Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział, że od stycznia 2026 roku rząd planuje odejście od mechanizmu mrożenia cen prądu. Po kilku latach stabilizowania rachunków państwowymi decyzjami, ma zadziałać rynek – a to w polskich realiach zawsze budzi pytania o to, czy domowe budżety są gotowe na taką zmianę.

Stabilizacja zamiast zamrożenia

Motyka przekonuje, że sytuacja na europejskich giełdach energetycznych pozwala na spokojne uwolnienie cen. Obecne notowania utrzymują się poniżej 500 zł za 1 MWh, a prognozy wskazują na przedział 400–430 zł. To właśnie te dane mają być gwarancją, że odbiorcy indywidualni nie zobaczą nagłych podwyżek. Ministerstwo podkreśla, że do końca 2025 roku obowiązujące przepisy pozostaną w mocy, a rachunki nie wzrosną.

Częścią pakietu osłonowego jest również bon ciepłowniczy, który w latach 2025–2026 trafi do gospodarstw domowych o niższych dochodach. Wysokość wsparcia ma sięgać nawet 3,5 tys. zł rocznie, a progi dochodowe zostały ustalone na poziomie 40 proc. przeciętnego wynagrodzenia dla gospodarstw jednoosobowych i 30 proc. dla wieloosobowych.

Ceny na giełdach i rozwój OZE

Eksperci potwierdzają słowa ministra – przestrzeń do obniżek istnieje, choć wiele zależy od dalszej sytuacji na rynku spot, który odzwierciedla bieżące relacje podaży i popytu. Wysoka produkcja energii ze źródeł odnawialnych regularnie obniża ceny, co było szczególnie widoczne w czerwcu, gdy fotowoltaika osiągnęła rekordowe wyniki. Z kolei słabsze miesiące, jak lipiec, przyniosły chwilowe odbicie w górę.

Analitycy zwracają też uwagę na pojawiające się oferty sprzedawców, którzy proponują tańszą energię w godzinach zwiększonej produkcji OZE. To rozwiązanie, które może stać się korzystne dla bardziej świadomych odbiorców – tych gotowych przesunąć pranie czy ładowanie samochodu elektrycznego na godziny, w których prąd jest tańszy.

Koszt energii to nie tylko cena prądu

Choć rząd podkreśla optymizm, eksperci przypominają, że na ostateczny rachunek składają się także opłaty dystrybucyjne, OZE, kogeneracyjna czy mocowa. Decyzja o wysokości taryf leży w rękach prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, który będzie oceniał wnioski największych sprzedawców energii. Innymi słowy – samo zniesienie mrożenia nie oznacza jeszcze pełnej ulgi dla kieszeni Polaków.

Dyskusja o przyszłości cen prądu toczy się więc między polityką a ekonomią, między giełdą a rachunkiem w skrzynce pocztowej. Trudno nie zadać pytania: czy Polacy zaufają, że rynek potrafi być łaskawszy od państwowej interwencji?

Źródło: money.pl