Znana polska firma Rafako, producent kotłów, złożyła broń. Sąd Rejonowy w Gliwicach ogłosił upadłość spółki, która przez dekady była jednym z filarów rodzimego przemysłu energetycznego. Dla 900 zatrudnionych osób to dramatyczna wiadomość, a dla inwestorów – kolejny przykład, jak niewypłacalność i brak strategii mogą pogrzebać giganta. Czy tej tragedii można było uniknąć?

Trudna historia negocjacji i gigantyczne długi

We wrześniu Rafako złożyło wniosek o upadłość, tłumacząc go niemożnością uzgodnienia warunków konwersji zadłużenia na akcje. Plan restrukturyzacji miałby przywrócić dodatni kapitał własny, ale negocjacje z kluczowymi wierzycielami zakończyły się fiaskiem. Bez porozumienia i poprawy płynności finansowej Rafako straciło zdolność do dalszego funkcjonowania. To kolejny przykład na to, jak fatalne zarządzanie zobowiązaniami może wywrócić nawet duże przedsiębiorstwo.

Próby ratowania firmy nie przyniosły efektów. W mediach pojawiały się spekulacje o możliwym planie wsparcia przez rząd lub Agencję Rozwoju Przemysłu, co chwilowo odbiło notowania giełdowe spółki. Jednak nadzieje szybko zgasły, gdy Rafako zdementowało te doniesienia. Ostateczna decyzja o upadłości zamknęła drzwi do dalszych negocjacji z inwestorami.

Katastrofa na giełdzie i upadek legendy

Informacja o upadłości spowodowała gwałtowną reakcję na warszawskiej giełdzie. Kurs akcji Rafako spadł o prawie 11 proc., osiągając poziom 0,315 zł. To dramatyczny kontrast wobec czasów świetności, gdy spółka była wyceniana na blisko 900 mln zł. Dziś jej wartość to zaledwie 40 mln zł. Warto zastanowić się, czy inwestorzy zbyt długo żyli iluzją, że firma się podniesie, czy może Rafako za późno podjęło próbę ratowania wizerunku.

Jednym z kluczowych momentów w historii spółki była realizacja bloku energetycznego 910 MW w Jaworznie. Opóźnienia, awarie i konflikt z Tauronem rzuciły cień na wiarygodność Rafako. Choć spór zakończył się ugodą, to wierzyciele, tacy jak PKO BP, BGK czy mBank, dołączyli do grona tych, którzy żądali spłaty zobowiązań. Być może to właśnie te problemy były początkiem końca.

Kto rządził w Rafako?

Największym udziałowcem spółki jest cypryjska firma Multaros Trading Company Limited, posiadająca 21,6 proc. akcji. Z kolei Polski Fundusz Rozwoju, dysponujący 7,8 proc. udziałów, wprost przyznał, że nie miał wpływu na decyzje strategiczne Rafako. Warto dodać, że Eko-Okna, znany producent okien, posiadało 10,1 proc. akcji, ale również nie odegrało kluczowej roli w ratowaniu przedsiębiorstwa.

Czy można było uniknąć tej katastrofy? Zabrakło skutecznej restrukturyzacji i strategicznego inwestora, który mógłby wzmocnić pozycję firmy na rynku. To kolejny przypadek, gdy wielkie ambicje nie wystarczyły, by przetrwać w trudnych warunkach gospodarczych. Rafako odchodzi, pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi i 900 osób z widmem bezrobocia.

Źródło: businessinsider.com.pl