W Chrzanowie doszło do niebezpiecznego zdarzenia z udziałem śmigłowca wynajętego przez kierownictwo zakładów Valeo. W trakcie transportu towarów drogą powietrzną, urwany ładunek spadł w pobliżu fabryki. Wydarzenie wywołało oburzenie wśród mieszkańców i dodatkowo zaogniło konflikt między pracownikami a władzami przedsiębiorstwa.
Śmigłowiec nad zakładami Valeo
Decyzja o uruchomieniu transportu lotniczego zapadła po tym, jak strajkujący zablokowali drogowy wyjazd z zakładów. Helikoptery miały umożliwić wywóz wyprodukowanych części samochodowych, w tym lamp, które czekały na dostarczenie do punktu przeładunkowego w Trzebini. W jednym z lotów doszło jednak do groźnej awarii – ładunek zerwał się z zaczepu i spadł na niezamieszkany teren leśny. Nikt nie odniósł obrażeń, lecz mieszkańcy, którzy obserwowali przeloty, nie kryli strachu. „Helikopter leciał nisko, dach się trząsł, myślałem, że to runie” – relacjonował jeden z nich.
Napięta atmosfera i żądania pracowników
Protestujący z Valeo Chrzanów domagają się podwyżek o 1000 zł brutto oraz lepszych warunków pracy. Wskazują, że mimo wieloletniego stażu, ich pensje ledwo przekraczają poziom minimalny, podczas gdy kadra zarządzająca otrzymuje wysokie premie. Strajk nabrał dynamiki, gdy kierownictwo skierowało część pracowników biurowych do pracy na liniach produkcyjnych, co doprowadziło do przepychanek pod bramą fabryki.
Głos sprzeciwu wobec polityki zatrudnienia
W oświadczeniu związkowców pojawił się także zarzut wobec rosnącego udziału „taniej siły roboczej” z zagranicy. Według protestujących to strategia mająca obniżyć standardy płacowe w zakładzie i osłabić pozycję miejscowych pracowników. Strajk w Chrzanowie trwa, a incydent z helikopterem stał się jego symbolicznym obrazem — konfliktu, który wymknął się spod kontroli i uniósł się dosłownie nad głowami ludzi.
Źródło: polsatnews.pl