Minister gospodarki Andrzej Domański przyznał w Radiu ZET, że chciałby powrotu niedziel handlowych w pewnym wymiarze. Temat, który od lat dzieli opinię publiczną, ponownie wywołał dyskusję o kształcie ustawy i roli samorządów w podejmowaniu decyzji.

Polityczne rozbieżności i nowe pomysły

Słowa ministra gospodarki po raz kolejny otworzyły dyskusję, która wydawała się już wygasać. Andrzej Domański wyraził przekonanie, że warto rozważyć przywrócenie handlu w wybrane niedziele. Zaznaczył jednak, że zgody w koalicji rządowej nie ma, co jasno pokazuje, jak trudnym politycznie tematem pozostaje kwestia niedziel handlowych. W jego wypowiedzi pojawiła się również propozycja Ryszarda Petru, by to samorządy decydowały, ile niedziel handlowych obowiązywałoby na ich terenie. Taka idea oznaczałaby decentralizację dotychczasowych rozwiązań i dostosowanie prawa do lokalnych potrzeb.

Na tym tle wciąż wyraźnie słychać głos sprzeciwu płynący z resortu rodziny. Minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jeszcze kilka miesięcy temu stanowczo podkreślała, że jej resort nie prowadzi żadnych prac nad zmianą ustawy ograniczającej handel w niedziele. Widać więc, że spór rozgrywa się nie tylko między ugrupowaniami, lecz także wewnątrz samego rządu. W tej sytuacji powstaje pytanie, czy temat nie pozostanie wyłącznie narzędziem debaty, w której każda ze stron buduje własny wizerunek wobec wyborców.

Ekonomiczne argumenty i głosy branży

Dla handlu detalicznego niedziela była przez lata dniem największych obrotów. Polska Rada Centrów Handlowych konsekwentnie przypomina, że otwarcie sklepów w ostatni dzień tygodnia oznacza wyższe zatrudnienie i większe wpływy podatkowe. Organizacja od ośmiu lat apeluje o powrót do wcześniejszych zasad, wskazując na straty, które ograniczenia przynoszą gospodarce.

Trudno nie zauważyć, że podobne stanowisko pojawiało się także wśród polityków. W marcu 2024 roku posłowie Polski 2050 przedstawili projekt ustawy zakładający dwie niedziele handlowe w miesiącu. Ich propozycja obejmowała również podwójne wynagrodzenie za pracę w te dni, co miało równoważyć dodatkowe obciążenia pracowników. Projekt nie zyskał jednak poparcia, co dobitnie pokazało, że gospodarcze argumenty bywają zbyt słabe wobec ideologicznych i społecznych sporów.

Nastroje społeczne i zmiana podejścia

Badania opinii publicznej dowodzą, że Polacy stopniowo przyzwyczajają się do ograniczeń. Lutowy raport UCE Research pokazał, że za przywróceniem handlu w niedzielę opowiada się 41,5 proc. ankietowanych, przeciw jest 47 proc., a 11,5 proc. nie zajmuje jednoznacznego stanowiska. W porównaniu z wcześniejszymi latami poparcie dla handlowych niedziel zmalało. Eksperci podkreślają, że wyborcy są zmęczeni niekończącymi się dyskusjami i coraz mniej wierzą, że zmiany w ogóle nastąpią.

Na tę sytuację nakłada się również postawa samej branży. Robert Biegaj, współautor raportu, zauważył, że sektor detaliczny nie wykazuje już takiego nacisku na przywrócenie niedziel handlowych jak dawniej. Sklepy znalazły swoje sposoby na adaptację, a konsumenci dostosowali zwyczaje zakupowe do nowych realiów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że im dłużej zakaz obowiązuje, tym bardziej staje się elementem codzienności, a sama dyskusja – politycznym rytuałem powtarzanym bez widocznych rezultatów.

Czy temat powrotu niedziel handlowych ma jeszcze szansę przebić się do realnych decyzji? Z jednej strony ministrowie mówią o potrzebie debaty, z drugiej wyborcy okazują coraz mniejsze zainteresowanie. To napięcie między oczekiwaniami rynku a obojętnością społeczną sprawia, że zakaz handlu w niedziele staje się symbolem sporów, które rozgrzewają polityków, lecz niekoniecznie przekładają się na życie codzienne obywateli.

Źródło: money.pl