Pracowałem już w wielu miejscach i w januszexach, i firmach “rodzinnych” i wydawać by się mogło, że w największej firmie w branży lotniczej będzie najlepiej. Troszeczkę się pomyliłem. Ale po kolei. Na początku pracy upewniają Cię w tym, że spokojnie możesz tu pracować dopóki nie podejdziesz egzaminu. Tak robili wcześniej i nikogo to nie dziwiło. Przez pierwsze tygodnie (albo prawie i rok w przypadku niektórych 😊 ) zaczynasz pracę od najbardziej niewdzięcznych prac, której nikt nie chce robić. Czyszczenie paneli. Głównie to skrobanie uszczelniacza, zmywanie markerów, czasem pomalowanie jakichś niedociągnięć. I to 90% waszej pracy dopóki nie zrobicie egzaminu, reszta to pomoc przy pracach na stanowisku, spinanie zapinek, trasowanie, ogólnie rzeczy przy których nie da się czegoś sknocić. Raczej nikt Was nie dopuści do poważniejszych prac bez egzaminu, na który możecie czekać i trzy miesiące albo i w ogóle nie doczekacie, bo skończy wam się umowa. O tym kiedy zaczniecie szkółkę poprzedzającą egzamin najpewniej dowiecie się, gdy już przegapicie jedne zajęcia, o tym jaką formę będzie miała usłyszycie milion wersji, a i tak żadna nie będzie prawdziwa. Ostatnia jaką usłyszałem to 40 godzin praktyki (na leciwym sprzęcie), 24 teorii (która odwlecze się w czasie na jakieś trzy tygodnie, bo “pan nauczyciel” będzie zawsze spóźniony, a po wprowadzeniu dwóch grup jednego dnia zajęcia mogą trwać nawet 30 minut (Ktokolwiek to wymyślił z pewnością dostał niezłą premię za te innowacje w szkoleniu)) i 2-3 miesiące z bodim (albo badim, pan kierujący teorie sam nie wie kim dokladnie), który miał wprowadzać nas do pracy, po czym miał być egzamin. Oczywiście tego najważniejszego nie było, więc po odwleczonej teorii przystąpisz do egzaminu. Ja o swoim dowiedziałem się przychodząc do pracy o 14, że jest… następnego dnia o 6. I to zupełnie przypadkiem. Akurat mijałem kończącego pracę kolegę, z którym byłem w jednej grupie teorii i praktyki. Organizacja szkółki, która nie jest przecież od wczoraj, na wysokim poziomie. Cyrk, który do tej pory był jeszcze do zniesienia. Ale teraz najlepsze, na co sam Bareja by nie wpadł. Tuż po egzaminie, tuż przed końcem umowy, poszedłem na rozmowę z Flip i Flapem na temat swoich dni w tej firmie. Okazało się, że przejawiam za mało inicjatywy (w czym? w drapaniu paneli i zaciąganiu zapinek?) i po przeprowadzonej rozmowie z moimi kolegami czy mnie zostawić, którzy są raczej na nie (zapytali jedną osobę, która powiedziała coś zupełnie innego szanownym panom ) zdecydowali o nieprzedłużeniu umowy. Wisienką na torcie, a właściwie dwiema, jest genialny tekst, że mogę zaaplikować do pracy za miesiąc i sobie tu przyjść 😊 jaki jest tego sens, skoro równie dobrze można przedłużyć umowę i zachować się jak dorośli. W każdym razie, w całym moim roztrzęsieniu i niedowierzaniu potrafili mnie rozśmieszyć. Drugą wisienką jest to, że gdybym był jak jeden Ziomek (co miał szczęście, że go dopuścili do pelnej pracy i jak sam wspomniał, wszystko mu świetnie wytłumaczyli podstawy pracy) to byłaby inna gadka. To, że na moim stanowisku mnie nie dopuścili to nie ważne 😊 oczywiście nie mam do nikogo o to żadnych pretensji, sam na miejscu tych ludzi, czekałbym aż swiezak zda egzamin.
Wracając do szanownych panów, nie wiem jaki interes mieli w okłamywaniu mnie (i samych siebie, bo jak jeden z nich wspomniał, mało był na moim stanowisku, by mnie obserwować), ale moge się tylko domyślać. Człowiek ma tu małe znaczenie, niektórym przez usta nie przejdzie by odpowiedzieć na dzień dobry, ważniejsze jest by ktoś od tabelek miał gdzieś czysto. Dopóki mnie tak nie potraktowano dziwiłem się, że ludzie chcą stąd odchodzić. Dla niektórych jesteś tylko zetką i musisz to zaakceptować. Ryba psuje się od głowy i nie zdziwię się jak któregoś dnia takie podejście do ludzi odbije się czkawką na całej firmie. Więcej absurdalnych wątków nie brakuje, ale zabrakłoby mi znakow.
Żeby nie było tak negatywnie wspomnę też o pozytywach. Nawet w takiej patofirmie atmosfera jaką tworzą ludzie jest serio świetna (i nie mówię o tych wyżej, ich nawet przerosło wydrukowanie nowej plakietki z nazwiskiem, tym razem bez literówki). Mogłem ich zapytać o wszystko i na każde, nawet najgłupsze, potrafili odpowiedzieć. I nie mówię tu tylko o ludziach ze swojego stanowiska. Na każde zapytanie o to czy w czymś pomóc, wiedzieli co dać do roboty. To chyba jedyny aspekt, który będę naprawdę miło wspominał i bardzo dziękuję za współpracę.
Podsumowując, praca tu zobrzydzila mi markę Airbus, na początku dałem się nabrać na całą otoczkę pozornej harmonii w firmie, organizacją pracy, lecz tu nawet problemem jest dostarczenie podstawowych wiertel. Bardzo się zawiodłem i ja raczej nie poleciłbym komuś zatrudnienia się tutaj. Nie z czystym sumieniem.