Spędziłam w Lajonbebe ok. 4 lata i przeszłam przez wszystkie dostępne stanowiska, od TA 1 do STE, dopóki nie doszłam do sufitu i moje zdrowie psychiczne nie uległo załamaniu. Jest wiele rzeczy, o których chcę napisać, ale zacznijmy od pozytywów (bo jest ich zdecydowanie mniej...)
Ludzie - moi byli współpracownicy i EKHEM kontraktorzy, którzy byli mi podlegli są cudownymi ludźmi - pełnymi pasji, zaangażowania, humoru i empatii. Prawdziwi specjaliści, z którymi praca była naprawdę super doświadczeniem, które zapamiętam na całe życie.
Koniec plusów.
Gdy zostałam zatrudniona w LB, trafiłam na mały i umierający projekt, gdzie moje szkolenie wyglądało tak, że nie wyglądało - dostałam konsolę, pada i miałam sobie grać. Następnie oczekiwano ode mnie rezultatów. Gdy na projekcie nic się nie działo i cały team grał w gry razem, ja musiałam siedzieć i 'testować', bo tak. Dodam jeszcze, że dostałam kiedyś feedback na messengerze(sic!), bo akurat danego dnia nie byłam w firmie - że nie znajduję bugów i że mało jestem w robocie (to była moja pierwsza nieobecność, bo byłam chora).
Na szczęście zmieniłam projekt przed końcem okresu próbnego i zostałam na nim do końca swojej kariery w Lajonku.
Real life is stranger than fiction - to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, szczególnie w odniesieniu do tego, co widziałam w trakcie swojej przygody na Lwim moście.
Wyższy management to, w mojej opinii, żart - to w większości ludzie, którzy nigdy nie powinni mieć do czynienia z zarządzaniem zasobami ludzkimi. Nie mówię tu o STE i części Leadów, ale o osobach wyżej - brak umiejętności miękkich, brak szacunku do kogokolwiek poza klientem, traktowanie ludzi jak lepszych i gorszych... Aż przychodzi na myśl sytuacja, jeszcze przed covidem na imprezie firmowej, jak jedna z osób wyżej postawionych rzucała mizoginiczne teksty w stronę jednej z pracownic, doprowadzając ją do płaczu. Jedyna konsekwencja, z jaką ta osoba wyżej postawiona musiała się zmagać, to przyjście na lab i powiedzenie 'no sory'.
Jeszcze chwilę zostając w tematach związanych z brakiem szacunku dla osób innych od standardu - parę razy zdarzyło mi się być świadkiem sytuacji, gdzie lead (nie mojego) projektu rzucał transfobiczne teksty podczas obiadu, siedząc przy stole obok osoby trans. Zgłaszanie takich rzeczy kończyło się na tym, że nic się nie działo. Transfobiczne, homofobiczne, antykobiece teksty były normą (na szczęście nie od osób na moim projekcie, tutaj nie było źle w tej kwestii). Chciałam napisać coś o świętowaniu Pride Month (bo dla mnie osobiście jest to ważne), ale patrząc na standardy firmy to nawet nie spodziewam się, że coś takiego mogłoby mieć miejsce.
Idąc dalej - kwestia pensji... Według osób wyżej postawionych, o swojej pensji nie wolno rozmawiać z innymi. Czemu? Bo okaże się, jak nierówne są. Osoba, która została STE po mnie (mając mniej doświadczenia, co jest ok, każdy się uczy) zarabiała więcej ode mnie, bo została zatrudniona później. Miałam też sytuację, w której podpisałam umowę na wyższą stawkę niż pan manager zakładał (taką umowę dostałam, to taką podpisałam), po ok pół roku przyszedł do mnie z pretensją, że zostawałam więcej pieniędzy niż zasługuję i że muszę je oddać. Dopiero po kontakcie z PIP i wyjaśnieniu sprawy pani managerowi okazało się, że pieniędzy nie muszę oddawać (to, że nie musiałam ich oddawać było zgodne z prawem, nie wchodząc w szczegóły). Pan manager oczywiście nie wiedział, że tak to działa i sprawa ucichła, ale żeby utrzymać pracę, musiałam podpisać umowę na niższą stawkę.
Szkolenia (a raczej ich brak) - prawdziwych szkoleń, z których testerzy być coś wynieśli nie było. Dlatego w trakcie downtime'u zbierałam chętne osoby i przekazywałam im swoją wiedzę, bo skoro firma nie chce uwierzyć w ich umiejętności, to ja to zrobię - pisanie TC, sprawdzanie bugów, kontakt z klientem, studiami etc - nikt tego w firmie tak naprawdę nie uczył, dopóki jakimś cudem nie dostało się pozycji, która tego wymagała. I nie winię tutaj leadów, którzy pomagali jak mogli (za co jestem mega wdzięczna, bo bardzo dużo się dzięki temu nauczyłam). Winię osoby wyżej, które narzucały na wszystkich mega presję nie oferując w zamian jakichkolwiek DOBRYCH dla pracowników rozwiązań (np. automatyzacja pewnych procesów, SKUTECZNE szkolenia etc...) - dopóki samemu się czegoś nie zrobiło, to nic się nie zadziało.
Presja i stres odbijały się też STE, dlatego zawsze starałam się, żeby nie dotykało to osób, z którymi współpracowałam - to nie ich wina, że firma jest jaka jest, zasługują na dobre traktowanie, bo to oni de facto sprawiają, że firma zarabia. Czas najwyższy, żeby firma też zdała sobie z tego sprawę.
tl;dr
firma bardzo słaba, wciąż leczę się z tego, w jaki sposób działała i jak wyglądały niektóre procesy, bardzo dobrzy specjaliści-testerzy, leadzi i STE. Niskie morale, podwyżki w wysokości 200zł rocznie, TA3 zarabia więcej niż Senior STE, brak pracy zdalnej, mizoginia i brak szacunku od osób wyżej postawionych.