nterimowie: Trudne wyzwania - oto, co ich – oprócz atrakcyjnych zarobków – napędza i motywuje. Stała praca to dla nich marazm i rutyna. I tylko czasem, gdzieś tam w środku czai się obawa: czy i jak szybko znajdzie się nowy projekt?
Gdy w 2003 r. firma Deloitte zaproponowała Jackowi Weremiejowi, by jako interim manager objął czasowo stanowisko dyrektora finansowego Remy 1000, prowadzącej sieć sklepów samoobsługowych, ten wahał się tylko przez chwilę.
– Nie ukrywam, że o przyjęciu tej oferty zdecydowały przede wszystkim bardzo korzystne warunki finansowe – wspomina Weremiej.
Dla Tomasza Plasy częste „zawodowe” przeprowadzki z miasta do miasta nie są niczym nadzwyczajnym. W ciągu kilku lat stały się po prostu normą. Co prawda, od niedawna dysponuje już stałą bazą – własnym mieszkaniem w Warszawie, ale bywa w nim tylko w weekendy. Podobnie jak Anna Grygiel, która do pracy wyrusza już w niedzielę wieczorem, by z powrotem pojawić się w domu pięć dni później.
Pracoholicy? W pewnym sensie tak, bodla nich taki sposób wykonywania profesji to pasja. I tylko tak – jak twierdzą – uzyskują zawodowe spełnienie. Ale Plasa, poliglota, absolwent m.in. prestiżowej francuskiej uczelni INSEAD, przyznaje, że kuszące są także zarobki interima, które w Polsce mogą być nawet trzykrotnie wyższe niż na podobnym stanowisku stacjonarnym. Atrakcyjna pensja wynagradza mu niedogodności związane z ciągłym życiem na walizkach, niemal w biegu, rekompensuje trudy pracy nakręcanej adrenaliną, ogromne stresy – bo od interima z założenia wymaga się więcej…
Interimowie mówią o sobie: jesteśmy menedżerami do wynajęcia, ekspertami do zadań specjalnych. Bo idea interim management, a więc zarządzania czasowego, jest w skrócie taka: do zadań, do których firma z jakiegoś powodu nie chce lub nie może wykorzystać swojego etatowego menedżera, wynajmowany jest menedżer czasowy, o wysokich kwalifikacjach i dużym specjalistycznym doświadczeniu. Na sześć, osiem, dwanaście czy osiemnaście miesięcy. Czasami nawet na dłużej, ale to rzadkość. Robi swoje i wychodzi z firmy. Ale gdy to robi – koncentruje się tylko na biznesie sensu stricto. Nie zależy mu na tym, by mieć dobre układy z prezesem i pracownikami. A ponieważ nie baczy na te relacje, łatwiej mu podejmować decyzje niepopularne, lecz konieczne dla kondycji przedsiębiorstwa, np. o zwolnieniach lub redukcji wynagrodzeń.
– To zajęcie dla ludzi twórczych, idących mocno naprzód – mówi 44-letni Piotr Piwiński, niegdyś dyrektor w skandynawskiej spółce zajmującej się wyposażaniem biur. Pracował na tym stanowisku 14 lat, rozstał się z nim i firmą rok temu. Dziś ma za sobą dwa zakończone projekty – wprowadzał na nasz rynek przedsiębiorstwa z branży meblarskiej. Nużyła go powtarzalność i monotonia stałej pracy.
– Jestem człowiekiem ruchu, lubię pracować intensywnie – tłumaczy Piotr Piwiński. – Tego na etacie brakowało mi najbardziej.
Tomasz Plasa mówi, że w kolejnej firmie czuje się dobrze tylko do momentu, do którego praca daje mu możliwość rozwoju osobistego i jest stymulująca. Specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw i podkreśla, że to jego pasja. Istotnie, już sama opowieść o tym, czym się zajmuje, wywołuje w nim ożywienie.
– Sanacja i restrukturyzacja firm pociągała mnie od zawsze – opowiada. – Zaczynałem jako konsultant, ale po kilku latach uznałem, że to mi nie wystarcza. Bo konsultant, choć uczestniczy często w naprawdę ważnych, dużych projektach przedsiębiorstw, wskazuje tylko rozwiązania. Nie podejmuje decyzji o ich wdrożeniu i nie ponosi za nie odpowiedzialności.
Podejmowanie decyzji i odpowiedzialność to domena niezależnego menedżera. Zdecydowałem więc, że moja kariera będzie zmierzać właśnie w tym kierunku. Dotychczasowy dorobek Tomasza Plasy prezentuje się następująco: od 1997 r. zdążył być trzykrotnie prezesem zarządu, a dwukrotnie dyrektorem ds. restrukturyzacji. Jak twierdzi, zawsze z sukcesem. W pięciu przypadkach na pięć udało mu się doprowadzić firmę do zyskowności, m.in. przedsiębiorstwo Rauschert-Elektrim-Mysłakowice, produkujące ceramikę techniczną, Fabrykę Dywanów Kowary, a także spółkę Mahle Krotoszyn.
Z definicji interim managerowie nie są zatrudniani na etatach – m.in. na tym polegają korzyści wynajmujących ich firm. Menedżer czasowy nie ma więc prawa do świadczeń socjalnych, pełnopłatnych urlopów, opieki zdrowotnej, nie płaci się za niego składek na ubezpieczenia społeczne itd.
– Tak to funkcjonuje na Zachodzie, polska rzeczywistość wymusza jednak często inne rozwiązania – twierdzi Tomasz Plasa. – W myśl rodzimego prawa, na stanowiskach prezesów czy członków zarządu nie może być osób świadczących usługi w ramach działalności gospodarczej. Wtedy często jedynym rozwiązaniem jest... umowa o pracę. Od tradycyjnej różni się ona jednak tym, że nie ma w niej ujętych żadnych wysokich odszkodowań czy odpraw, a