Jeżeli ktoś zastanawia się nad rozpoczęciem pracy w Travelplanet, radzę naprawdę dobrze się nad tym zastanowić. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno – ta firma potrafi bardzo skutecznie zniechęcić człowieka do pracy, którą wcześniej naprawdę można było lubić.
Na początku wszystko wygląda całkiem dobrze. Szkolenia, mili ludzie, atmosfera, obietnice rozwoju i możliwość zarobienia sensownych pieniędzy. Człowiek faktycznie może pomyśleć, że trafił do porządnej firmy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy kończy się okres wdrożenia i zaczyna się rzeczywistość.
Target za targetem. Wynik za wynikiem. Statystyka goni statystykę. Wszystko jest mierzone, analizowane i rozliczane, natomiast kiedy problem leży po stronie systemu albo organizacji pracy, nagle okazuje się, że odpowiedzialność ponosi konsultant. System potrafi generować kontakty, które wracają po kilka razy, a później człowiek ma się tłumaczyć z konwersji. Logika? Żadna.
Najbardziej absurdalne jest jednak podejście do targetów. Cele są ustawiane tak, jakby pracownik miał pełną kontrolę nad tym, ilu klientów zadzwoni, z czym zadzwoni i czy finalnie zdecyduje się kupić wycieczkę. Klient nie chce kupić – problem. Klient chce się zastanowić – problem. System nie działa – również problem konsultanta. Najważniejsze, żeby tabelka się zgadzała.
A potem oczywiście pytanie: dlaczego wynik nie został zrealizowany?
Premie również potrafią być tematem rzeką. Na papierze możliwości są, rzeczywistość wygląda znacznie mniej kolorowo. Człowiek może się naprawdę starać, brać trudne kontakty, siedzieć nad klientami, pilnować wyników i robić wszystko zgodnie z procedurami, a na końcu i tak można odnieść wrażenie, że firma bardziej szuka sposobu, żeby coś odjąć, niż żeby docenić wykonaną pracę.
Ale pieniądze to jeszcze nie wszystko.
Najgorsze jest poczucie, że pracownik jest potrzebny tylko tak długo, jak długo jest potrzebny firmie. Zaangażowanie, doświadczenie, staż czy wcześniejsze wyniki przestają mieć znaczenie, kiedy organizacja uzna, że trzeba ograniczyć zatrudnienie albo zmienić strukturę. Wtedy człowiek bardzo szybko przekonuje się, jak niewiele znaczą wcześniejsze zapewnienia o stabilności.
I właśnie tutaj pojawia się największy problem – brak poczucia bezpieczeństwa.
Trudno normalnie pracować, kiedy z tyłu głowy cały czas pojawia się myśl: „ciekawe, kto będzie następny”. Zamiast skupiać się wyłącznie na obsłudze klienta i sprzedaży, człowiek zaczyna zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest już na celowniku. To nie jest zdrowe środowisko pracy.
Do tego dochodzi sposób komunikowania niektórych decyzji. W firmie można odnieść wrażenie, że pracownik ma przede wszystkim wykonywać polecenia, a jego zdanie jest ważne tylko wtedy, kiedy przypadkiem pokrywa się z decyzją osób wyżej. Problemy są zgłaszane, uwagi są przekazywane, pomysły się pojawiają, ale bardzo często kończy się na „przekażemy dalej”.
I tyle.
Najbardziej przykre jest to, że sama praca mogłaby być naprawdę fajna. Turystyka, kontakt z klientami, sprzedaż, możliwość poznawania ofert – to wszystko ma potencjał. Problemem nie są sami ludzie na dole. Problemem jest sposób zarządzania i podejście do pracownika.
Co ciekawe, największą wartością tej firmy są często właśnie ludzie, którzy między sobą potrafią stworzyć naprawdę fajną atmosferę i wzajemnie sobie pomagać. I chyba dlatego część osób wytrzymuje tam tak długo – nie dzięki organizacji, tylko dzięki kolegom i koleżankom.
Szkoda tylko, że firma potrafi tego kompletnie nie doceniać.
Jeżeli ktoś chce tam pracować przez kilka miesięcy, zdobyć doświadczenie i zobaczyć, jak wygląda praca w call center – być może. Jeżeli natomiast szuka miejsca, w którym zaangażowanie, doświadczenie i lojalność będą realnie coś znaczyły, zastanowiłbym się dwa razy.
Bo bardzo łatwo przyzwyczaić się do myśli, że jesteś częścią zespołu. Dużo trudniej zaakceptować moment, w którym firma pokazuje Ci, że w rzeczywistości jesteś po prostu kolejną pozycją w Excelu.
Moja ocena? Zdecydowanie nie polecam jako miejsca na dłuższą metę. Za dużo presji, za mało stabilności i zdecydowanie za mało szacunku do człowieka, który codziennie siedzi na pierwszej linii i robi wynik dla całej organizacji.