów przez najbliższy czas „za karę”, bo przecież masz być dyspozycyjny 24/7 na każde skinięcie palca.
Instruktor ma zawsze rację. A jak nie ma racji? I tak ma rację. Coś, co mówi jest sprzeczne z instrukcją albo jest jego subiektywną interpretacją, że ma być tak, bo pan instruktor tak przeczytał i tak to zrozumiał, mimo że to przeczy logice? I tak masz robić tak jak ci każą i koniec. Pochwała? Gdzie tam, prędzej nawymyśla 10 rzeczy za które dostaniesz reprymendę. Wyjaśnienia za bzdury. Przejechanie W4 nawet połową lokomotywy, nie ważne czy wszystkie drzwi są w peronie czy nie = pół roku odsiadki na kanale. No chyba że masz znajomości i sprawny język to wtedy lądujesz na ciepłą posadkę dyspozytora.
Sama praca jest męcząca i wymagająca, a trasy coraz dalsze, na służbach coraz więcej pociągów do objechania. Do Kołobrzegu tam i z powrotem pociągiem osobowym jest w okolicach 100 postojów, więc do ogarnięcia jest 100 rozruchów i 100 hamowań, nie mówiąc już o pilnowaniu semaforów, wskaźników, wskazań komputera, obserwacji otoczenia, warunkach pogodowych. Sprzęt który dostajesz do ręki to dramat, śmierdzące kible z niesprawną klimatyzacją, w których po otwarciu okna albo zasysa do kabiny maszynisty smród fekaliów z toalet albo zamontowane w oknach lusterka powodują taki huk powietrza, że trzeba jechać z zatyczkami do uszu, w 40 stopniach C. Ponadto tabor często psuje się, a naprawy odpisywane przez warsztat na zasadzie „w warunkach warsztatowych usterki nie stwierdzono” i w drogę. Reflektory wyregulowane tak, że świecą po słupach i drzewach zamiast na tor, hamulce bardzo słabe i nieprzewidywalne. Odmówisz wzięcia? Jesteś ten najgorszy, masz przesrane przez najbliższy czas.
Efekt? Człowiek traci poczucie czasu, jest chronicznie przemęczony, przepracowany, nie ma w ogóle czasu dla siebie i bliskich, chodzi rozdrażniony i zdenerwowany. Zawód, który był wymarzony stał się udręką i przymusem. Pojawia się wypalenie zawodowe, depresja, trwałe obniżenie nastroju, brak spełnienia zawodowego, brak wiary w siebie i swoją wartość. Zarobki niewspółmierne do wykonywanej pracy, choć najgorzej nie jest. Ogółem – kiedyś faktycznie praca nie była zła, ale obecnie to jest jeden wielki (usunięte przez administratora). Nie polecam.