Gdzie ta etyka?
To jednak tylko oficjalna wersja. Wśród szeregowych pracowników narasta frustracja, a lista zażaleń jest dłuższa niż spis wyliczonych przez szefową „S” udogodnień. Punkt pierwszy - pensja i obowiązki. – Zatrudniona tam osoba zarabia przeciętnie około 1300 złotych na rękę, czyli w okolicach najniższej krajowej. To jest nic, jeśli przystawić wynagrodzenie do obrotów. Na tzw. pickingu norma to 170/190 sztuk na godzinę. Czyli, jeśli dobrze liczę, pracownik na godzinę wytwarza jakieś 2 tys. euro dochodu – mówi naTemat Maciej, który niedawno odszedł z magazynu po dwóch latach pracy, m.in. w charakterze lidera.
– Dla mnie określenie (usunięte przez administratora) nie jest przesadzone. To duża i bardzo dobrze zarabiająca firma, która szczyci się dużą świadomością społeczną i wysoką etyką prowadzenia biznesu. W rzeczywistości oferuje bardzo niewiele ludziom, którzy pracują bardzo ciężko, i to nie w krajach trzeciego świata, ale w cywilizowanej Europie – ocenia.
Twierdzi także, że w wielu przypadkach w magazynie łamane są prawa pracownicze. Latem na hali pracuje się przy temperaturze 40 stopni. Bywa, że na pracowników wywiera się presję, by pracowali mimo zwolnień lekarskich. Wesoło nie jest też z urlopami. – Pracownicy są zmuszani do pracy w święta. Przed Bożym Narodzeniem z 30-osobowej grupy pozwolono tylko jednej osobie wziąć wolne. Urlopy wakacyjne trzeba rezerwować w listopadzie poprzedniego roku – opowiada.
Była pracownica H&M (wpis z forum)
Zarobki to jałmużna. Nie zatrudniają na całe etaty (chyba, że jest się kierownikiem działu lub sklepu), rzucają na 1/2 lub 1/4. Zmiany 8-godzinne, przerwa 30 minut, jak ktoś uzna, że już wystarczająco jesteś zmęczona i zaraz padniesz z prganienia. Nie ma premii od sprzedaży, kart Multisporta i innych motywacji. Przecież sama świadomość, że pracujesz dla tak kochanego przez wszystkich H&Mu powinna być wystarczającym wyróżnieniem. CZYTAJ WIĘCEJ
Pracownicze piekiełko
Największe zastrzeżenia budzi jednak to, jak pracownicy traktowani są przez liderów zmiany. – Krzyczą, poganiają. Nie wyrobisz normy, bura. Odpoczywasz, bura. Lubują się w poniżaniu niżej ustawionych osób. Sami są znani z tego, że niewiele robią. Teksty typu "schneller, schneller" wciąż się zdarzają – przekonuje zatrudniona w magazynie rozmówczyni.
– Atmosfera jest stresująca. Na mnie jako lidera wywierano nacisk, żebym trzymał ludzi krótko. Nie metodą marchewki, ale kija. Pracownik, który nie wyrabiał normy, nie miał przedłużanej umowy albo był zwalniany. Wybierało się ludzi pracujących najszybciej, stąd duża rotacja. Poziom rotacji balansuje w granicach 30 proc.. – potwierdza Maciej.
Także Ewa Chełmniak przyznaje, że akurat tutaj problem jest poważny. – Pracuje u nas około 100 liderów. W tym gronie znajdzie się wielu, którzy nie powinni pracować. A ludzie zamiast przyjść do związków i poskarżyć się, to wolą pisać na forach. My z takim liderem-gnojkiem możemy przecież pójść na skargę do HR-u – dodaje.
Komu dobrze w "obozie"
Określenia typu " (usunięte przez administratora) quot;, "niewolnicze warunki", "wyzysk" w wypowiedziach ludzi zatrudnionych w magazynie pod Poznaniem pojawiają się bardzo często, ale to tylko jedna strona medalu. Są też, choć pewnie w mniejszości, pracownicy zadowoleni z tego, co oferuje H&M. Na forach sporo jest głosów, że choć pensja marna, pracownikom nie dzieje się krzywda. Harówka jest, ale przy niskich wymaganiach nie można narzekać.
– Niestety, prawda jest taka, że my pracownicy często sami robimy sobie krzywdę. Najwięcej skarg jest na atmosferę, ale to nie kierownictwo na nią wpływa. Piekiełko rodzi się między pracownikami – ocenia liderka zakładowej "S". Jak widać "Polak Polakowi Polakiem" nie tylko za granicą.