19 lutego 2026 r. Stały Komitet Rady Ministrów zajmie się projektem ustawy o minimalnym wynagrodzeniu. Dokument, przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, może istotnie zmienić sposób ustalania najniższej pensji w Polsce. W tle pozostaje unijna dyrektywa o adekwatnych wynagrodzeniach minimalnych – i spór o to, jak daleko należy się w niej posunąć.

55 proc. średniej i coroczna waloryzacja

Projekt zakłada, że płaca minimalna będzie co roku podnoszona co najmniej o prognozowaną inflację. Dodatkowo wprowadza wartość referencyjną na poziomie 55 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Dziś minimalne wynagrodzenie sięga już około 52 proc. średniej, co oznacza, że dalszy wzrost może być wyraźny.

Co cztery lata rząd przeprowadzi pogłębioną analizę wskaźników – od siły nabywczej po produktywność. Z czasem z minimalnej pensji znikną dodatki funkcyjne, premie i nagrody. Uposażenie zasadnicze m.in. żołnierzy czy policjantów nie będzie mogło spaść poniżej ustawowego minimum. Projekt przewiduje też wyższe sankcje za niewypłacanie pensji oraz automatyczne naliczanie odsetek.

Spór o obowiązek czy wybór?

Najwięcej emocji budzi właśnie próg 55 proc. Przedstawiciele pracodawców podnoszą, że po wyroku TSUE Polska nie musi stosować konkretnych wartości referencyjnych ani szczegółowych kryteriów aktualizacji. Ich zdaniem projekt idzie dalej, niż wymaga tego prawo UE.

Związki zawodowe patrzą na sprawę inaczej. W ich ocenie wpisanie wskaźnika do ustawy zwiększa przejrzystość i chroni pracowników przed uznaniowością decyzji. Krytykują natomiast przesunięcie terminu wyłączania dodatków z minimalnego wynagrodzenia na 2027 r. i kolejne lata. Przed nami decyzja, która wpłynie nie tylko na liczby w tabelach, lecz także na codzienne budżety milionów pracowników.

Źródło: pulshr.pl