Lifeflow jest firmą która ma świetne plany, produkt który miał szanse zawojować świat i bardzo fajnych ludzi w dewelopmencie, sztucznej inteligencji oraz zaangażowanych konsultantów medycznych. Czego nie ma Lifeflow? Kompetentnych managerów.
Aktualny CTO, pan Wojciech, założyciel firmy, to osoba która nie ma pojęcia o współczesnym tworzeniu oprogramowania, współczesnych technologiach, a przede wszystkim nie ma zaufania do swojego zespołu. Bajki i o autonomii włóżcie między bajki, chyba że będziecie realizować każde polecenie CTO. Będziecie przedmiotami (nie podmiotami) ręcznego sterowania, wasza perspektywa nie będzie brana pod uwagę, a nawet jeżeli pana Wojciecha do czegoś przekonacie, to bądźcie pewni że za dzień, tydzień lub miesiąc okaże się, że za waszymi plecami ustalenia zostały zmienione. Fantastyczne plany rozwoju oprogramowania medycznego które tworzy Lifeflow są dokładnie tym - fantazjami. Prawdziwe plany wymagają brania pod uwagę możliwości zespołu, ustaleń których decydenci będą się trzymać, szacunku dla rzeczywistego tempa prac i adaptacji do zmieniających się warunków. Tymczasem zmiany decyzji projektowych są codzienne, mają głębokie konsekwencje, a próby uświadomienia że fundamentalne zmiany kierunku trwają oraz wymagają adaptacji nie tylko technicznej, ale także dokumentacyjnej (w projekcie medycznym dokumentuje się paranoicznie wszystko) są traktowane jak sabotaż. Prędzej czy później taka postawa decydentów frustruje, demotywuje i niweczy zaangażowanie. Rotacja managerów średniego szczebla jest duża. To nie dziwi, szanujący się, poszukiwani specjaliści nie będą chcieli ponosić odpowiedzialności za decyzje na które nie mają wpływu, lub które są wprost sprzeczne z ich wiedzą i doświadczeniem. To kompletnie nie zraża pana Wojciecha, jakżeby mogło, w końcu dobre praktyki, książki, certyfikaty i doświadczenie w prowadzeniu projektów tylko przeszkadzają w ręcznym sterowaniu, pokazują negatywne skutki chaosu decyzyjnego i mogą zakwestionować pewność własnej nieomylności CTO.
Bądźcie także przygotowani na to, że prędzej czy później pan Wojciech się na was obrazi. Dlaczego? Bo jego pojęcie o pracy z ludźmi wywodzi się z uczelni, gdzie spędził większość swojej kariery. Na uczelni pracuje się ze studentami którzy czerpią wiedzę, nie mają dość doświadczenia i wiedzy żeby kwestionować decyzje przełożonych. Zatem kiedy postanowicie walczyć o takie zmiany i decyzje które są zgodne z waszym doświadczeniem czeka was infamia, obgadywanie za plecami, decyzje będą dotyczyć was, ale nie będziecie w nich uwzględniani. Za to będziecie obarczani odpowiedzialnością. Nie będziecie również poinformowani bezpośrednio o tym że wasza postawa panu Wojciechowi nie odpowiada, a jeżeli to na spotkaniu w gronie zespołu lub firmy gdzie w atmosferze połajanki wasze decyzje i propozycje będą jawnie nadpisywane.
Podsumowując – nie polecam. Przyszedłem do Lifeflow pełen wiary i przekonania że warto poświęcić czas wysiłek dla stworzenia innowacyjnego, polskiego oprogramowania medycznego. Odchodząc z Lifeflow wiedziałem że straciłem czas, energię i włożyłem kawał życia w projekt który prędzej czy później upadnie przez dyletanckie zarządzanie.