Logowanie dla kandydatów/kursantów

Rejestracja | Zapomniałem hasła

Logowanie dla Pracodawców

Rejestracja pracodawcy | Zapomniałem hasła

Nowe zasady dotyczące cookies
Witryna korzysta z plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".


Jesteś pracodawcą?
Zobacz jakie możliwości prezentowania swojej firmy jesteśmy w stanie Ci zagwarantować! Sprawdź
Sortuj: Najnowsze | Najstarsze

Opinie o Demotrans

Pracowałeś w firmie Demotrans i chcesz podzielić się opinią o niej? A może chciałbyś w niej pracować i zastanawiasz się, jakie warunki oferuje pracodawca? Dodaj wpis - może on pomóc Tobie i innym zainteresowanym osobom w uzyskaniu poszukiwanych informacji.

zdjecie uzytkownika
olek - 2016-02-06 13:14:00 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (1)
Znowu Pan Dyrektor spamuje
zdjecie uzytkownika
kazio - 2016-02-06 16:34:50 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (2)
każdy ma prawo nie dawać się oszukiwać i okradać, A ZMUSZANIE DO PODPISYWANIA JAKICHKOLWIEK DOKUMENTÓW IN BLANCO JEST PRZESTĘPSTWEM.
zdjecie uzytkownika
Władysław - 2016-02-06 20:34:24 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Z tego co wywnioskowałem to firma nie jest fer w stosunku do pracowników
zdjecie uzytkownika
kot - 2016-02-07 11:59:11 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (1)
miałem tam pójść do pracy, dzięki waszym opinią rezygnuje. Dzięki koledzy za ostrzeżenie.
zdjecie uzytkownika
witek - 2016-02-07 14:16:40 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (1)
Odpowiedź na: [kiero - 2016-02-02 14:06:22]:
ogólnie...-> jeśli Wam spam czyjś nie pasuje, istnieje możliwość założenia podobnego tematycznie forum z odpowiednim linkiem do tego.Umożliwi to Wam wszystkim dalsze pisanie bzdur,Chyba że...-> poprawicie ortografię oraz formę wypowiedzi,aby możliwe było zrozumienie.Większość z tych postów nadaje się na wydział kryptografii ze względu na złożoną formę wypowiedzi pisemnej. Co do patologii--> nie poczuwam się i proszę nie uogólniać !!!. Jestem pracownikiem od 14 m-cy oraz posiadam odpowiednie wykształcenie.
Jeśli macie problem z firmą, to wystarczy, aby każdy z Was tu piszących wystosował osobiście pismo do dyrekcji o pisemne udostępnienie rozliczeń za każdy miesiąc przepracowany.Jeśli odmówią, to również pisemnie i jest podstawa do dalszego postępowania. Również możecie ich nagrać w trakcie podpisywania białych kartek z diet i te tak zwane Urlopy jednodniowe co miesiąc. Jest jeszcze pozew zbiorowy.Pytanie, czy macie odwagę,czy tylko tak piszecie, bo każdy jest za monitorem?.
zdjecie uzytkownika
nemo - 2016-02-07 14:47:29 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
a u psychiatry ty był uczony Witek-pare wpisów jest od ukraińców. piszą po polsku tak jak ty byś pisał po ukraińsku uczony Witku. a co do patologii to sie zgadzam. pracują tam liche i durnowate, bo te mądrzejsze nie dadzą się szmacic nawet za pieniądze.
zdjecie uzytkownika
nemo - 2016-02-07 14:50:02 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (1)
a wykształceniem sie nie chwal-drobiu matka naniosła wykładowcom, to je masz.i jeszcze jajek.
zdjecie uzytkownika
Bandyta - 2016-02-08 13:21:00 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Szukam zmiennika doświadczeniem C+E do Demotrans na podwójną obsadę który mieszka niedaleko Częstochowy.
Szukam kogoś kto nie pali i względnie mało pije.
Więcej informacji pod adresem e-mail bandyta00@o2.pl
zdjecie uzytkownika
ku ku - 2016-02-08 16:03:29 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.

Orzeczenia
Art. 2. 1. Ustawa określa zasady postępowania przy przetwarzaniu danych osobowych oraz prawa osób fizycznych, których dane osobowe są lub mogą być przetwarzane w zbiorach danych.

2. Ustawę stosuje się do przetwarzania danych osobowych:

1) w kartotekach, skorowidzach, księgach, wykazach i w innych zbiorach ewidencyjnych;

2) w systemach informatycznych, także w przypadku przetwarzania danych poza zbiorem danych.

3. W odniesieniu do zbiorów danych osobowych sporządzanych doraźnie, wyłącznie ze względów technicznych, szkoleniowych lub w związku z dydaktyką w szkołach wyższych, a po ich wykorzystaniu niezwłocznie usuwanych albo poddanych anonimizacji, mają zastosowanie jedynie przepisy rozdziału 5.

Orzeczenia
Art. 3. 1. Ustawę stosuje się do organów państwowych, organów samorządu terytorialnego oraz do państwowych i komunalnych jednostek organizacyjnych.

2. Ustawę stosuje się również do:

1) podmiotów niepublicznych realizujących zadania publiczne,

2) osób fizycznych i osób prawnych oraz jednostek organizacyjnych niebędących osobami prawnymi, jeżeli przetwarzają dane osobowe w związku z działalnością zarobkową, zawodową lub dla realizacji celów statutowych

— które mają siedzibę albo miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, albo w państwie trzecim, o ile przetwarzają dane osobowe przy wykorzystaniu środków technicznych znajdujących się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 3a. 1. Ustawy nie stosuje się do:

1) osób fizycznych, które przetwarzają dane wyłącznie w celach osobistych lub domowych;

2) podmiotów mających siedzibę lub miejsce zamieszkania w państwie trzecim, wykorzystujących środki techniczne znajdujące się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wyłącznie do przekazywania danych.

2. Ustawy, z wyjątkiem przepisów art. 14-19 i art. 36 ust. 1, nie stosuje się również do prasowej działalności dziennikarskiej w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. — Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z późn. zm. 2) ) oraz do działalności literackiej lub artystycznej, chyba że wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji istotnie narusza prawa i wolności osoby, której dane dotyczą.

Art. 4. Przepisów ustawy nie stosuje się, jeżeli umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, stanowi inaczej.

Art. 5. Jeżeli przepisy odrębnych ustaw, które odnoszą się do przetwarzania danych, przewidują dalej idącą ich ochronę, niż wynika to z niniejszej ustawy, stosuje się przepisy tych ustaw.

Art. 6. 1. W rozumieniu ustawy za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej.

2. Osobą możliwą do zidentyfikowania jest osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne.

3. Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości osoby, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań.

Orzeczenia
Art. 7. Ilekroć w ustawie jest mowa o:

1) zbiorze danych — rozumie się przez to każdy posiadający strukturę zestaw danych o charakterze osobowym, dostępnych według określonych kryteriów, niezależnie od tego, czy zestaw ten jest rozproszony lub podzielony funkcjonalnie;

2) przetwarzaniu danych — rozumie się przez to jakiekolwiek operacje wykonywane na danych osobowych, takie jak zbieranie, utrwalanie, przechowywanie, opracowywanie, zmienianie, udostępnianie i usuwanie, a zwłaszcza te, które wykonuje się w systemach informatycznych;

2a) systemie informatycznym — rozumie się przez to zespół współpracujących ze sobą urządzeń, programów, procedur przetwarzania informacji i narzędzi programowych zastosowanych w celu przetwarzania danych;

2b) zabezpieczeniu danych w systemie informatycznym — rozumie się przez to wdrożenie i eksploatację stosownych środków technicznych i organizacyjnych zapewniających ochronę danych przed ich nieuprawnionym przetwarzaniem;

3) usuwaniu danych — rozumie się przez to zniszczenie danych osobowych lub taką ich modyfikację, która nie pozwoli na ustalenie tożsamości osoby, której dane dotyczą;

4) administratorze danych — rozumie się przez to organ, jednostkę organi
zdjecie uzyt.
zd
zdjecie uzytkownika
rolnik - 2016-02-08 16:07:41 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.

Orzeczenia
Art. 2. 1. Ustawa określa zasady postępowania przy przetwarzaniu danych osobowych oraz prawa osób fizycznych, których dane osobowe są lub mogą być przetwarzane w zbiorach danych.

2. Ustawę stosuje się do przetwarzania danych osobowych:

1) w kartotekach, skorowidzach, księgach, wykazach i w innych zbiorach ewidencyjnych;

2) w systemach informatycznych, także w przypadku przetwarzania danych poza zbiorem danych.

3. W odniesieniu do zbiorów danych osobowych sporządzanych doraźnie, wyłącznie ze względów technicznych, szkoleniowych lub w związku z dydaktyką w szkołach wyższych, a po ich wykorzystaniu niezwłocznie usuwanych albo poddanych anonimizacji, mają zastosowanie jedynie przepisy rozdziału 5.

Orzeczenia
Art. 3. 1. Ustawę stosuje się do organów państwowych, organów samorządu terytorialnego oraz do państwowych i komunalnych jednostek organizacyjnych.

2. Ustawę stosuje się również do:

1) podmiotów niepublicznych realizujących zadania publiczne,

2) osób fizycznych i osób prawnych oraz jednostek organizacyjnych niebędących osobami prawnymi, jeżeli przetwarzają dane osobowe w związku z działalnością zarobkową, zawodową lub dla realizacji celów statutowych

— które mają siedzibę albo miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, albo w państwie trzecim, o ile przetwarzają dane osobowe przy wykorzystaniu środków technicznych znajdujących się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 3a. 1. Ustawy nie stosuje się do:

1) osób fizycznych, które przetwarzają dane wyłącznie w celach osobistych lub domowych;

2) podmiotów mających siedzibę lub miejsce zamieszkania w państwie trzecim, wykorzystujących środki techniczne znajdujące się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wyłącznie do przekazywania danych.

2. Ustawy, z wyjątkiem przepisów art. 14-19 i art. 36 ust. 1, nie stosuje się również do prasowej działalności dziennikarskiej w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. — Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z późn. zm. 2) ) oraz do działalności literackiej lub artystycznej, chyba że wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji istotnie narusza prawa i wolności osoby, której dane dotyczą.

Art. 4. Przepisów ustawy nie stosuje się, jeżeli umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, stanowi inaczej.

Art. 5. Jeżeli przepisy odrębnych ustaw, które odnoszą się do przetwarzania danych, przewidują dalej idącą ich ochronę, niż wynika to z niniejszej ustawy, stosuje się przepisy tych ustaw.

Art. 6. 1. W rozumieniu ustawy za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej.

2. Osobą możliwą do zidentyfikowania jest osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne.

3. Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości osoby, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań.

Orzeczenia
Art. 7. Ilekroć w ustawie jest mowa o:

1) zbiorze danych — rozumie się przez to każdy posiadający strukturę zestaw danych o charakterze osobowym, dostępnych według określonych kryteriów, niezależnie od tego, czy zestaw ten jest rozproszony lub podzielony funkcjonalnie;

2) przetwarzaniu danych — rozumie się przez to jakiekolwiek operacje wykonywane na danych osobowych, takie jak zbieranie, utrwalanie, przechowywanie, opracowywanie, zmienianie, udostępnianie i usuwanie, a zwłaszcza te, które wykonuje się w systemach informatycznych;

2a) systemie informatycznym — rozumie się przez to zespół współpracujących ze sobą urządzeń, programów, procedur przetwarzania informacji i narzędzi programowych zastosowanych w celu przetwarzania danych;

2b) zabezpieczeniu danych w systemie informatycznym — rozumie się przez to wdrożenie i eksploatację stosownych środków technicznych i organizacyjnych zapewniających ochronę danych przed ich nieuprawnionym przetwarzaniem;

3) usuwaniu danych — rozumie się przez to zniszczenie danych osobowych lub taką ich modyfikację, która nie pozwoli na ustalenie tożsamości osoby, której dane dotyczą;

4) administratorze danych — rozumie się przez to organ, jednostkę organi
zdjecie uzyt.
zd
zdjecie uzytkownika
Jola - 2016-02-09 08:43:06 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Uważaj co piszesz! W internecie nie jesteś anonimowy Marek Bachorski-Rudnicki Data dodania: 2011-07-04 17:52 Zniesławienie lub naruszenie czyichś dóbr w sieci to jedno z częstych internetowych przestępstw. I bardzo łatwe do namierzenia. W sieci bowiem nie ma anonimowości. Emocje, emocje a potem nic już nie jest takie samo Większość tekstów naruszających czyjeś dobra osobiste czy zniesławiające powstaje pod wpływem emocji, z chęci natychmiastowego dołożenia komuś. Złość zaślepia tak skutecznie, że autor zapomina, iż nie jest anonimowy. Każdy komputer w sieci można zidentyfikować, informacji o nim i jego właścicielu udzielają operatorzy, pomocna jest też baza danych PESEL. A pracując na komputerze, często tak się właśnie zachowujemy, wpisujemy wszystko co ślina na język przyniesie. Na pełną anonimowość w sieci nie mamy co liczyć, tą opinię podziela wielu specjalistów. Jak można namierzyć internautę? Namierzenie fizycznego adresu osoby, która na różnych forach wypisuje np. wulgaryzmy lub znieważa innych użytkowników nie jest wcale takie trudne. W Sieci można wyśledzić internautę mając do dyspozycji jego numer IP i pseudonim, pod jakim podpisuje się np. na forum internetowym. W większości wypadków numer IP - numer przydzielany komputerowi za pośrednictwem którego łączymy się z Siecią - wystarcza do zlokalizowania fizycznego adresu, skąd nawiązano połączenie. Przeciętny użytkownik nie ma jednak uprawnień do śledzenia innych użytkowników Sieci - ustalaniem personaliów internautów mogą zajmować się upoważnione do tego podmioty, np. policja lub prokuratura na wniosek pokrzywdzonego. Czy zwykły użytkownik jest bezbronny? Co w przypadku, gdy agresja słowna innego użytkownika na forum sięgnie szczytu? Czy zwykły użytkownik, nie mający uprawnień śledczych, może zidentyfikować internautę, po drugiej stronie "kabla"? Czy istnieją powszechnie dostępne narzędzia i usługi do tego służące? Okazuje się, że tak - wystarczy sprawdzić dokumentację dotyczącą używanego systemu operacyjnego, aby znaleźć kilka z nich. W zasadzie w każdym systemie można znaleźć zestaw aplikacji służących do analizy sieci komputerowych. Informacji na temat innego komputera dostarczą takie narzędzia jak netstat, traceroute, ping, whois czy host. Ponadto, jeśli znamy już numer IP poszukiwanej osoby, możemy skorzystać ze stron geolokalizacyjnych (np. Mapy Google) i dokładnie sprawdzić gdzie się ona znajduje. Wystarczy też poświęcić nieco czasu na przeszukanie coraz popularniejszych dziś portali społecznościowych i analizę zakładanych tam profili, a szansa na odnalezienie adresu konkretnej osoby i jej danych osobistych znacząco wzrośnie. A to nie wymaga przecież specjalistycznej wiedzy. Znając czyjś nick można sprawdzić czy był on używany częściej, chociażby na innych forach i stronach, gdzie wyświetla się np. adres e-mail.

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/uwazaj_co_piszesz_w_internecie_nie_jestes_anonimowy_201231.html
zdjecie uzytkownika
wielton - 2016-02-09 09:00:03 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy administrato
zdjecie uzytkownika
Dx0143401 - 2016-02-09 12:50:38 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Witam. Chciałem spytac czy jest możliwość jeździć w tej firmie.mam ce ale nie posiadam doświadczenia. Jestem z Zamościa. pozdrawiam.
zdjecie uzytkownika
rolnik - 2016-02-09 13:10:52 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy administratorzy serwisów mogą odmówić, jest sytuacja gdy policja czy prokuratura działa niezgodnie z prawem, np. skierowała do administratora serwisu postanowienie z żądaniem udostępnienia danych zawierające błędy formalne czy merytoryczne. Administrator serwisu, który nie współpracuje z organami ścigania i nie udostępnia tych danych, w najlepszym przypadku może zostać ukarany grzywną, a w najgorszym może mu zostać postawiony zarzut utrudnienia lub udaremnienia
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-09 16:05:38 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [wit - 2016-02-02 20:16:35]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-09 16:06:22 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Adi - 2016-02-05 09:11:10]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-09 16:07:46 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Wit - 2016-02-05 09:04:24]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-09 16:08:34 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [powtórka - 2016-02-05 09:09:29]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
Stachu - 2016-02-10 00:57:15 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
To kolego tak samo jak ja. Musisz sobie kogoś znaleźć z doświadczeniem i biore Cie od razu.
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-10 06:25:15 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Witam co to za spam, a mało ciekawych wpisow
zdjecie uzytkownika
ku ku - 2016-02-10 08:58:11 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [przystojniak - 2016-02-10 06:25:15]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-10 08:58:53 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
afga - 2016-02-10 15:22:42 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Dx0143401 - 2016-02-09 12:50:38]:
Witam jeździłem juz gdzieś jak. OS ja z dolnego śląska jak chcesz można od połowy marca
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-10 15:45:18 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [kazio - 2016-02-06 16:34:50]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-10 15:45:53 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Wit - 2016-02-05 09:04:24]:
Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-10 20:20:37 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Witam co to za jakieś spam owe reklamy to strona dla osób coś szukających a nie jakieś pie....., czytać to nie info stron kto tak to wklej to może się spotka to mu to zjeść trzeba dać pozdrawiam demony na poznaniu.
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-11 08:43:53 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Witam co tam nowego słychać bo nudzę się tu i nie ma nikogo jak tam dostaliśmy premie ostatnio jakaś czy nie, miały być niby jakieś podwyżki a ty same spam i nic nie wiadomo, na pojedynczej nuda jest ktos chętny na podwójna zapraszam....
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-11 09:01:01 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Przebieg rekrutacji: Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem ki
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-11 09:03:09 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [kazio - 2016-02-06 16:34:50]:
Przebieg rekrutacji: Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem ki
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-11 12:52:41 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Przebieg rekrutacji: Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem ki
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-11 13:10:49 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Witam co nowego u demonów, jak tam coś ci ho o trójkątaco , a tu niebawem walentynki ciekawe co na nie się szykuje, może jakieś bara bara. .......
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-11 14:41:25 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
akiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-11 14:56:53 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Hello kto to na moim nikt wklej takie spam sprzeciw, nie masz swojego Nika ze się podszywa pod kogoś, p..rzecz z tymi tekstami nie życzę sobie na moim nikt to wklejać podszywa czy ty jeden fefeeffoch......
zdjecie uzytkownika
afga - 2016-02-11 15:11:04 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Witam szukam w przyszłości do podwójnej ja dolnoslaskie jak ktoś chętny nawet na przyuczenie zapraszam siedem dwa pięć siedem pięć sześć cztery sześć pięć pozdrawiam
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-11 16:52:18 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [afga - 2016-02-11 15:11:04]:
Hej a ty to co proponujesz na wolny czas coś lubisz szczególnego. ....
zdjecie uzytkownika
Do przystojniak - 2016-02-11 18:38:03 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
No ty przystojniak to na walentynki jak co roku konia zwalisz przy naczepie i pójdziesz spać
zdjecie uzytkownika
afga - 2016-02-11 19:49:55 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [przystojniak - 2016-02-11 16:52:18]:
Ty z takimi tekstami nie domniemanie wole kobiete ze, a jak cie dorwe zrobię ci zestawem w [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] garaż jak jesteś taki chetny... z takimi tekstami ty pE der. ....
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-11 20:03:09 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Do przystojniak - 2016-02-11 18:38:03]:
Heh ty mi możesz zrobić a jak ty tak robisz co roku to nie musisz się tu chwalić publicznie na forum i co po tym lepiej się śpi mówisz. ...
zdjecie uzytkownika
Do przystojniak - 2016-02-11 20:42:54 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
No ty napewno wiesz jak to jest przecież robisz to codziennie skoro takie teksty piszesz na forum
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-12 09:25:29 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [rolnik - 2016-02-05 12:33:04]:
Emocje, emocje a potem nic już nie jest takie same
Większość tekstów naruszających czyjeś dobra osobiste czy zniesławiające powstaje pod wpływem emocji, z chęci natychmiastowego dołożenia komuś. Złość zaślepia tak skutecznie, że autor zapomina, iż nie jest anonimowy.
Każdy komputer w sieci można zidentyfikować. Informacji o nim i jego właścicielu udzielają operatorzy, pomocna jest też baza danych PESEL. A pracując na komputerze, często tak się właśnie zachowujemy, wpisujemy wszystko, co ślina na język przyniesie.
Na pełną anonimowość w sieci nie mamy co liczyć, tę opinię podziela wielu specjalistów.
Jak można namierzyć internautę?
Namierzenie fizycznego adresu osoby, która na różnych forach wypisuje np. wulgaryzmy lub znieważa innych użytkowników, nie jest wcale takie trudne. W sieci można wyśledzić internautę mając do dyspozycji jego numer IP i pseudonim, pod jakim podpisuje się np. na forum internetowym.
W większości wypadków numer IP - numer przydzielany komputerowi, za pośrednictwem którego łączymy się z siecią - wystarcza do zlokalizowania fizycznego adresu, skąd nawiązano połączenie.
Przeciętny użytkownik nie ma jednak uprawnień do śledzenia innych użytkowników sieci - ustalaniem personaliów internautów mogą zajmować się upoważnione do tego podmioty, np. policja lub prokuratura na wniosek pokrzywdzonego.
Czy zwykły użytkownik jest bezbronny?
Co w przypadku, gdy agresja słowna innego użytkownika na forum sięgnie szczytu? Czy zwykły użytkownik, niemający uprawnień śledczych, może zidentyfikować internautę po drugiej stronie „kabla”? Czy istnieją powszechnie dostępne narzędzia i usługi do tego służące?
Okazuje się, że tak - wystarczy sprawdzić dokumentację dotyczącą używanego systemu operacyjnego, aby znaleźć kilka z nich. W zasadzie w każdym systemie można znaleźć zestaw aplikacji służących do analizy sieci komputerowych. Informacji na temat innego komputera dostarczą takie narzędzia, jak netstat, traceroute, ping, whois czy host.
Ponadto, jeśli znamy już numer IP poszukiwanej osoby, możemy skorzystać ze stron geolokalizacyjnych (np. Mapy Google) i dokładnie sprawdzić, gdzie się ona znajduje. Wystarczy też poświęcić nieco czasu na przeszukanie coraz popularniejszych dziś portali społecznościowych i analizę zakładanych tam profili, a szansa na odnalezienie adresu konkretnej osoby i jej danych osobistych znacząco wzrośnie. A to nie wymaga przecież specjalistycznej wiedzy.
Znając czyjś nick, można sprawdzić, czy był on używany częściej, chociażby na innych forach i stronach, gdzie wyświetla się np. adres e-mail.
Czy można mimo wszystko pozostać bezkarnym w sieci?
Istnieje wiele sposobów na to, by próbować zakamuflować się w internecie. Pozwalają na to zarówno te proste metody, jak włączenie trybu prywatności, aż do zaawansowanych, jak np. posługiwanie się programami służącymi do przerzucania ruchu między kilkoma serwerami.
Eksperci jednak są zgodni: na pełną anonimowość w internecie nie mamy co liczyć i nigdy nie uzyskamy stuprocentowej gwarancji tajności naszych danych. No, chyba że nie będziemy korzystać z sieci. Tyle tylko, że nawet taki arsenał nie zapewni internaucie całkowitej niewidzialności, zwłaszcza w starciu z państwowymi organami ścigania czy służbami bezpieczeństwa.
Służby te mają tak szerokie spektrum uprawnień, że bez trudu mogą zdobyć nawet najlepiej chronione informacje. Są to m.in. zaawansowane algorytmy do analizy użytkowników, które mierzą czasy opóźnień pakietów danych pomiędzy poszczególnymi węzłami sieci i na tej podstawie są w stanie ustalić naszą pozycję, pomimo usług anonimizerów.
Najpierw myśl, potem rób!
Przede wszystkim nie pisz w internecie pod wpływem emocji. Raz napisanej opinii zazwyczaj nie można już cofnąć. Skutki mogą być katastrofalne, emocje opadną, a wpis pozostanie.
Ponadto: czytaj dokładnie regulaminy serwisów internetowych, z których korzystasz; czytaj opisy wypełnianych formularzy, gdzie wyrażasz zgodę na wykorzystywanie danych osobowych.
Wreszcie: nie podawajmy więcej informacji niż jest to niezbędne dla realizacji celu, który chcemy osiągnąć. Nowoczesne technologie z jednej strony bardzo ułatwiają nam życie, lecz z drugiej powodują, że korzystając ze zdobyczy techniki pozostawiamy wiele cyfrowych śladów. Poza tym sami, niekiedy nieroztropnie, udostępniamy w sieci wiele informacji o sobie i swoich najbliższych czy znajomych.
Pamiętaj, że to, co raz umieścisz w sieci, najprawdopodobniej zostanie tam na zawsze.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 09:26:25 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.

Orzeczenia
Art. 2. 1. Ustawa określa zasady postępowania przy przetwarzaniu danych osobowych oraz prawa osób fizycznych, których dane osobowe są lub mogą być przetwarzane w zbiorach danych.

2. Ustawę stosuje się do przetwarzania danych osobowych:

1) w kartotekach, skorowidzach, księgach, wykazach i w innych zbiorach ewidencyjnych;

2) w systemach informatycznych, także w przypadku przetwarzania danych poza zbiorem danych.

3. W odniesieniu do zbiorów danych osobowych sporządzanych doraźnie, wyłącznie ze względów technicznych, szkoleniowych lub w związku z dydaktyką w szkołach wyższych, a po ich wykorzystaniu niezwłocznie usuwanych albo poddanych anonimizacji, mają zastosowanie jedynie przepisy rozdziału 5.

Orzeczenia
Art. 3. 1. Ustawę stosuje się do organów państwowych, organów samorządu terytorialnego oraz do państwowych i komunalnych jednostek organizacyjnych.

2. Ustawę stosuje się również do:

1) podmiotów niepublicznych realizujących zadania publiczne,

2) osób fizycznych i osób prawnych oraz jednostek organizacyjnych niebędących osobami prawnymi, jeżeli przetwarzają dane osobowe w związku z działalnością zarobkową, zawodową lub dla realizacji celów statutowych

— które mają siedzibę albo miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, albo w państwie trzecim, o ile przetwarzają dane osobowe przy wykorzystaniu środków technicznych znajdujących się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 3a. 1. Ustawy nie stosuje się do:

1) osób fizycznych, które przetwarzają dane wyłącznie w celach osobistych lub domowych;

2) podmiotów mających siedzibę lub miejsce zamieszkania w państwie trzecim, wykorzystujących środki techniczne znajdujące się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wyłącznie do przekazywania danych.

2. Ustawy, z wyjątkiem przepisów art. 14-19 i art. 36 ust. 1, nie stosuje się również do prasowej działalności dziennikarskiej w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. — Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z późn. zm. 2) ) oraz do działalności literackiej lub artystycznej, chyba że wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji istotnie narusza prawa i wolności osoby, której dane dotyczą.

Art. 4. Przepisów ustawy nie stosuje się, jeżeli umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, stanowi inaczej.

Art. 5. Jeżeli przepisy odrębnych ustaw, które odnoszą się do przetwarzania danych, przewidują dalej idącą ich ochronę, niż wynika to z niniejszej ustawy, stosuje się przepisy tych ustaw.

Art. 6. 1. W rozumieniu ustawy za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej.

2. Osobą możliwą do zidentyfikowania jest osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne.

3. Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości osoby, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań.

Orzeczenia
Art. 7. Ilekroć w ustawie jest mowa o:

1) zbiorze danych — rozumie się przez to każdy posiadający strukturę zestaw danych o charakterze osobowym, dostępnych według określonych kryteriów, niezależnie od tego, czy zestaw ten jest rozproszony lub podzielony funkcjonalnie;

2) przetwarzaniu danych — rozumie się przez to jakiekolwiek operacje wykonywane na danych osobowych, takie jak zbieranie, utrwalanie, przechowywanie, opracowywanie, zmienianie, udostępnianie i usuwanie, a zwłaszcza te, które wykonuje się w systemach informatycznych;

2a) systemie informatycznym — rozumie się przez to zespół współpracujących ze sobą urządzeń, programów, procedur przetwarzania informacji i narzędzi programowych zastosowanych w celu przetwarzania danych;

2b) zabezpieczeniu danych w systemie informatycznym — rozumie się przez to wdrożenie i eksploatację stosownych środków technicznych i organizacyjnych zapewniających ochronę danych przed ich nieuprawnionym przetwarzaniem;

3) usuwaniu danych — rozumie się przez to zniszczenie danych osobowych lub taką ich modyfikację, która nie pozwoli na ustalenie tożsamości osoby, której dane dotyczą;

4) administratorze danych — rozumie się przez to organ, jednostkę organi
zdjecie uzyt.
zd
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-12 11:52:28 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Do przystojniak - 2016-02-11 20:42:54]:
Ty pewnie też może razem się spotkamy, kto ma większy sprzęt ten stawia.....
zdjecie uzytkownika
Do przystojniak - 2016-02-12 12:04:28 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Nie chwal się sprzętem bo krowa co dużo ryczy mało mleka daje tak samo i w twoim przypadku jest
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-12 13:38:11 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Adi - 2016-02-05 09:11:10]:
Odpowiedź na: [rolnik - 2016-02-05 12:33:04]:
Emocje, emocje a potem nic już nie jest takie same
Większość tekstów naruszających czyjeś dobra osobiste czy zniesławiające powstaje pod wpływem emocji, z chęci natychmiastowego dołożenia komuś. Złość zaślepia tak skutecznie, że autor zapomina, iż nie jest anonimowy.
Każdy komputer w sieci można zidentyfikować. Informacji o nim i jego właścicielu udzielają operatorzy, pomocna jest też baza danych PESEL. A pracując na komputerze, często tak się właśnie zachowujemy, wpisujemy wszystko, co ślina na język przyniesie.
Na pełną anonimowość w sieci nie mamy co liczyć, tę opinię podziela wielu specjalistów.
Jak można namierzyć internautę?
Namierzenie fizycznego adresu osoby, która na różnych forach wypisuje np. wulgaryzmy lub znieważa innych użytkowników, nie jest wcale takie trudne. W sieci można wyśledzić internautę mając do dyspozycji jego numer IP i pseudonim, pod jakim podpisuje się np. na forum internetowym.
W większości wypadków numer IP - numer przydzielany komputerowi, za pośrednictwem którego łączymy się z siecią - wystarcza do zlokalizowania fizycznego adresu, skąd nawiązano połączenie.
Przeciętny użytkownik nie ma jednak uprawnień do śledzenia innych użytkowników sieci - ustalaniem personaliów internautów mogą zajmować się upoważnione do tego podmioty, np. policja lub prokuratura na wniosek pokrzywdzonego.
Czy zwykły użytkownik jest bezbronny?
Co w przypadku, gdy agresja słowna innego użytkownika na forum sięgnie szczytu? Czy zwykły użytkownik, niemający uprawnień śledczych, może zidentyfikować internautę po drugiej stronie „kabla”? Czy istnieją powszechnie dostępne narzędzia i usługi do tego służące?
Okazuje się, że tak - wystarczy sprawdzić dokumentację dotyczącą używanego systemu operacyjnego, aby znaleźć kilka z nich. W zasadzie w każdym systemie można znaleźć zestaw aplikacji służących do analizy sieci komputerowych. Informacji na temat innego komputera dostarczą takie narzędzia, jak netstat, traceroute, ping, whois czy host.
Ponadto, jeśli znamy już numer IP poszukiwanej osoby, możemy skorzystać ze stron geolokalizacyjnych (np. Mapy Google) i dokładnie sprawdzić, gdzie się ona znajduje. Wystarczy też poświęcić nieco czasu na przeszukanie coraz popularniejszych dziś portali społecznościowych i analizę zakładanych tam profili, a szansa na odnalezienie adresu konkretnej osoby i jej danych osobistych znacząco wzrośnie. A to nie wymaga przecież specjalistycznej wiedzy.
Znając czyjś nick, można sprawdzić, czy był on używany częściej, chociażby na innych forach i stronach, gdzie wyświetla się np. adres e-mail.
Czy można mimo wszystko pozostać bezkarnym w sieci?
Istnieje wiele sposobów na to, by próbować zakamuflować się w internecie. Pozwalają na to zarówno te proste metody, jak włączenie trybu prywatności, aż do zaawansowanych, jak np. posługiwanie się programami służącymi do przerzucania ruchu między kilkoma serwerami.
Eksperci jednak są zgodni: na pełną anonimowość w internecie nie mamy co liczyć i nigdy nie uzyskamy stuprocentowej gwarancji tajności naszych danych. No, chyba że nie będziemy korzystać z sieci. Tyle tylko, że nawet taki arsenał nie zapewni internaucie całkowitej niewidzialności, zwłaszcza w starciu z państwowymi organami ścigania czy służbami bezpieczeństwa.
Służby te mają tak szerokie spektrum uprawnień, że bez trudu mogą zdobyć nawet najlepiej chronione informacje. Są to m.in. zaawansowane algorytmy do analizy użytkowników, które mierzą czasy opóźnień pakietów danych pomiędzy poszczególnymi węzłami sieci i na tej podstawie są w stanie ustalić naszą pozycję, pomimo usług anonimizerów.
Najpierw myśl, potem rób!
Przede wszystkim nie pisz w internecie pod wpływem emocji. Raz napisanej opinii zazwyczaj nie można już cofnąć. Skutki mogą być katastrofalne, emocje opadną, a wpis pozostanie.
Ponadto: czytaj dokładnie regulaminy serwisów internetowych, z których korzystasz; czytaj opisy wypełnianych formularzy, gdzie wyrażasz zgodę na wykorzystywanie danych osobowych.
Wreszcie: nie podawajmy więcej informacji niż jest to niezbędne dla realizacji celu, który chcemy osiągnąć. Nowoczesne technologie z jednej strony bardzo ułatwiają nam życie, lecz z drugiej powodują, że korzystając ze zdobyczy techniki pozostawiamy wiele cyfrowych śladów. Poza tym sami, niekiedy nieroztropnie, udostępniamy w sieci wiele informacji o sobie i swoich najbliższych czy znajomych.
Pamiętaj, że to, co raz umieścisz w sieci, najprawdopodobniej zostanie tam na zawsze.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 09:26:25 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 13:38:39 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [kazio - 2016-02-06 16:34:50]:
Odpowiedź na: [rolnik - 2016-02-05 12:33:04]:
Emocje, emocje a potem nic już nie jest takie same
Większość tekstów naruszających czyjeś dobra osobiste czy zniesławiające powstaje pod wpływem emocji, z chęci natychmiastowego dołożenia komuś. Złość zaślepia tak skutecznie, że autor zapomina, iż nie jest anonimowy.
Każdy komputer w sieci można zidentyfikować. Informacji o nim i jego właścicielu udzielają operatorzy, pomocna jest też baza danych PESEL. A pracując na komputerze, często tak się właśnie zachowujemy, wpisujemy wszystko, co ślina na język przyniesie.
Na pełną anonimowość w sieci nie mamy co liczyć, tę opinię podziela wielu specjalistów.
Jak można namierzyć internautę?
Namierzenie fizycznego adresu osoby, która na różnych forach wypisuje np. wulgaryzmy lub znieważa innych użytkowników, nie jest wcale takie trudne. W sieci można wyśledzić internautę mając do dyspozycji jego numer IP i pseudonim, pod jakim podpisuje się np. na forum internetowym.
W większości wypadków numer IP - numer przydzielany komputerowi, za pośrednictwem którego łączymy się z siecią - wystarcza do zlokalizowania fizycznego adresu, skąd nawiązano połączenie.
Przeciętny użytkownik nie ma jednak uprawnień do śledzenia innych użytkowników sieci - ustalaniem personaliów internautów mogą zajmować się upoważnione do tego podmioty, np. policja lub prokuratura na wniosek pokrzywdzonego.
Czy zwykły użytkownik jest bezbronny?
Co w przypadku, gdy agresja słowna innego użytkownika na forum sięgnie szczytu? Czy zwykły użytkownik, niemający uprawnień śledczych, może zidentyfikować internautę po drugiej stronie „kabla”? Czy istnieją powszechnie dostępne narzędzia i usługi do tego służące?
Okazuje się, że tak - wystarczy sprawdzić dokumentację dotyczącą używanego systemu operacyjnego, aby znaleźć kilka z nich. W zasadzie w każdym systemie można znaleźć zestaw aplikacji służących do analizy sieci komputerowych. Informacji na temat innego komputera dostarczą takie narzędzia, jak netstat, traceroute, ping, whois czy host.
Ponadto, jeśli znamy już numer IP poszukiwanej osoby, możemy skorzystać ze stron geolokalizacyjnych (np. Mapy Google) i dokładnie sprawdzić, gdzie się ona znajduje. Wystarczy też poświęcić nieco czasu na przeszukanie coraz popularniejszych dziś portali społecznościowych i analizę zakładanych tam profili, a szansa na odnalezienie adresu konkretnej osoby i jej danych osobistych znacząco wzrośnie. A to nie wymaga przecież specjalistycznej wiedzy.
Znając czyjś nick, można sprawdzić, czy był on używany częściej, chociażby na innych forach i stronach, gdzie wyświetla się np. adres e-mail.
Czy można mimo wszystko pozostać bezkarnym w sieci?
Istnieje wiele sposobów na to, by próbować zakamuflować się w internecie. Pozwalają na to zarówno te proste metody, jak włączenie trybu prywatności, aż do zaawansowanych, jak np. posługiwanie się programami służącymi do przerzucania ruchu między kilkoma serwerami.
Eksperci jednak są zgodni: na pełną anonimowość w internecie nie mamy co liczyć i nigdy nie uzyskamy stuprocentowej gwarancji tajności naszych danych. No, chyba że nie będziemy korzystać z sieci. Tyle tylko, że nawet taki arsenał nie zapewni internaucie całkowitej niewidzialności, zwłaszcza w starciu z państwowymi organami ścigania czy służbami bezpieczeństwa.
Służby te mają tak szerokie spektrum uprawnień, że bez trudu mogą zdobyć nawet najlepiej chronione informacje. Są to m.in. zaawansowane algorytmy do analizy użytkowników, które mierzą czasy opóźnień pakietów danych pomiędzy poszczególnymi węzłami sieci i na tej podstawie są w stanie ustalić naszą pozycję, pomimo usług anonimizerów.
Najpierw myśl, potem rób!
Przede wszystkim nie pisz w internecie pod wpływem emocji. Raz napisanej opinii zazwyczaj nie można już cofnąć. Skutki mogą być katastrofalne, emocje opadną, a wpis pozostanie.
Ponadto: czytaj dokładnie regulaminy serwisów internetowych, z których korzystasz; czytaj opisy wypełnianych formularzy, gdzie wyrażasz zgodę na wykorzystywanie danych osobowych.
Wreszcie: nie podawajmy więcej informacji niż jest to niezbędne dla realizacji celu, który chcemy osiągnąć. Nowoczesne technologie z jednej strony bardzo ułatwiają nam życie, lecz z drugiej powodują, że korzystając ze zdobyczy techniki pozostawiamy wiele cyfrowych śladów. Poza tym sami, niekiedy nieroztropnie, udostępniamy w sieci wiele informacji o sobie i swoich najbliższych czy znajomych.
Pamiętaj, że to, co raz umieścisz w sieci, najprawdopodobniej zostanie tam na zawsze.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 09:26:25 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 13:39:09 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [olek - 2016-02-06 13:14:00]:
Odpowiedź na: [rolnik - 2016-02-05 12:33:04]:
Emocje, emocje a potem nic już nie jest takie same
Większość tekstów naruszających czyjeś dobra osobiste czy zniesławiające powstaje pod wpływem emocji, z chęci natychmiastowego dołożenia komuś. Złość zaślepia tak skutecznie, że autor zapomina, iż nie jest anonimowy.
Każdy komputer w sieci można zidentyfikować. Informacji o nim i jego właścicielu udzielają operatorzy, pomocna jest też baza danych PESEL. A pracując na komputerze, często tak się właśnie zachowujemy, wpisujemy wszystko, co ślina na język przyniesie.
Na pełną anonimowość w sieci nie mamy co liczyć, tę opinię podziela wielu specjalistów.
Jak można namierzyć internautę?
Namierzenie fizycznego adresu osoby, która na różnych forach wypisuje np. wulgaryzmy lub znieważa innych użytkowników, nie jest wcale takie trudne. W sieci można wyśledzić internautę mając do dyspozycji jego numer IP i pseudonim, pod jakim podpisuje się np. na forum internetowym.
W większości wypadków numer IP - numer przydzielany komputerowi, za pośrednictwem którego łączymy się z siecią - wystarcza do zlokalizowania fizycznego adresu, skąd nawiązano połączenie.
Przeciętny użytkownik nie ma jednak uprawnień do śledzenia innych użytkowników sieci - ustalaniem personaliów internautów mogą zajmować się upoważnione do tego podmioty, np. policja lub prokuratura na wniosek pokrzywdzonego.
Czy zwykły użytkownik jest bezbronny?
Co w przypadku, gdy agresja słowna innego użytkownika na forum sięgnie szczytu? Czy zwykły użytkownik, niemający uprawnień śledczych, może zidentyfikować internautę po drugiej stronie „kabla”? Czy istnieją powszechnie dostępne narzędzia i usługi do tego służące?
Okazuje się, że tak - wystarczy sprawdzić dokumentację dotyczącą używanego systemu operacyjnego, aby znaleźć kilka z nich. W zasadzie w każdym systemie można znaleźć zestaw aplikacji służących do analizy sieci komputerowych. Informacji na temat innego komputera dostarczą takie narzędzia, jak netstat, traceroute, ping, whois czy host.
Ponadto, jeśli znamy już numer IP poszukiwanej osoby, możemy skorzystać ze stron geolokalizacyjnych (np. Mapy Google) i dokładnie sprawdzić, gdzie się ona znajduje. Wystarczy też poświęcić nieco czasu na przeszukanie coraz popularniejszych dziś portali społecznościowych i analizę zakładanych tam profili, a szansa na odnalezienie adresu konkretnej osoby i jej danych osobistych znacząco wzrośnie. A to nie wymaga przecież specjalistycznej wiedzy.
Znając czyjś nick, można sprawdzić, czy był on używany częściej, chociażby na innych forach i stronach, gdzie wyświetla się np. adres e-mail.
Czy można mimo wszystko pozostać bezkarnym w sieci?
Istnieje wiele sposobów na to, by próbować zakamuflować się w internecie. Pozwalają na to zarówno te proste metody, jak włączenie trybu prywatności, aż do zaawansowanych, jak np. posługiwanie się programami służącymi do przerzucania ruchu między kilkoma serwerami.
Eksperci jednak są zgodni: na pełną anonimowość w internecie nie mamy co liczyć i nigdy nie uzyskamy stuprocentowej gwarancji tajności naszych danych. No, chyba że nie będziemy korzystać z sieci. Tyle tylko, że nawet taki arsenał nie zapewni internaucie całkowitej niewidzialności, zwłaszcza w starciu z państwowymi organami ścigania czy służbami bezpieczeństwa.
Służby te mają tak szerokie spektrum uprawnień, że bez trudu mogą zdobyć nawet najlepiej chronione informacje. Są to m.in. zaawansowane algorytmy do analizy użytkowników, które mierzą czasy opóźnień pakietów danych pomiędzy poszczególnymi węzłami sieci i na tej podstawie są w stanie ustalić naszą pozycję, pomimo usług anonimizerów.
Najpierw myśl, potem rób!
Przede wszystkim nie pisz w internecie pod wpływem emocji. Raz napisanej opinii zazwyczaj nie można już cofnąć. Skutki mogą być katastrofalne, emocje opadną, a wpis pozostanie.
Ponadto: czytaj dokładnie regulaminy serwisów internetowych, z których korzystasz; czytaj opisy wypełnianych formularzy, gdzie wyrażasz zgodę na wykorzystywanie danych osobowych.
Wreszcie: nie podawajmy więcej informacji niż jest to niezbędne dla realizacji celu, który chcemy osiągnąć. Nowoczesne technologie z jednej strony bardzo ułatwiają nam życie, lecz z drugiej powodują, że korzystając ze zdobyczy techniki pozostawiamy wiele cyfrowych śladów. Poza tym sami, niekiedy nieroztropnie, udostępniamy w sieci wiele informacji o sobie i swoich najbliższych czy znajomych.
Pamiętaj, że to, co raz umieścisz w sieci, najprawdopodobniej zostanie tam na zawsze.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 09:26:25 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-12 13:39:53 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [rolnik - 2016-02-05 12:33:04]:
Emocje, emocje a potem nic już nie jest takie same
Większość tekstów naruszających czyjeś dobra osobiste czy zniesławiające powstaje pod wpływem emocji, z chęci natychmiastowego dołożenia komuś. Złość zaślepia tak skutecznie, że autor zapomina, iż nie jest anonimowy.
Każdy komputer w sieci można zidentyfikować. Informacji o nim i jego właścicielu udzielają operatorzy, pomocna jest też baza danych PESEL. A pracując na komputerze, często tak się właśnie zachowujemy, wpisujemy wszystko, co ślina na język przyniesie.
Na pełną anonimowość w sieci nie mamy co liczyć, tę opinię podziela wielu specjalistów.
Jak można namierzyć internautę?
Namierzenie fizycznego adresu osoby, która na różnych forach wypisuje np. wulgaryzmy lub znieważa innych użytkowników, nie jest wcale takie trudne. W sieci można wyśledzić internautę mając do dyspozycji jego numer IP i pseudonim, pod jakim podpisuje się np. na forum internetowym.
W większości wypadków numer IP - numer przydzielany komputerowi, za pośrednictwem którego łączymy się z siecią - wystarcza do zlokalizowania fizycznego adresu, skąd nawiązano połączenie.
Przeciętny użytkownik nie ma jednak uprawnień do śledzenia innych użytkowników sieci - ustalaniem personaliów internautów mogą zajmować się upoważnione do tego podmioty, np. policja lub prokuratura na wniosek pokrzywdzonego.
Czy zwykły użytkownik jest bezbronny?
Co w przypadku, gdy agresja słowna innego użytkownika na forum sięgnie szczytu? Czy zwykły użytkownik, niemający uprawnień śledczych, może zidentyfikować internautę po drugiej stronie „kabla”? Czy istnieją powszechnie dostępne narzędzia i usługi do tego służące?
Okazuje się, że tak - wystarczy sprawdzić dokumentację dotyczącą używanego systemu operacyjnego, aby znaleźć kilka z nich. W zasadzie w każdym systemie można znaleźć zestaw aplikacji służących do analizy sieci komputerowych. Informacji na temat innego komputera dostarczą takie narzędzia, jak netstat, traceroute, ping, whois czy host.
Ponadto, jeśli znamy już numer IP poszukiwanej osoby, możemy skorzystać ze stron geolokalizacyjnych (np. Mapy Google) i dokładnie sprawdzić, gdzie się ona znajduje. Wystarczy też poświęcić nieco czasu na przeszukanie coraz popularniejszych dziś portali społecznościowych i analizę zakładanych tam profili, a szansa na odnalezienie adresu konkretnej osoby i jej danych osobistych znacząco wzrośnie. A to nie wymaga przecież specjalistycznej wiedzy.
Znając czyjś nick, można sprawdzić, czy był on używany częściej, chociażby na innych forach i stronach, gdzie wyświetla się np. adres e-mail.
Czy można mimo wszystko pozostać bezkarnym w sieci?
Istnieje wiele sposobów na to, by próbować zakamuflować się w internecie. Pozwalają na to zarówno te proste metody, jak włączenie trybu prywatności, aż do zaawansowanych, jak np. posługiwanie się programami służącymi do przerzucania ruchu między kilkoma serwerami.
Eksperci jednak są zgodni: na pełną anonimowość w internecie nie mamy co liczyć i nigdy nie uzyskamy stuprocentowej gwarancji tajności naszych danych. No, chyba że nie będziemy korzystać z sieci. Tyle tylko, że nawet taki arsenał nie zapewni internaucie całkowitej niewidzialności, zwłaszcza w starciu z państwowymi organami ścigania czy służbami bezpieczeństwa.
Służby te mają tak szerokie spektrum uprawnień, że bez trudu mogą zdobyć nawet najlepiej chronione informacje. Są to m.in. zaawansowane algorytmy do analizy użytkowników, które mierzą czasy opóźnień pakietów danych pomiędzy poszczególnymi węzłami sieci i na tej podstawie są w stanie ustalić naszą pozycję, pomimo usług anonimizerów.
Najpierw myśl, potem rób!
Przede wszystkim nie pisz w internecie pod wpływem emocji. Raz napisanej opinii zazwyczaj nie można już cofnąć. Skutki mogą być katastrofalne, emocje opadną, a wpis pozostanie.
Ponadto: czytaj dokładnie regulaminy serwisów internetowych, z których korzystasz; czytaj opisy wypełnianych formularzy, gdzie wyrażasz zgodę na wykorzystywanie danych osobowych.
Wreszcie: nie podawajmy więcej informacji niż jest to niezbędne dla realizacji celu, który chcemy osiągnąć. Nowoczesne technologie z jednej strony bardzo ułatwiają nam życie, lecz z drugiej powodują, że korzystając ze zdobyczy techniki pozostawiamy wiele cyfrowych śladów. Poza tym sami, niekiedy nieroztropnie, udostępniamy w sieci wiele informacji o sobie i swoich najbliższych czy znajomych.
Pamiętaj, że to, co raz umieścisz w sieci, najprawdopodobniej zostanie tam na zawsze.
zdjecie uzytkownika
Moderator - 2016-02-12 09:26:25 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.

2. Przetwarzanie danych osobowych może mieć miejsce ze względu na dobro publiczne, dobro osoby, której dane dotyczą, lub dobro osób trzecich w zakresie i trybie określonym ustawą.
zdjecie uzytkownika
Magda - 2016-02-12 14:22:44 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (1)
Dzień Dobry,
ponieważ kierowcy firmy Demotrans łamią przepisy o ruchu drogowym, ignorując znak zakazu wjazdu dla pojazdów pow. 8 ton. Znaki te ustawione są w miejscowości Stępin. Informuję szanownych Państwa że sprawa została przez mieszkańców zgłoszona na Policji oraz w Inspekcji Transportu Drogowego. Dodatkowo monitorujemy te przejazdy poprzez wykonywanie dokumentacji fotograficznej i nagrań Video. Dokumentacja z datą i godziną przejazdu każdorazowo będzie przekazywana zgodnie z uzgodnieniami na Policję oraz ITD. Dziękuje za uwagę.....
Rozmowa Kwalifikacyjna
Przebieg rekrutacji: Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
Pytania: Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie
2015-10-11 06:00:00 A A+ A+
Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.



(YAY Foto)
Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.


Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w jakiś sposób przed organami ścigania? Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?
Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy
zdjecie uzytkownika
przystojniak - 2016-02-12 15:33:00 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
Odpowiedź na: [Magda - 2016-02-12 14:22:44]:
Witam ten znak władz se pani w .... , i proszę to kierować do firmy a nie do ogółu kierowców ponieważ wszyscy tamtędy pewnie nie jeżdżą a za nielegalne nagranie mojej osoby jak się dorwe pozew panią na sprawę cywilna nie wyrażam zgody na przetwarzanie mojej osoby przez jakieś nie homologację urządzenia pozdrawiam, lub mi możesz zrobić na walentynki i koledze to co pisał wyzej
zdjecie uzytkownika
Orzeł - 2016-02-12 21:03:13 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)
ZŁODZIEJE !! BANDA ZŁODZIEJI !! kochac w dupe błacha i reszte ped.."ałów.." z demotransu, obiecanki cacanki , gnoje, śmierdziele kij wam w oko za wasze obiecanki...zaraz dyrektorek znowu nawrzuca spamy o burakach cukrowych ,zeby zamydlic ludziom oczy i nikt sie nie doczytał..oddaj wszystkie jachty i auta od garcarka złodzieju ! siedzisz na dupie na wygodnym stolku i piszesz o jakis gownianych zmianach statusu na car cube, szkoda ze nie wprowadziles opcji "JESTEM W POLU , IDE SRAĆ" nara buraki oleśnicowe

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach o firmie Demotrans!


Udostępnij na:

Zostaw swoją opinię
captcha
UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Demotrans

Wyraź opinię o innych firmach z tego miasta

Poznaj prywatne opinie na temat pracodawcy! Wyślij wiadomość do wszystkich użytkowników, którzy obserwują ten wątek.

Twoj email:
Wiadomość:
alert