Witam.
Pracowałem w Totalu 1,5 roku. Zrezygnowałem 2 lata temu. Na początku wysyłają człowieka na szkolenie wysokościowe (trwa 1tydzień w Walii lub 2 tyg. przy szkoleniu morskim). Potem pracuje się systemem 3miesiące w robocie-2 tyg w domu (na morzu 2tyg praca - 2tyg dom). Po drodze robione są uprawnienia elektryczne, wózki widłowe, wciągniki wciągarki, podesty ruchome, a także szkolenie bezpieczeństwa do pracy na Vestasach.
Pracuje się 6 dni w tygodniu po 12h, przy pełnym miesiącu wychodziło ok.300h pracy (znam rekordzistów z 343h). Dojazd na budowę (od centrali w koszaline) i hotel opłacone. W hotelu każdy ma własny pokój, hotele co najmniej 3gwiazdkowe, chyba że robi się na [usunięte przez moderatora] lub w Polsce wtedy jest różnie, wyżywienie opłacone.
Na zagranicznej budowie było przeważnie spoko, wszystko w miarę poukładane, każdy wiedział co ma robić. Budowy organizowane przez polski oddział z polskim kierownikiem to przeważnie (usunięte przez administratora) starsi pracownicy często "jadą" po nowych, jak to w Polsce. Znam paru kolesi co nie wytrzymali nawet 3miesięcy. Ja miałem szczęście, pierwsze pół roku robiłem za granicą, nauczyłem się roboty i potem miałem spokój. Za moich czasów ludzie rezygnowali z pracy średnio po 2latach, przeważnie mieli dość życia na walizkach, ale są tam tacy co pracują już ponad 10lat.
Każdy dostaje telefon kom., ciuchy robocze, torbę podróżną, harness, służbową kartę płatniczą, z której może opłacać służbowe wydatki (np. nadbagaż na lotnisku, a także obiad w restauracji itp.) Każdy wypełnia sobie godziny pracy za pomocą outlooka, co tydzień zatwierdzane przez kierownika budowy, na podstawie tego wystawiało się co miesiąc rachunek dla totala.
Na początku stawka to 25PLN, po 3miesiącach 30PLN, a później co rok podwyżka 5PLN (stawki do pracy na lądzie). "Nowy" ciągle jest na wyjazdach, bo szkolenia muszą się zwrócić. Później trochę więcej siedzi się w domu (nie jest to oczywiście płatne). W zimie bardzo rzadko trafia się praca. Ja miałem "wolne" od grudnia do marca.
W ciągu roku wyciągnąłem niecałe 100tyś brutto. W innych firmach można wyciągnąć o wiele więcej, ale zazwyczaj zakwaterowanie i wyżywienie nie jest tam opłacane, więc wyjazd do Szwecji, Angli Danii jest w takim wypadku już mniej opłacalny.
Zrezygnowałem z powodów osobistych, rozłąka na 3miechy nie zawsze się opłaca, poza tym robota jest bardzo ciężka, np. samych śrub do przerzucenia jest grubo ponad tonę na jedną turbinę.
Opisałem sytuację sprzed 2lat. Od tamtego czasu dużo ludzi zostało przyjętych więc mogło się sporo pozmieniać.
Jak ktoś wiąże swoją przyszłość z turbinami to na początek TOTAL jest idealny. Ja teraz pracuję na etacie serwisanta turbin wiatrowych, zarabiam więcej niż w Totalu przy o wiele mniejszym nakładzie pracy i pracuję na miejscu. Ze szkoleniami, co najmniej rocznym doświadczeniem w Totalu i językiem obcym (w Totalu można go sobie łatwo podszkolić) bez większych problemów znajdziecie pracę serwisanta/konserwatora turbin.
Pozdrawiam i powodzenia