Pablo Neruda "zamknął" GO w wierszu - jedynym w mo 14.02.2017 16:30
Inne
Pablo Neruda "zamknął" GO w wierszu - jedynym w moim kulinarnym kajecie z przepisami. Bo ten Wiersz to dla mnie najważniejszy przepis dobrego smak.
ył okropnie brzydki i nie potrafiłam spojrzeć na niego oczami Pabla Nerudy. Pomarszczony, czerwonawy, z wrażym, wielkim pyskiem, znad którego połyskiwały ślepia. Nieforemny jakiś. Abadecho, czyli miętus oceaniczny we własnej osobie. A w Chile - congrio. Są tego trzy odmiany. Złota - najszlachetniejsza, czarna i różowa, którą upodobali sobie Chilijczycy. Nieco przypomina węgorza. Poznaliśmy się na targu rybnym w Valparaiso. Wśród gigantycznych krewetek, małży, ostryg, krabów i ryb najróżniejszego autoramentu wyglądał mało atrakcyjnie. Wszystko tu było większe i bardziej mięsiste niż na europejskich rybnych targach. Takich przerośniętych skorupiaków, czy ryb nie warto kupować na Starym Kontynencie, bo po prostu są twarde i niesmaczne. Dlatego do Chile z najdalszych zakątków świata przyjeżdżają smakosze owoców morza. Ostrygi - mimo że gigantyczne - są tu niezwykle delikatne, kraby rozpływają się w ustach, ślimaki nie mają sobie równych. To wszystko za sprawą zimnego Prądu Humboldta, będącego częścią płynącego od Antarktyki Prądu Wiatrów Zachodnich. Słońce i zimna, krystalicznie czysta woda to najlepsze środowisko dla morskich żyjątek.Wielki port Valparaiso"Książka, do której zaglądam najczęściej, to monografia opisowa morskich ślimaków" - pisał we wspomnieniach Pablo Neruda. Chodząc wśród straganów rybnego targu, mieniącego się dziesiątkami barw i odcieni morza, nie miałam wątpliwości, że żyjątka z "wielkiego zielonego pałacu cudów", jak określał ocean poeta, są nieskończonym źródłem inspiracji dla artystów, kucharzy i smakoszy. Valparaiso to legendarny chilijski port, który w czasach, kiedy nie było jeszcze Kanału Panamskiego, był najbogatszym miastem Chile. Bezpiecznym portem dla statków przed i po przekroczeniu Cieśniny Magellana. W Valparaiso powstała pierwsza giełda towarowa w Chile i pierwsza hiszpańskojęzyczna gazeta regularnie ukazująca się w tym regionie, a także pierwsza siedziba banku centralnego. Był też pierwszy i wciąż działający oddział straży pożarnej. Do dziś jest to największy port w kraju. Przy wejściu z pomnika powitał mnie Krzysztof Kolumb, który wprawdzie nigdy nie był tu, gdzie dziś jest Chile, ale Chilijczycy są mu wdzięczni za odkrycie Ameryki,"Chudy" kraj, jak pisał o nim Neruda, usytuowany między Andami a oceanem, ma aż 4300 km długości i zaledwie 355 km szerokości. W Valparaiso tę "chudość" czułam dosłownie, bo za wąskim pasem płaskiego nabrzeża zaczynają się wzgórza. W porcie obok gigantycznych okrętów chilijskiej marynarki wojennej cumuje replika żaglowca, na którym przypłynął Juan de Saavedra, pierwszy Europejczyk, który postawił tutaj stopę. Od tego czasu kolejne pokolenia pisały historię portu. "Na jednym statku przybył fortepian, na drugim Flora Tristan, peruwiańska prababka Gauguina, na innym jeszcze, który zwał się "Wagner" - Robinson Crusoe. Inne statki przywoziły ananasy, kawę, pieprz z Sumatry, jaśminową herbatę z Assamu. Anyż z Hiszpanii. Odwieczna zatoka zapełniała się przeróżnymi przeplatającymi się zapachami". Te słowa Pabla Nerudy przypomniały mi się, kiedy patrzyłam na wyładowane kontenerami statki handlowe. Nie miałam pojęcia czy są w nich samochody, czekolada, czy zabawki. Miałam za to poczucie, że uczestniczę w historii i zrozumiałam, dlaczego mieszkańcy Valparaiso mówią o sobie el portenio, ludzie portu, którzy mają światowe obycie.Śladami poetyNeruda uwielbiał Valparaiso: "Byliśmy poetami lub malarzami, mieliśmy po dwadzieścia lat i nosiliśmy w sobie cenny ładunek nieobliczalnego szaleństwa, które chciało się wyżyć, rozprzestrzenić, wybuchnąć. Gwiazda miasta Valparaiso wzywała nas magiczną siłą swojego tętna". I ja postanowiłam powędrować tym śladem. Wśród dawnych rezydencji i pałaców. Kolonialnych domów. Coraz wyżej i coraz stromiej. Na szczęście niedaleko, bo do... najbliższej stacji kolejki linowej. Jest ich w mieście kilkanaście. Valparaiso było bowiem jednym z pierwszych miast w Południowej Ameryce, które miały własny publiczny transport, i pierwszym, w którym zaliczono do niego kolejki linowe. Artillerię, którą jechałam, zbudowano zaledwie w 1893 roku. Kolejką do swojego domu dojeżdżał też Pablo Neruda. Kiedy jego wiersze zyskały uznanie, a on sam został dyplomatą, kupił sobie dom w Valparaiso - La Sebastiana. I nic dziwnego, że w okolicy jak grzyby po deszczu wyrosły atelier malarzy, muzyczne bary i wzgórze stało się artystycznym centrum Valparaiso. Przekonałam się jednak, że króluje tu nie cadillo de congrio - słynna zupa rybna - tylko frytki i hamburgery, a w najlepszym wypadku empanadas, czyli pieczone w piecu pierogi nadziewane posiekaną wołowiną. Neruda zresztą, mimo deklarowanej dozgonnej miłości do Valparaiso, po licznych podróżach i kilkuletnim wygnaniu z kraju, osiadł nie w mieście, ale w oddalonej o kilkadziesiąt