Rynek nieruchomości, który przez lata uchodził za bezpieczną przystań dla inwestorów, dziś staje się źródłem frustracji. Wojciech Orzechowski – inwestor i szkoleniowiec – otwarcie przyznaje, że nie potrafi sprzedać aż 68 wystawionych mieszkań. Sytuacja, która jeszcze niedawno wydawałaby się absurdem, dziś wpisuje się w szerszy obraz stagnacji i zastoju.

Zastój w sprzedaży i niecierpliwi inwestorzy

Podczas sesji pytań i odpowiedzi Orzechowski podkreślił, że transakcje praktycznie stanęły. Wspomniał co prawda o czterech umowach w toku – w Łodzi i w Poznaniu – ale zaznaczył, że zainteresowani kupujący opierają się głównie na kredytach, a to wydłuża proces i wprowadza dodatkowe ryzyko. Zniecierpliwienie wśród inwestorów rośnie, bo wielu z nich zainwestowało nie tylko własne oszczędności, lecz także środki pożyczone z banków. Każdy miesiąc oczekiwania to dodatkowy koszt i narastająca presja, szczególnie dla tych, którzy już teraz balansują na granicy płynności.

Warto zauważyć, że nieruchomości do niedawna uznawano za inwestycję odporną na wahania. Dzisiejsza sytuacja podcina ten mit – rynek, zamiast gwarantować zysk, staje się źródłem stresu i wymusza na inwestorach działania ratunkowe. Ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego spadły w lipcu o 1,5 proc. rok do roku, a stagnacja wydaje się bardziej bolesna niż szybka korekta.

Strategie przetrwania w trudnych czasach

Orzechowski nie krył emocji, gdy mówił o presji ze strony wspólników i inwestorów. Przyznał, że najtrudniejsze jest, gdy ktoś finansował zakup kredytem i nie może pozwolić sobie na czekanie. – To jest bolesne i to trzeba przetrwać – powtarzał. W takich przypadkach proponuje rozwiązanie doraźne: wynajem krótkoterminowy, który ma zapewnić dopływ gotówki wystarczającej na pokrycie rat bankowych. Tego rodzaju manewr pozwala utrzymać mieszkanie i zyskać czas na ewentualne ożywienie rynku.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy kapitał pochodzi z własnych środków. Wtedy można pozwolić sobie na przeczekanie – mniej spektakularne, ale dające spokój. Rynek nieruchomości wchodzi w fazę, w której cierpliwość staje się ważniejszym kapitałem niż pieniądz. Orzechowski podkreślał, że brak empatii ze strony partnerów inwestycyjnych potrafi jeszcze pogłębić problem – nie każdy potrafi wytrzymać presję wspólnika, który sam jest przyciśnięty finansowo.

Między chłodną kalkulacją a emocjami

Obserwując sytuację Orzechowskiego, trudno nie zadać sobie pytania, jak długo inwestorzy będą w stanie utrzymać tę grę nerwów. Z jednej strony mamy liczby – 68 mieszkań wystawionych na sprzedaż, nieliczne transakcje, stagnację cen. Z drugiej – ludzkie emocje: frustrację, niepokój, zniecierpliwienie. Rynek, który zwykle traktuje się w kategoriach czystej kalkulacji, nagle ujawnia swoją psychologiczną stronę.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że cała branża znalazła się w sytuacji testowej – zarówno pod względem finansowym, jak i mentalnym. Dla części inwestorów będzie to doświadczenie graniczne, które pokaże, czy potrafią przetrwać okres zastoju. Dla innych stanie się momentem refleksji nad ryzykiem, które wcześniej tak łatwo bagatelizowali. Nieruchomości wciąż pozostają materialnym kapitałem, lecz coraz wyraźniej widać, że nie zawsze można go szybko zamienić na płynne środki.

Źródło: finanse.wp.pl