Po rekordowym rajdzie ceny złota i srebra zanurkowały, pogłębiając piątkową wyprzedaż. Rynki reagują na zmiany w polityce monetarnej USA, umacniającego się dolara i chłodną kalkulację zysków. To nie krach, ale korekta — dynamiczna i bolesna, zwłaszcza dla tych, którzy wskoczyli do pędzącego pociągu zbyt późno. W poniedziałek oba metale zanotowały kolejne mocne spadki, a atmosfera na rynkach daleka była od stabilnej.

Polityka amerykańska tasuje karty

W centrum wydarzeń znalazła się nominacja Kevina Warsha na przyszłego szefa Fed. Jego znana skłonność do zaostrzania polityki monetarnej natychmiast wywołała efekt — dolar zyskał na wartości, indeks walutowy wzrósł o 0,8 proc., a rynki porzuciły wcześniejszy entuzjazm wobec metali. Złoto, które jeszcze w czwartek sięgało 5600 dolarów za uncję, w poniedziałek kosztowało już tylko 4538 dolarów. Srebro zanotowało jeszcze bardziej widowiskowe tąpnięcie — spadek o 30 proc. w piątek, a potem kolejne 12 proc. dzień później. W tle pojawiły się też spekulacje o możliwym porozumieniu USA z Iranem, co wyciszyło napięcia geopolityczne.

Czas turbulencji, nie zwrotu trendu

Zdaniem analityków, choć skala przeceny robi wrażenie, nie ma mowy o załamaniu długoterminowego trendu. To klasyczna korekta po nadzwyczajnych wzrostach, które windowały ceny srebra o 200 proc. w ciągu roku, a złota o 75 proc. Rynki wyczekują teraz sygnałów co do dalszego kierunku polityki Fed, a przyszłość wyceny metali nadal zależeć będzie od relacji między dolarem, inflacją i tempem wzrostu gospodarczego. Jak podkreśla Christopher Forbes, jeśli Warsh złagodzi ton, inwestorzy mogą szybko wrócić do kupowania przecenionego złota.

Źródło: money.pl