Federacja Konsumentów właśnie ujawniła niepokojące dane, które wstrząsnęły klientami popularnych platform Shein i Temu. W przeanalizowanych 30 produktach – od bielizny, przez biżuterię, aż po torebki – ponad połowa zawierała metale ciężkie. Co gorsza, stężenia niektórych substancji znacznie przekraczały dopuszczalne normy. W jednej z bluzek wykryto aż 15,2 proc. niklu, a w bransoletce – 8,3 proc. takich substancji, jak kobalt, ołów czy chrom. Toksyczne ubrania trafiają do Polski bez żadnych ostrzeżeń, a konsumenci nie mają pojęcia, co tak naprawdę noszą.

UOKiK reaguje. Sprawdzane są zasady i bezpieczeństwo

Sprawą zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który nie wyklucza działań kontrolnych wobec obu platform. Równolegle prowadzi postępowania wyjaśniające, w których bada m.in. brak przejrzystych informacji o sprzedawcach oraz wykorzystywanie tzw. dark patterns – technik manipulacyjnych w interfejsie sklepów internetowych. Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, platformy mogą odpowiadać za naruszanie zbiorowych interesów konsumentów. W grę wchodzi nawet kara finansowa do 10 proc. obrotu. Choć obie firmy deklarują współpracę i szybkie usuwanie ryzykownych produktów, nie zwalnia to ich z odpowiedzialności.

Tkaniny z ryzykiem – jak się chronić?

Eksperci ostrzegają: ubrania masowej produkcji zawierają liczne substancje chemiczne, które mogą szkodzić zdrowiu. Pestycydy, ftalany, formaldehyd czy barwniki azotowe przenikają do organizmu przez skórę i drogi oddechowe. Efekty? Od alergii, przez podrażnienia, po działania neurotoksyczne. Nie wystarczy cena i wygląd – warto pytać o skład, certyfikaty i pochodzenie produktów. Pranie nowych ubrań przed pierwszym założeniem to absolutna konieczność. Pamiętaj – zdrowie nie ma ceny, a pozornie tanie zakupy mogą kosztować znacznie więcej, niż się wydaje.

Źródło: finanse.wp.pl

Źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/photos/bluzy-swetry-wystawa-sklep-zakupy-428607/