Komisja Europejska zatwierdziła pakiet wsparcia dla budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. To moment przełomowy – nie tylko dla krajowej energetyki, ale i dla samego postrzegania Polski jako państwa gotowego na transformację energetyczną z prawdziwego zdarzenia.
Zielony sygnał dla atomu
Decyzja Komisji Europejskiej oznacza, że Polska może uruchomić wieloletni program budowy elektrowni jądrowej w Lubiatowie-Kopalinie, prowadzonej przez spółkę Polskie Elektrownie Jądrowe. W projekcie przewidziano trzy reaktory o łącznej mocy 3750 MW, z czego każdy ma osiągać 1250 MW. To inwestycja szacowana na 42 miliardy euro, z czego około 14 miliardów stanowi kapitał państwowy. Resztę pokryją gwarancje kredytowe i tzw. kontrakt różnicowy, który ma zapewnić stabilność przychodów przez cztery dekady funkcjonowania elektrowni.
Premier Donald Tusk nie krył entuzjazmu, ogłaszając decyzję Komisji: „Mamy to! Miliardy pomocy publicznej na budowę pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Jest zgoda Europy i są pieniądze”. To polityczny i symboliczny komunikat – Polska wreszcie dostała przyzwolenie, by stać się pełnoprawnym uczestnikiem europejskiej energetyki jądrowej.
Strategiczna inwestycja w przyszłość
Pierwsze cztery miliardy euro mają trafić do projektu jeszcze w tym miesiącu. Jeśli plan zostanie utrzymany, elektrownia w Lubiatowie-Kopalinie ruszy w drugiej połowie lat trzydziestych XXI wieku. To inwestycja o znaczeniu strategicznym – fundament przyszłej dekarbonizacji polskiej gospodarki i szansa na uniezależnienie się od paliw kopalnych.
Nie chodzi już tylko o megawaty i miliardy. To także kwestia wiarygodności – dowodu, że państwo potrafi myśleć długofalowo i realizować projekty wymagające więcej niż jednej kadencji politycznej. W tym sensie polski atom staje się nie tylko technologicznym przedsięwzięciem, lecz także testem dojrzałości – gospodarczej, społecznej i politycznej.
Źródło: money.pl