i cały czas te umiejętności i umiejętności. Mam odpowiednie kwalifikacje, jeśli o to chodzi, gorzej z kwalifikacjami kierownictwa, martw się raczej o to :).
W humansoft i ogólnie w Radomiu dobry pracownik to tani pracownik. W firmie, której dotyczy wątek stosują wiele sztuczek psychologicznych, by zbić stawkę za pracę.
Przykład. Oficjalnie szukają programisty z 3 letnim doświadczeniem, gdy podałem niską stawkę, chcieli mnie zatrudnić, ale jako programista Java (z przyuczeniem), gdy przyszło do rozmowy o pracy (druie spotkanie) chcieli mnie za te same pieniądze wrzucić na programistę tego swojego śmiesznego Qlikview. Czyli jak powiecie, mam kwalifikacje czy nie mam, skoro firma chciała mnie zatrudnić, a poszło o pieniądze? To manipulacja z ich strony, bo gdyby zaczęli rozmowę od tego, że praca jest w niszowcu za taką a taką kasę to pewnie w ogóle bym się nie zgodził, a oni zamiast tego zaproponowali Javę, a potem chcieli zastosować trik psychologiczny, bym w razie braku pracy w Javie zgodził się na niszowca. Ja za niszowce biorę większą kasę, bo to większe ryzyko, że wyląduje w Mc Donald's jak skończę z nimi współpracę (jak programiści Cobol - to oczywiście taki nasz programistyczny żart, ale ryzyko jest większe w przypadku programowania w niszowcach, bo w mainstream w tym czasie wiele się może zmienić i to programista będzie musiał na swój koszt się dokształcić, by być na fali).
Takich mamy w naszym mieście kapitalistów, że zyski przenoszą na siebie, ryzyko i koszty nauki na pracownika. Dotacje unijne też dla nich, my będziemy spłacać kredyty, które są zaciągane na inwestycje i przetargi, które wygrywają panujący nam pseudo kapitaliści (nie mam na myśli polityków tylko Januszy Biznesu).
Także jeśli chodzi o pracę w niszowcach to się ich warto uczyć, jeśli dostaniecie w nich większą kasę niż w mainstreamowych jęzorach i to Wy w tych niszowcach będziecie dyktować pracodawcy warunki nie odwrotnie. Jeśli jest inaczej, to świadczy o tym, że pracodawca specjalnie wybrał niszowy język, by programistom udowadniać, że są wielbłądami, że nic nie umieją i że powinni zaczynać od niskich stawek za pracę.
Tak czy siak, ja w większości firmy tego typu postrzegam jako firmy, które wdepnęły w łajno (niszowy język, w którym nikt nie chce kodzić) i teraz szukają studenciaków na siłę (stosując wiele sztuczek psychologicznych na naiwniakach), by się uczyli programowania w tym łajnie.
Czytałem tu o zaletach tego niszowca, ale w praktyce liczy się jak to przełożysz na kasę, a nie jak dobry jest dany język. O jakości języka świadczy też ilość kursów jakie są dla niego dostępne - płatne i darmowe, wideo kursy, online, społeczności, gdzie uzyskasz odpowiedź na pytania i wiele innych czynników. O tym czy warto się uczyć danego języka też mówi wiele to ile pracodawca chce za jego naukę zapłacić. Jakby był tak dobry, to by firma płaciła sensownie, tym czasem szuka się tanich pracowników. Jakby był tak dobry to by był w mainstream, a nie jest. Pomyśl dlaczego.
Jeśli chcesz, wracaj, ja źle ludziom nie życzę, firmie też nie, wbrew pozorom, wbrew temu co chcą na forach udowodnić. Problem w tym, że ja stoję po stronie ludzi, którzy się wyuczyli, a teraz sprytny pracodawca, który nie ma pojęcia o swojej branży chce ich wykorzystać (bo skończył psychologię i zarządzanie i wie jak manipulować, by człowiek zgodził się pracować, czytaj wykorzystać). Może jestem naiwny, że Wam pomagam, ale taki już jestem. Jestem kapitalistą - człowiekiem wykształconym z dobrymi umiejętnościami, nie daję sobą manipulować, a to się nie podoba cwaniakom. Szczerze śmieję się z pracodawców, którzy jak to my mówimy, zarobili przy układaniu kostki brukowej i zaoszczędzone pieniądze zainwestowali w firemki informatyczne, bo słyszeli, że w tym jest kasa, nie mając o branży pojęcia, o wycenianiu pracy programisty, o wycenianiu projektów, o ponoszonym ryzyku itp.