Jedna wielka beka, jeśli masz plecy, dostajesz pracę w dobrej komórce, gdzie pieniązki kapią z wszystkich stron, jeśli natomiast źle trafisz, masz najniższą krajową i tyle.. niby można z projektów wyciągać niezłe pieniądze, ale projekty nie są wieczne i wcześniej czy później trzeba się zastanowić, jak długo można za najniższą krajową pociągnąć.
Ogólnie panuje taka zasada, że na każdego pracownika tzw. produkcyjnego przypadają dwie osoby administracji, na które trzeba nieźle zasuwać (nadmienię, że w administracji są też osoby, którym kapią pieniądze z różnych projektów tylko dlatego że... no właśnie, bo tak.. E.CH. jest tego dobrym przykładem.
W komagu pracownik produkcyjny, który zasuwa nigdy, NIGDY nie jest doceniany, a laury spadają tylko i wyłącznie na kierowników.
Na umowie pracownik, który ma już długi staż pracy ma 1600zł, czyli z ewentualnej premii.. (przepraszam - przy zarobionych np.10000zł dla filmy pracownik dostaje jakieś 100zł) pokrywamy jeszcze różnicę do minimalnej (1680zł)
Aha... pracownik produkcyjny czyli człowiek wykształcony z wyższym wykształceniem. Ten człowiek z pokaźnym stażem pracy na umowie ma mniej niż świeżo przybyły zielony człowiek, którego i tak trzeba wszystkiego lub większości uczyć.
Byłbym zapomniał: można więcej zarabiać, ale trzeba otworzyć przewód doktorski... kiedyś może się to opłacało, bo z automatu potem zostawało się kierownikiem (dodatek kierowniczy).. teraz to wygląda tak, że kuszą człowieka laptopem, który i tak nigdy jego nie będzie i dodatkiem do pewnsji przez 3 lata... dodatek kończy się wraz z zakończeniem przewodu. PARANOJA! a potem co? lojalka na 3 lata i podwyżka 200zł na rękę... ŚMIECHU WARTE!
Szczerze odradzam, bo kiedy człowiek ma rodzinę, to wstyd jest się przyznać, jaki był przelew, wstyd jest przed samym sobą, że ciężko pracując nie ma się z tego nic... przeprasza... ma się - DŁUGI, bo za coś trzeba żyć. A żyć z tych tzw komagowych pensji żyć się NIE DA.