"Nie polecam... Pożegnałem się z firmą i odetchnąłem z ulgą.... Miałem nie pisać na tym forum, bo to poniżej mojej godności. Ale pofolguję sobie.
Tak więc, ogólnie była by ok. Gdyby - primo - maszyny były w stanie użyteczności. Niestety, są to kilkudziesięcioletnie gruchoty, które mają malutką skłonność do "trzymania" wymiarów. A Panowie z boxu number one oczekują cudów. No ale cóż, na ignorancję i arogancję nie ma sposobu. Pewnym ludziom ciężko jest cokolwiek wytłumaczyć, ponieważ popadli oni w jakiś swoisty samozachwyt i są przeświadczeni o swej wszechwiedzy i nieomylności... Ale nie o tym chciałem.
Secundo. Atmosfera. Masakra. Praca czasem(nie zawsze) ponad ludzkie siły, no ale nasi Panowie z boxu number one, mają to delikatnie mówiąc w miejscu, z którego organizm pozbywa się gazów(nie mylić z jamą ustną). Najważniejsza jest produkcja! Po trupach do celu!
Jeśli chodzi o majstrów, to osobiście nie mogę złego słowa powiedzieć. Ani na p. Suszkę ani na p. Pająka. Zresztą, jak dla mnie wszyscy byli ok. Z Mareckim kumplujemy i myślę że będziemy kumplować dalej. Miałem kilka "nieporozumień" z Piotrkiem, ale sądzę, że prywatnie jest całkiem w porządku... Do czego zmierzam i dlaczego wspominam o majstrach. W tej firmie występuje efekt - że tak to ujmę - pionowego domina. Nacisk, nacisk, nacisk. I tak się sprawy załatwia. Inteligentnym tyle wystarczy...
Wczoraj, jak już wspomniałem, powiedziałem firmie farewell... Nie było to do końca miłe pożegnanie, ale też żegnani nigdy mili nie byli. Choć tak naprawdę do kierownika z krótkimi włosami, nie mam specjalnych pretensji, bo jak zauważyłem już dawno sam jest pod presją... kierownika z lokami... W każdym razie dziś zachował się (tu użyję mocniejszego sformułowania)
jak ostatnia [usunięte przez moderatora].. Ale nieważne....
Tu skupiłbym się na kierowniku z lokami. Otóż jadowitość, z jaką odmówił mi rozwiązania umowy, jego złośliwość i argumentacja, jeszcze by uszła w tłumie. Natomiast fakt, że ma mnie za durnia(każdy mierzy własną miarą) doprowadził mnie do skoku adrenaliny. Gdyby nie fakt, że od początku stycznia "jadę" na PAROGENIE( po części zawdzięczam to firmie) i gdybym nie policzył do dziesięciu... Ci którzy mnie znają, wiedzą że jestem furiat... Mógłbym złapać za loki trzepnąć z całej siły o biurko, co nie raz zdarzało mi się uczynić z tymi, którzy szukali zaczepki albo napluli mi do kieliszka...
Lizus, cham, ignorant i arogant! Żeby nie powiedzieć więcej. W każdym razie, lepiej będzie, jeśli się już nie spotkamy. I oby nie wtedy, kiedy będę "procentowy". Bo wtedy było by lepiej dla kierownika z lokami, gdyby spotkał niedźwiedzia... Przez takich ludzi, w firmach powstaje ferment, gnój i pracownik jest przeciw pracownikowi.
Po trzecie... Pracownicy sami sobie są winni. Jeden chce być lepszy od drugiego, a lizanie (usunięte przez administratora) przełożonym przechodzi granicę dobrego smaku( to taka nasza pozaborowa pozostałość).
Czy mi ulżyło...? Oczywiście. To taka moja prywatna terapia :)))).
I napiszę jeszcze na koniec... Kiedy się zwalniałem w 2009 roku trochę mi było żal. Po dwóch latach wróciłem. I to już nie była ta sama firma...