własna restauracja

Marzy Wam się otwarcie własnej restauracji? Gastronomia to niełatwa branża i niejeden marzyciel już poległ na tym polu. Zdradzimy Wam, jakie trudności możecie napotkać podczas otwierania swojego miejsca i jak nie splajtować, a zarabiać. Sami ocenicie, czy warto!

Własna restauracja – czy to ryzykowny biznes?

Tak i to bardzo. Dowodzą tego liczne przypadki spektakularnych porażek restauratorów, nawet tych z zapleczem finansowym i doświadczeniem. Ile uroczych, ale nierentownych knajpek i kawiarni widywaliście w swoim mieście otwartych przez kilka miesięcy, a potem zamykanych na cztery spusty? Restauracja to biznes niby jak każdy inny, ale szereg trudności, jakie można napotkać, prowadząc własne miejsce, jest tu wyjątkowo szeroki. Dlatego zanim rozmarzycie się nad projektem awangardowego menu lub kupicie pierwsze sprzęty do kuchni, warto sprawdzić, czy wynajęcie tego lokalu i wystartowanie z własną restauracją to przepis na sukces, czy katastrofę. Pierwszą rzeczą, przed którą Was ostrzeżemy, jest rezygnacja z wolnego czasu i życia prywatnego. Nie, nie przesadzamy – jeśli jesteście szefami kuchni z ogniem w sercu i nie wyobrażacie sobie innego życia, wierzymy, że 11 godzin w restauracji rzeczywiście Wam niestraszne. Jeśli jednak jest inaczej, pamiętajcie, że szczególnie w pierwszym półroczu działania (a najlepiej, nie czarujmy się – zawsze) konieczna jest osobista kontrola każdego aspektu. Całe życie na sali i restauracyjnym zapleczu? Żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy. 

Jak założyć restaurację? Przede wszystkim unikaj tych błędów!

Mówią, że żeby zarobić, najpierw trzeba wydać. To sprawdza się szczególnie w przypadku własnej restauracji. Koszta są naprawdę spore – począwszy od cen najmu lokalu w atrakcyjnej lokalizacji, a kończąc na przystosowaniu go do przepisowych wymogów, cenach produktów, wypłatach pracowników i promocji restauracji. Magda Gessler tu nie pomoże! Bez inwestycji o porządnej kuchni, przyciągającej gości, najlepiej tych z grubym portfelem i jeszcze większym żołądkiem, możemy tylko pomarzyć. Dlatego jeśli zależy Wam na założeniu firmy z niskim wkładem własnym i która zacznie przynosić zyski szybko i bez większego wysiłku – stanowczo radzimy rozejrzeć się za inną branżą. Warto też wspomnieć o tym, że o ile dobrze rozreklamowana restauracja z pomysłem na siebie może faktycznie odnieść sukces na początku, o tyle później trudno go będzie utrzymać. Restauracje się nudzą i poza stałymi bywalcami musimy brać pod uwagę klientów nastawionych na nowości. Dlatego na jednej inwestycji i koncepcji się raczej nie skończy. Co może pomóc? Dobrze dobrany zespół – jeśli nie masz wpływu na gości, masz wpływ na swój personel. Warto dorzucić dodatkowe kilka złotych na godzinę i zadbać o ubezpieczenie szefa kuchni, który potrafi policzyć food costy i wyczarować bogate w smaki, sezonowe menu lub kelnerek, których uśmiech i serdeczna postawa sprawiają, że do naszej restauracji będzie chciało się wracać. 

Jak założyć restaurację, żeby nie zbankrutować?

A jak już mowa o personelu, to trzeba przygotować się na jego rotację. Aby jej zapobiec, proponujemy nie stosować bezpłatnych dni próbnych, będących zmorą pracy w gastronomii. Jeśli będziecie uczciwie płacić, dobrzy pracownicy zostaną z Wami. Niestety, część z nich to zapewne studenci lub osoby młode, które niekoniecznie za parę lat będą chętne, aby nadal obsługiwać stoliki czy stać na zmywaku. A jedyne, co we własnej restauracji jest gorsze od konieczności ciągłej kontroli jakości i poszukiwania nowych ludzi, to znajomi, którzy wpadają do nas z nadzieją na darmowy poczęstunek. Zobaczycie, jak tylko otworzycie własną restaurację, błyskawicznie okaże się, że macie więcej przyjaciół, niż mogło Wam przyjść do głowy! Oczywiście połowa z nich to wzięci blogerzy kulinarni i wystarczy, że damy im o taki malutki, no może ciutkę większy rabacik a łaskawie wspomną o nas w mediach społecznościowych. O ile marketing szeptany ma sens, o tyle dawanie na sobie żerować nie ma już żadnego. Zamiast wdawać się w takie pogawędki, lepiej już spędzić dodatkowa chwilę z rodziną, która, jak wspominaliśmy, odkąd prowadzisz własną restaurację widuje Was tylko w nocy lub święta. 

Skoro nie własna restauracja, to co?

Jak otworzyć restaurację, żeby nie oszaleć ani zbankrutować? Podpowiadamy – najlepiej jej w ogóle nie otwierać. Zwłaszcza, jeśli gastronomia nie jest Waszą pasją, a inspiracją do założenia własnej restauracji był rodzinny seans “Ratatuj”. Istnieją lepsze sposoby, aby narobić sobie finansowych kłopotów… Żarty jednak na bok – aby mieć jakąkolwiek szansę na otwarcie własnej restauracji z sukcesem, trzeba znać tę branżę na wylot. Nie zaszkodzi też znajomość towaroznawstwa, aktualnych przepisów i technik zarządzania. A, tak na koniec jeszcze drobiazg, przydałoby się, abyście umieli ugotować coś więcej, niż pomidorową i znali się na wykwintnych smakach. Przyda się, kiedy będziecie walczyć z niezwykle konstruktywnymi opiniami naburmuszonych klientów w sieci (“zawsze jak jestem to jest smacznie, ale tym razem jakoś mi nie podeszło”) i odpierać ataki Sanepidu. Przeczytaliście aż dotąd i nadal chcecie jednak spróbować swoich sił w gastronomii? To już nic nie mówimy, trafiło na pasjonata… I tak powstają fantastyczne restauracje! Kto wie, może kiedyś dorobicie się nawet fortuny na franczyzie