Piszę kiedyś kandydatka na rolę agenta ubezpieczeniowego: powiem, że różni się ta firma od konkurentów z Allianz tylko poziomem podłości i rezygnacją z jakichkolwiek obowiązków przed swoimi pracownikami. Dlatego opowiem trochę, jak się odbyła rekrutacja.
Na pierwszy rzut oka firma wydała się bardziej porządna, niż Allianz, bo rekruter pytał, zanim zapraszał na rozmowę, o pomysły, gdzie szukałbyś potencjalnych klientów. Potem sama rozmowa trwała koło 2 godzin i sama w sobie była wydawała się bardziej poważna - w porównaniu do Allianz, gdzie rozmowa wyglądała jak "Zapraszam Panią do biura". To mi jako potencjalnego pracownika zachęciło.
Potem nawet rekruter przygotował przed rozmową z dyrektorem regionalnym i centralą. Co też mi pocieszyło, bo wydawało się, że oto miejsce, które bardziej dba o swoich pracowników. Dostałam pozytywną opinię i "zielone światło" na współpracę od wszystkich trzech, bo planowałam zajmować się mniejszościami narodowymi w Polsce.
Ale ja zamiarowi mówiłam, że firma wydaje się porządną tylko pozornie. Bo potem musisz składać dokumentacji do rejestracji w KNF, gdzie i zaczęły się problemy. Którą nie mogłam do końca uzupełnić, dlatego że jestem na podstawie pracy. I że gdyby firma naprawdę potrzebowała pracownika jak ja, to mogłaby zawrzeć normalną umowę o pracę i pójść pracownikowi na rękę - przecież głupota, że człowiek nie może z kimś współpracować - nie jesteśmy przecież w Wielu Kamiennym, żeby takie formalności stały na przeszkodzie... jednak, firma zrobiła w tej sytuacji najgorsze: oni próbowali oskarżyć mi w tym, że nie mogę współpracować na podstawie jednoosobowej działalności, chociaż wszystko można byłoby załatwić, co mi było powiedziane w urzędach. Wtedy po zachowaniu firmy (a jeszcze wtedy chorowałam na grypę z gorączką) zrozumiałam, że ludzie tam nie chcą poprostu brać odpowiedzialności za swoich agentów i że takie niedbalstwo jest tam częścią systemu. Dlatego mimo tego, że mi tam zaproponowali poczekać miesiąc, aż dostanę pozwolenie na założenie, już nie chciałam wtedy podejmować współpracy, no zrozumiałam, że takie przedstawienie robiło się co miesiąc, dla każdego, co tam przychodzi i że mocno od Allianz firma się nie różni - o czym wprost i powiedziałam.
Powiem tylko, że pracując teraz w Eksporcie na rynki zagraniczne, to nnie potrafię zrozumieć, co wstało na przeszkodzie, żeby zawrzeć normalną umowę o pracę, bo nawet na kilka lat dostałam tam "propozycję współpracy", powiedzmy tak. Więc zakładam, że poprostu to było nauką, co tam tak naprawdę się dzieje. I że problem leży nie tylko w rodzaju umowy, a stosunku do swoich pracowników, którzy nawet nie są wystarczająco poważnie traktowani, żeby zrozumieć sytuację i nie próbować oskarżać w tym, na co tak naprawdę nie ma wpływu. A gdyby tak naprawdę się chciało, to jestem pewna, że taka firma mogłaby pójść na rękę, tylko nie była nauczona i nie chciała. Więc poprostu weźcie to doświadczenie pod uwagę i zrozumcie, że jak coś się z Wami, drodzy rekruterzy, stanie, to nikt nawet nie podpowie. Czyli nie ma tak naprawdę współpracy z Tobą.
Chociaż ja i znalazłam o wiele ciekawsze miejsce pracy, opowiadam, bo mi szkoda młodych i nie bardzo ludzi, co mogą im jakokolwiek uwierzyć. Bo ludzie się ukazują najlepiej w dokładnie takich sytuacjach. Że woleli poprostu zrezygnować z odpowiedzialności - i można mi uwierzyć, że będzie podobnie jak coś. A firmę mimo wszystko budują ludzie - więc zachęcam do poważnych zmian.
P.S. Dodam że to jest pierwsza firma, o której nic dobrego nie mogę powiedzieć i nawet nie mam za co dać gwiazdy... chociaż gdyby miejsce bardziej poważnie traktowało swoich pracowników, to mogliby się i rozwinąć - i nie stracić np. moją obecną firmę jako klienta (tak, kiedyś w Uniqa się ubezpieczali tam, a od nowego roku nie - z czego się cieszę). Bo przecież stosunek do pracownika jest odbiciem stosunku do klienta. Chociaż podziwiam się, jaki rozpierdziel dzieje się w branży ubezpieczeniowej w ogóle...