SIE
30

Spór o pracowników delegowanych – o co w nim chodzi?

Prezydent Francji Emmanuel Macron chce zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych, co najmocniej odbiłoby się na polskich pracownikach oraz polskiej gospodarce. To właśnie nasz kraj wysyła za granicę największą liczbę pracowników. O co jednak dokładnie chodzi w polsko-francuskim sporze, który dotyczy przecież całej Unii Europejskiej?

„Zdrada europejskiego ducha”

Nowy prezydent Francji chce, by zmianie uległy obowiązujące od 1996 roku przepisy dotyczące pracowników delegowanych. Według niego obecne przepisy to „zdrada europejskiego ducha”, a także wsparcie „dumpingu socjalnego”. Przyjęcie przez Macrona takiej retoryki, za którą idą konkretne działania, nie odpowiada przede wszystkim Polsce, z której pochodzi niemal 500 tys. pracowników delegowanych. Dla porównania we Wspólnocie Europejskiej pracuje w ten sposób 200 tys. Francuzów. Nad Loarą zatrudnionych jest z kolei 285 tys. osób pochodzących z reszty Unii Europejskiej, z czego 48 800 to Polacy, 44 400 Portugalczycy i 35 200 Hiszpanie. To właśnie Francja, a także Niemcy są głównymi miejscami, w których nasi rodacy znajdują pracę.

Nowelizacja ograniczy konkurencję?

Ministrowie pracy krajów członkowskich zajmą się zmianami dyrektywy na spotkaniu, które odbędzie się 23 października w Luksemburgu. Nowelizacji sprzeciwia się kilka państw Wspólnoty, w tym m.in. Polska, Hiszpania, Węgry i Portugalia. Do niedawna do tego grona zaliczyć można było również Słowację i Czechy. Te kraje jednak skłonne są pójść na kompromis, do którego namawiają również pozostałych Członków Grupy Wyszehradzkiej, choć jak podkreśla wiceminister kultury Jarosław Sellin, wspólne stanowisko negocjacyjne V4 zostanie przedstawione we wtorek. Aktualnie obowiązujące przepisy zakładają, że osoba delegowana przez firmę do pracy do innego kraju przez 2 lata opłaca składki w swoim kraju, a nie w tym, do którego został delegowany. Koszty pracy w „nowej Unii” są zdecydowanie niższe niż na zachodzie, dzięki czemu firmy np. z Polski czy Węgier mogą skutecznie konkurować na rynku francuskim czy niemieckim. To z kolei nie podoba się właśnie w krajach „starej Wspólnoty”. Według m.in. prezydenta Francji, szansa jego rodaków na znalezienie pracy bardzo mocno spada, gdyż muszą rywalizować z tańszymi pracownikami pochodzącymi głównie ze wschodu. Co ciekawe, w całej Unii Europejskiej jest 2 mln pracowników delegowanych. Tym samym stanowią raptem 1 proc. całej europejskiej siły roboczej. Nie zmienia to jednak faktu, że aspekt ten w ostatnich dniach wzbudza bardzo dużo emocji, zarówno w Polsce, jak i we Francji.

Jakich zmian chce Macron?

Macron forsuje zmiany, zgodnie z którymi czas delegowania uległby skróceniu z dwóch lat do 12 miesięcy. Najważniejszą jednak zmianą wprowadzoną przez rewizję dyrektywy byłaby zasada równych płac, co oznaczałoby, że osoba tymczasowo delegowana do danego kraju musiałaby zarabiać tyle, co pracownik lokalny za tę samą pracę. Dla naszego rynku pracy ma to swoje plusy i minusy. Zmiany sprawiłyby, że delegowani Polacy zarabialiby więcej. Druga strona medalu jest jednak taka, że firmy, przez wzgląd na większe koszty, które zaczęłyby ponosić, mogą przestać być konkurencyjne na rynku. Może się zatem okazać, że polscy pracownicy staną przed dylematem: pracować w kraju delegowania oraz płacić w nim składki oraz podatki lub wrócić do Polski i zarabiać dużo mniejsze pieniądze. Na zmianach ucierpiałby również ZUS, do którego przestałyby trafiać składki pracowników wysyłanych za granicę. Bardzo mocno odbiłoby się to przede wszystkim na branży transportowej, która wytwarza dziś 10 proc. polskiego PKB oraz zatrudnia 1 mln pracowników.


Dodaj komentarz

Nie będzie opublikowany na stronie.