Dzięki i Tobie również życzę powodzenia ;)
Uciekam, ale za jakiś czas wracam. Niby UK, niby pieniądze, ale nie każdy jest wstanie wyleczyć się z tęsknoty do tego naszego kraju, nawet gdy dzieją się w nim rzeczy. Najwyraźniej coś mnie trzyma w tym kraju, tacy są niestety ludzie. Zarobię na nowy dom, zarobię na nowy samochód i nie będę już nie potrzebować nie wiadomo czego, bez problemu znajdę dobrze opłacaną pracę zdalnie i będzie się żyło. Może pomyślę o własnej firmie, a może pomyślę nad współpracą z kolegą naszego miasta. Zobaczymy jak życie się potoczy, nie ma co planować.
Co do cwaniactwa u pracodawców, niestety nie trudno się z tym nie spotkać. Wspomnę historię mojego kolegi, ponieważ mój start do kariery był ogólnie łagodny, trochę mi się również poszczęściło. Kolega na początku nie wiedział kim będzie, więc poszedł pracować do firmy A jako informatyk od usterek w komputerach. W tej firmie byli tez programiści, którzy bardzo często naradzali się przy tablicy, żeby rozwiązać problem, stworzyć jakiś nowy algorytm. On bardzo często się przy tym udzielał i mimo tego, że nie był programistą, nie miał w tym żadnego doświadczenia, zdarzało mu się pomóc w rozwiązywaniu problemów. Oczywiście chłopaki to docenili i zachęcili go do poznania jakiegoś języka programowania. Do tego b. dobrze znał Linuksa, więc mógłby nawet sprawdzić się jako programista dla urządzeń wbudowanych. Mija trzy miesiące, wziął te słowa do serca, poczytał kursy, odwiedzał stackoverflow i pokazał swoje pierwsze prace. Program do zarządzania telefonem komórkowym, po SMS-y, kontakty i pliki, zrobił do swojego Linuksa nowy pasek start, który nie działał może najszybciej, ale działał, zrobił jakiegoś CMS-a ala WordPress, co prawda bardzo prosty, chciał tylko przekonać się jak działa. Napisał jeszcze jedną fajną aplikację, ale jej nie pamiętam, nie wiem czy nie jakiś osobisty CRM, ale była najciekawsza i miała ambicje komercyjne. Nic innego mu nie pozostało jak starać się o nową pracę, najpierw szukał jej w Radomiu. Wysyłał CV, prawdziwe CV bez żadnego koloryzowania. Zainteresowanie nim było mizerne, odezwało się tylko dwóch. Jeden podziękował, a drugi dał mu szansę w postaci popracujesz u mnie przez kilka miesięcy za free, nabędziesz doświadczenia i podpiszemy umowę. Zrozumiał, że nie ma doświadczenia, wiedzy i musi pracować z kimś. Więc zadał mu pytanie, od kiedy mógłby u niego pracować, od kiedy będzie ta nowa osoba, która ma większe doświadczenie i będzie mógł się od niej przyuczyć. Odpowiedział, że może zacząć pracę od jutra, jednego programistę już ma i od niego będzie się uczyć, nowego nie ma sensu zatrudniać. Chłopak z racji tego, że głupi nie był, więc na to zareagował: "Mówi Pan, że nie mam doświadczenia i ja to rozumiem, bo nie mam, z tego powodu nie chce mi Pan zaoferować płatnej pracy, ale otrzymałem możliwość przeuczenia się robiąc za darmo. Czegoś tutaj nie rozumiem, bo gdybym się zgodził na Pana propozycję, wtedy Pan zrezygnuje z szukania płatnego pracownika. Coś tu nie gra, najpierw słyszę, że nic nie potrafię, a po chwili zgadzam się pracować za darmo i nagle Pan nie potrzebuje kogoś dodatkowego, czyli wygląda na to, że coś tam umiem. Może nie zasługuję jeszcze na X big pensję, ale na tę minimalną na pewno zasługuję. Kolega zabrał ze sobą CV i wyszedł.". Oczywiście, rozmowa wyglądał na pewno inaczej, ale wyglądała w ten sposób. Zapamiętałem to do dzisiaj, ponieważ takiej historii nie da się nie pamiętać. Chłopak na pewno się załamał, ale się nie poddał. Mija dwa miesiące, rozmawiam z nim i mnie totalnie zamurował. Pokazał urządzenie dotykowe, które złożył sam. Na bazie Linuksa zrobił swój system operacyjny z graficzną aplikacją, wyglądało to jakby zrobił kolejnego Androida. Była obłędna z animacjami i szczerze mówiąc pierwszy raz zobaczyłem takie coś na oczy. Ten program zrobił też na zwykłego desktopa i mógł nim sterować smartfonem. Wagowe oprogramowanie, które widziałem podczas rozmowy były po prostu brzydsze i wolniejsze. Do tego wykorzystał jakieś moduły i działały po magistrali stosowanej w samochodach. Miał do pokazania nie tylko CV, ale też bardzo ciekawy program. Ale i to było za mało na pracę w Radomiu. Zabiło go to, że miał swój świat, pomysły i wizje, a pracodawcy najwyraźniej się w tym wszystkim nie połapali, bo nie stać ich na innowacyjność. Na szczęście Warszawa zareagowała na niego inaczej i tam posypało mu się kilka ofert, że nie widział którą ma wybrać. Może doświadczenia nie miał, ale miał takie algorytmy, że mógłby zawstydzić niejednego z rocznym lub dwuletnim doświadczeniem. Oczywiście osoby z dwuletnim doświadczeniem byli dalej od niego, ale liczy się sam fakt, że już coś oferował, nawet na krótką metę. Do czego zmierzam? Ten facet, który chciał mu dać prace za free pensję i jeszcze twierdził, że nic nie potrafi, był po prostu nie tylko cwaniakiem, ale też niedouczonym chamem. Jeśli ktoś chciałby mu dać tylko 2.500 brutto, też uznałbym za wariata. Więc jak mam zareagować gd