Firma Hunters to najgorsza firma ochroniarska, z jaką kiedykolwiek miałem przyjemność, choć nie nazwałbym tego przyjemnością, a raczej nieporozumieniem. Zaczynając od umówionego spotkania, osoba reprezentująca (kierownik lub inna nazwa w wielostanowiskowej hierarchii) spóźniła się solidnie ponad godzinę. Ponadto, zdaje się, że słowo „przepraszam” nigdy nie przechodzi im przez gardła. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej (jeśli tak można nazwać spotkanie na stojąco w szatni) nie usłyszałem żadnego spójnego zdania, a nie mówiąc już o konkretnych warunkach pracy. Podejrzewam, że gdybym sam nie zadawał pytań, to pewnie nie dowiedziałbym się niczego poza tym ,iż „mam łapać złodziei i się nie bać”. Następnie, zostałem zaproszony na szkolenie, które miało trwać 12 godzin. Jednak z powodu posiadanego doświadczenia, skrócono je do 6 godzin.
Termin „szkolenie” brzmi poważnie. Jednak konkretne znaczenie tego słowa jest raczej obce pracownikom tej firmy. Nie podważając ich autorytetu, na szkoleniu niczego się nie dowiedziałem poza tym, iż w sklepie jest monitoring. Jakie to wzruszające, że w wielkim sklepie jest monitoring!
Po zakończonym szkoleniu, przyszedł czas na pracę. Wstępnie ustaliliśmy pewien termin rozpoczęcia pracy, lecz do pracy musiałem przybyć wcześniej, ponieważ w tego typu firmach jest taki zwyczaj wiecznego wydzwaniania do pracowników, aby przyszli natychmiast.
Kiedy już nadszedł dzień pracy, okazało się, że nie przygotowano dla mnie żadnego munduru bądź koszuli z najtańszego materiału. Krążyłem zatem w cywilu. Pracę zacząłem o godzinie 7:00 rano, a Pani kierowniczka pojawiła się o 12:00. Naprawdę czułem się podekscytowany jej obecnością. Bowiem było to coś w rodzaju objawienia. Co prawda, nie doszło do bliźniego uścisku, a Pani zaczęła już mówić do mnie na „Ty”. Prawdopodobnie był to znak, abym poczuł bezpieczeństwo i rodzinną atmosferę. Oczywiście, wspomniana osoba od razu wyszukała dla mnie mundur. Mundur po poprzednich pracownikach. Był bardzo wygnieciony, a o zapachu już nie wspomnę. Powiem tylko tyle, że bałem się podnosić ręce do góry. Pomimo moich uwag, zostałem poproszony o ubranie tegoż stroju.
W pewnym momencie zapytałem o umowę. Co prawda miała to być tzw. „śmieciówka”, ale oficjalnie nie byłem pracownikiem tejże firmy, a musiałem uczciwie kontrolować ludzi, którzy mogliby coś ukraść. Bowiem każdy jest (usunięte przez administratora) w oczach dyrekcji sklepu. Jednak ciekaw jestem, czy nie powinni spojrzeć w lustro, ponieważ siedzenie na takim stanowisku i spoczywanie na laurach nazwałbym złodziejstwem. Wracając do umowy, nie otrzymałem jej i poinformowano mnie w ten oto sposób : „może w przyszłym tygodniu będzie, ale nie wiem”. Zabrzmiało to jak niespełniona przedwyborcza obietnica, ale ograniczyłem się do poważanego i pełnego wiary uśmiechu.
Pochodziłem 2 godziny w mundurze, czując się naprawdę świetnie., niczym ryba w wodzie. Powoli zbliżał się koniec pracy. Chciałem opuścić miejsce pracy jak normalny człowiek, lecz było to niemożliwe. Powodem tej sytuacji było powiadomienie mnie, iż nie spisałem wszystkich produktów, które rzekomo „zapiszczały” przy kasach. Przez długi czas zastanawiałem się, w jakim celu należy to robić, lecz nikt nie był w stanie udzielić mi tej jakże trudnej odpowiedzi. Na zakończenie pracy, chciałem potwierdzić swoje wyjście, lecz to, co tam ujrzałem wołało o pomstę do nieba. Otóż Pani kierowniczka wpisała w protokole, iż zacząłem pracę o godzinie 10:00. Aż strach pomyśleć, kiedy wypisują dokumenty dotyczące księgowości…
Niestety, nie mogłem znaleźć tejże inteligentnej Pani kierowniczki i w związku z tym nie mogłem się pożegnać, a byłoby to smutniejsze, niż „pożegnanie z Afryką” Karin Blixen. W świecie bezrobocia wciąż jesteśmy skazani na takich pracodawców, którzy nie mają w sobie odrobiny ludzkości bądź jakichkolwiek oznak ludzkiego traktowania. Strach pomyśleć o przyszłości, skoro tacy ludzie stoją na wysokich stanowiskach i pną się w górę. Panie Boże, widzisz, a nie grzmisz.