Dobra, zastanawiałem się już od pewnego czasu czy się nie wypowiedzieć, patrząc jednak na ostatnie wpisy nie pozostaje mi już nic innego. Pracuję w AirHelp od około roku - nie pamiętam więc może prawdziwych "starych lat" tej firmy, ale też nie można już powiedzieć żebym był w fazie jakiegoś wstępnego ślepego zauroczenia pracą. Moje wrażenia z pobytu tu są jak najbardziej pozytywne, może z kilkoma wyjątkami o których potem.
Przede wszystkim wprawiają mnie w osłupienie wpisy osób które nie pozostawiają na pracy w AirHelp suchej nitki, mimo oczywistego faktu że dalej tam pracują. Zieje od takiej idei jakiś pielęgnowany wewnętrznie narcyzm, brak zauważenia oczywistej sprzeczności: skoro stać mnie na więcej niż praca w AirHelp, skoro wszyscy inni to "niewykształcone słoiki", "mendy" i konfidenci, który tylko czekają aż kogoś obsmarować za rogiem - skoro to wszystko to "prawda" (a do tego za chwilę) - czemu więc dalej tam pracować? Dlaczego wszystkie osoby które są tak przekonane swojej własnej wartości, tak zażenowane zarobkami, "jadowitą" atmosferą i brakiem podwyżek po prostu nie zmienią pracy?
Wydaje się dla mnie oczywiste że w firmie która jeszcze półtora roku temu operowała wyłącznie na arkuszach kalkulacyjnych i chałupniczych rozwiązaniach, a teraz nagle eksplodowała ze względu na wzrost zainteresowania na rynku perspektywa nagrodzenia od razu każdego fantastycznymi benefitami jest nieosiągalna. Skoro jesteście tak przekonani własnej wartości, tego że wystarczy tu "przeciętny angielski" a cukierki i tęcze na Skypie nie pozwalają Wam spać po nocach do tego stopnia, że w tych samych wiadomościach w których skarżycie się na toksyczną atmosferę wytykacie dwulicowo przerwę na kawę robiących nadgodziny - to znak że problem jest w Was, nie w firmie. Aha, i narzekanie na "szkołę fryzjerską" jednej z trenerek tylko z tego tytułu że samemu skończyło się licencjat - a ktoś inny nie! - to trochę słaby ruch.
To jasne że w firmie zatrudniającej głównie osoby po studiach humanistycznych stawki będą porównywalne do innych firm w podobnej kategorii na rynku, czyli po prostu przeciętne. Trzeba być w życiu realistą: skoro macie do dyspozycji inne oferty o podobnych wymaganiach a lepszej stawce - droga wolna. Ja na pewno nie czuję się pokrzywdzony, zwłaszcza zwracając uwagę na fakt, że na takie właśnie warunki się zgodziłem, a firma oferuje coroczne "rozliczenie" wszystkich wad i zalet Twojej pracy, z możliwością ubiegania się o podwyżkę. Czy raz do roku obiektywnie to za mało? Moim zdaniem tak. Ale czy biorąc pod uwagę fakt, że umowa w AirHelp jest umową normalną, nie śmieciową i dodając do tego profil przeciętnego pracownika: świeżo upieczonego absolwenta humanistycznych studiów magisterskich można powiedzieć że to źle? Na pewno nie.
Zejdźmy na ziemię. AirHelp jest firmą nową i nie wymagającą od swoich pracowników ani doświadczenia, ani kosmicznych kompetencji. Czy naprawdę logiczne jest spodziewanie się tysięcy netto po pracy, w której główną (i najczęściej jedyną) wymaganą umiejętnością jest komunikatywna znajomość najpopularniejszego języka na Ziemi?
Żeby krótko wrócić do niektórych zarzutów: nie słyszałem nigdy w pracy ani jednego rasistowskiego komentarza, chyba nawet żartu. Nie zdarzyło mi się zetrzeć z managementem. Obojętne mi są owoce w piątki, halloweenowe pierdoły, mitingi i ciasta na urodziny. Trudno jednak nazwać te rzeczy wadami: dziwi mnie że w tak "międzynarodowej" firmie pełnej osób znających języki i obytych wydawałoby się kulturowo tyle "polactwa". Tu wstaw przysłowie o darowanym koniu i jego zębach. "Czepianie się i obgadywanie" za robienie błędów w pracy to też mit: to że ktoś kiedyś miał gorszy dzień i nie użył głupiej emotikony ze Skype zwracając Ci uwagę na źle zatwierdzony wniosek to jeszcze nie mobbing. Czy czasami ktoś się o kimś wypowie za jego plecami? Pewnie i tak, ale mówimy tu o środowisku setek ludzi. Tego zjawiska całkowicie uniknęlibyśmy chyba tylko w zakonie.
A co do faworyzowania poszczególnych zmian: słyszałem różne zdania, więc jednoznacznie się nie wypowiem, absurdem jest jednak stwierdzenie że ktokolwiek kogokolwiek do którejkolwiek zmiany zmuszał! Wszyscy mieliśmy ten wybór przed sobą podczas rozmowy o pracę.
Wady, żeby tak pięknie nie było: to prawda że pojawiają się w firmie pierwsze przejawy przemiany w "korporację". Trochę szkoda, i na pewno zanika tu przy okazji pewien serdeczny aspekt relacji góra->dół, nie rozumiem jednak zdziwienia co po niektórych. Czy naprawdę spodziewaliście się że na rynku rozwijającym się w takim tempie biuro będzie na zawsze liczyło 40 osób znających się z imienia? To jasne że potrzebne są procedury, większy rygor i pewna biurokratyczna otoczka. Czy chciałbym żeby znowu było inaczej, luźniej, bardziej bombastycznie tak jak kiedyś? Pewn