Szanowny HR próbuje ocieplić wizerunek
Ile firm płaci te 4500 PLN netto na start? Właściwie to większość centrów inżynieryjnych. Zgadzam się jednak, że to niezła i rozsądna stawka na start. Na tym tle umowa wstępna 7 miesięczna też wydaje się OK.
Niestety proponowane warunki są kompletnym nieporozumieniem w przypadku kandydatów z wieloletnim stażem pracy oraz odpowiednią pozycją pracujących w centrach inżynieryjnych w innych obszarach Polski, gdzie często koszty życia i nieruchomości są o wiele niższe, niż w Warszawie (mam na myśli nadal duże miasta). Wy ten współczynnik "warszawskich cen" kompletnie ignorujecie i do tego błędnie zakładacie, że w innych województwach centra inż. płacą mniej.
Gdy czytam na GoWork, że kolesiowi pracującego w zagranicznym R&D i oczekującemu 5000-6000 PLN netto proponujecie 4800 PLN brutto to stwierdzam, że coś bierzecie w przerwach pracy albo straciliście kontakt z bazą. Ew. udajecie idiotów lub jesteście po prostu chamscy. Wspomnianą. kwotę można spokojnie dostać w innych centrach inż. mając doświadczenie i odrobinę oleju w głowie. To teraz się zastanówcie ile trzeba przebitki, aby spod Krakowa lub Katowic przenieść się do Warszawy? Za pięc stówek lub tysiaka nawet nie ma o czym mówić, ale o czym ja mówię skoro HR nerwowo przełyka ślinę i patrzy z rozdziawioną buzią, gdy słyszy kwotę 5-7 tyś netto? :) Dalszy etap rozmowy już w zasadzie jest wyłącznie. pro forma.
GE EDC ignoruje też fakt, że doświadczeni kandydaci najczęściej pracują na umowę na czas nieokreślony oraz mają narzeczone, żony i dzieci. Czy myślicie, że dwie pracujące dorosłe dojrzałe osoby pracujące na umowy na czas nieokreślony dajmy na to w Krakowie w firmach o dużym prestiżu nagle rzucą pracę, by jedna z nich podpisała wspomnianą 7-miesięczną umowę próbną??? To jest skrajnie niepoważne podejście, gdyż inaczej powinna wyglądać polityka dla absolwentów a inaczej dla osób z doświadczeniem oraz pracą. U was to wszystko jedno. Chyba, że GE EDC stawia na singli to przepraszam. Tym sposobem tylko utrwalacie obraz maszyny korporacyjnej przemielającej kolejnych absolwentów, którzy biorą w zasadzie co leci. Tylko mi nie piszcie pierdól, że inż. pracujący dajmy na to 3 lata wyłacznie w języku ang. nie zna języka oraz tego co robi (na pewno do perfekcji opanował PowerPointa i Excela, więc w niektórych Waszych działach na pewno się odnajdzie). Jestem zdania, że wszystko i tak wyjdzie w praniu w przeciągu pierwszych trzech miesięcy o ile oczywiście inżynier będzie miał co robić i nie spędzi tego czasu na załatwianiu bzdurnych formalności BHP, IT, które na zdrowy rozum są w interesie firmy, a nie pracownika.
Przypominam też, że na umowie na czas nieokreślony też można zwolnić pracownika z tą różnicą, że powód musi być istotny w świetle litery kodeksu pracy. Nie ma to jak utorować sobie drogę do łatwego zwolnienia, bo "zupa była za słona". Kandydat tak samo nie ma pewności na jego kierownika/menedżera trafi. Niewykwalifikowana kadra kierownicza to zresztą hamulec rozwojowy i zjawisko nader powszechne w praktycznie każdej większej korporacji.
Na koniec proponuję zatrudnić kadrowe z prawdziwego zdarzenia w średnim wieku a nie jakieś wypacykowane dzieciątka po psychologii notujące coś w swoich kajecikach. Gdyby w tej firmie ceniło się doświadczenie te dziewczątka najpierw odbierałyby paczki na recepcji i obsługiwały gości przez 10 lat tak jak to wygląda w zachodnich oddziałach GE.