Cześć wszystkim! Będzie bardzo długo. Nigdy w zasadzie nie pisałem na forach żadnych opinii, bo nie widziałem w tym sensu, zauważając, że za każdym razem kończy się to wulgarnymi sporami na śmierć i życie, ale bodźce jakie dostarczyła mi praca w Matrasie zmotywowały mnie, żeby ostrzec przed tą firmą wszystkich, którzy zastanawiają się nad podjęciem tam pracy. Zresztą wiadomo mamy wolność, każdy niech sobie robi co chce i firma Matras też może robić co chce, dopóki znajdzie się tania siła robocza, która nie ma szacunku do siebie i zgodzi się na nienajlżejsze warunki pracy w Matras za 5.5netto. Ja pracowałem w jednym z warszawskich matrasów miesiąc i tydzień - i mi wystarczyło.
Kiedy wejdziesz na stronę www.matras.pl na zakładkę poznaj nas zobaczysz sympatyczną i inteligentną kadrę kierowniczą. Szkoda, że używają swojej inteligencji i sympatii tylko w stronę klienta, zupełnie nie dbając o swoich pracowników, co jest oczywiście strzałem w kolano.
@Pierwsze co mnie zdziwiło, oprócz szefowej najdłużej pracujący pracownik - miesiąc i dwa tygodnie: miałem pracować najpierw miesiąc na umowę zlecenie potem dostać umowę o pracę. Dostałem tylko jakiś świstek do wypełnienia danymi, tak jak reszta załogi. Jak pytałem czy mógłbym zobaczyć umowę, to dostałem odpowiedź na zasadzie: "a nie to tam ten świstek gdzieś idzie do góry i tyle". Ekstra sobie myślę, tylko wolałbym wiedzieć czy naprawdę jednym z moich obowiązków jest przeganianie bezdomnych sprzed sklepu.
@Kolejna rzecz: zacząłem sobie gadać z załogą, żeby się dowiedzieć jakie rzeczywiście pieniądze się tu dostaje, obiecano mi 1200 na rękę. Zapytałem dziewczyny która najdłużej pracowała: dostała za przepracowany miesiąc niecałe 1000zł. Jak to? - pytam - to nie wiedziałeś, że pracujesz za 5.5 za godzinę? Według moich obliczeń to wyglądało mizernie, ale nie aż tak źle.
@ nie szanuje się czasu pracy, księgarnia teoretycznie czynna do 19, zamykana o 19:15 plus jeszcze zostań, żeby posprzątać. A jak raz zacząłem 19:05 podchodzić do ludzi i mówić, że już zamykamy to szefowa do mnie: "niech ci się tak nie spieszy!". Tylko, że nikt mi nie płaci za te "po godzinach".
@Pewnego razu podchodzi do mnie szefowa z metką od plecaka i mówi: "co to jest?!" Zupełnie nie rozumiałem co ma na myśli. Okazało się, że często zdarzają się kradzieże, i dostaliśmy wszyscy burę, że nie pilnujemy klientów. Wtedy zobaczyłem, że w tym pomieszczeniu oprócz tabliczki z ostrzeżeniem o kamerach są tylko lustra - nie ma kamer! Nie rozumiałem dlaczego w tym konkretnym Matrasie nie założy się kamer, tylko każe się jeszcze nam dodatkowo łazić za klientami, żeby nie poczuli się zbyt komfortowo ( nie wiedziałem jaki jest zakres moich obowiązków, bo nie dostałem umowy). Zapytałem więc szefowej dlaczego nie ma tych kamer. A ona na to: a chciałbyś, żeby było jak (nie będę podawał dokładnie) w innym Matrasie w którym są kamery, że potem są telefony "z góry", że "a dlaczego twój pracownik w tej chwili nic nie robi?". Nie chce mi się do teraz wierzyć, że można tak traktować swoich pracowników, bawiąc się w "wielkiego brata".
@polityka firmy jest taka, że musisz KONIECZNIE coś człowiekowi wcisnąć. Klient nie może wyjść z pustymi rękami. Dlatego wymyślili coś takiego, co im się wydaje dobrym pomysłem, jak podchodzenie do ludzi jak tylko wejdą i przytłaczanie informacjami o promocjach, inaczej mówiąc uprawia się nagabywanie ludzi. Zapominając, że przecież księgarnia jest takim miejscem gdzie zazwyczaj człowiek chce się wyciszyć i w spokoju poszukać sobie pozycji dla siebie. Ewentualnie zapytać pracownika gdzie co może znaleźć. Wobec czego ludzie często wychodzą po chwili, albo w ogóle nie wchodzą. Na początku nie chciałem tego robić, ale potem pomyślałem, że to nie moja broszka. Chcą doprowadzać do takiej sytuacji i wychodzić na pazerniaków - proszę bardzo.
@ no i dla mnie to był hit: ponieważ kolejną formą nagabywania jest sprzedaż nakasówek, za które masz dostać premię 400zł za 3 miesiące i podzielić na całą załogę (nie ma to jak motywacja!). Nakasówki to są te zakładki na kasie + jakieś badziewne książki w przecenie. No nie, przepraszam: ostatnio był kieszonkowy atlas grzybów - całkiem niezły. Ale polecanie go w niektórych sytuacjach brzmi naprawdę idiotycznie. Co zresztą przekłada się na wizerunek u często bywających klientów, którzy czasami się śmieją, że musimy takie idiotyczne rzeczy robić. Ale najlepsze z tego wszystkiego, o czym dowiedziałem się pod koniec swojej krótkiej pracy, bo po prostu nie wiedziałem, że można coś tak idiotycznego wymyślić jest to, że prowadzone są rankingi, który pracownik sprzeda więcej zakładek i generalnie nakasówek, więc jak coś sprzedasz to musisz się tym pochwalić w zeszyciku, a potem jest to rozwieszane na zapleczu i szefowa mówi: "za mało sprzedajesz, weź się do roboty, zobacz na tego - można? - można!".
@ A propos przychodzących