Kamil05.04.2022 16:57
Były pracownik
Nie pracuję w AFNET’cie już jakiś czas i trochę denerwuje mnie taki „wysryw” żali i zabarwiania rzeczywistości. Kilka kwestii:
- IT a w szczególności support techniczny to specyficzna branża – rozwiązujesz problemy zgłaszane przez klientów w określonym czasie: od błahostek typu niedziałająca drukarka po poważne awarie serwerów. Każdy ma swoje taski do zrobienia, ale są sytuacje, w których cały zespół jest angażowany w rozwiązanie problemu – nie ma wtedy czasu na zajmowanie się innymi kwestiami np. „świeżakiem” – jeżeli ktoś pisze, że zarabiał w tej firmie najniższą to musiał być na okresie próbnym lub przyuczeniu – chłopaki ze stałymi umowami dostają dużo wyższe wynagrodzenie.
- Pomoc kolegów – każdy ma swoje do zrobienia. Jeżeli czegoś nie wiedziałem zawsze mogłem dopytać szefa lub kolegi. Zdarzały się sytuacje, że byłem „zlewany” z powodu nawału ASAPów – wtedy dopominałem się o feedback i to pomagało– na początku mnie to też frustrowało ale dzisiaj sam wiem, jak to jest mieć pilne taski i niekoniecznie czas w tym momencie na pomoc innym. Na okresie próbnym często dostawałem rzeczy do zrobienia, które wymagały samodzielności i wydawały się trudne – z perspektywy czasu te zadania były banałami i zupełnie wystarczało odpalenie Googla i poszukania rozwiązania ze zrozumieniem problemu…
- Stres – jeśli ktoś przychodzi do pracy w supporcie technicznym z przekonaniem, że jego praca będzie polegała na klepaniu w klawiaturę, piciu kawki ogólnym chilloucie – niech da sobie spokój. Jak w każdej robocie bywa stresująco i nerwowo, zwłaszcza gdy zgłoszenia sypią się masowo bo producent softu cos spaprał. Nie brakowało sytuacji, gdzie był totalny luz i czas turnieje w piłkarzyki. Nie wiem jak „Marcina” ale mnie na rozmowie rekrutacyjnej wielokrotnie pytano jak sobie radze ze stresem i podkreślano, że robota jest stresogenna i pod presją czasu.
- Nauka – klienci pracują na różnych programach i oczekują pomocy jak coś im nie działa. W tej branży wymagana jest ciągła samodzielna nauka i rozwój - nawet jak nauczysz się jakiegoś narzędzia to wychodzi aktualizacja, która często odwraca wszystko o 180 stopni.
- Problemy natury ludzkiej – jak były spięcia z kolegami to szło się na bok i mówiło się wprost co mi nie pasuje. Można się pow****iać na siebie, ale wracaliśmy z powrotem do zadań. Szef jak miał do mnie obiekcje (a na początku było tego sporo) to zawsze dotyczyły one realizacji przeze mnie zadań, które zawaliłem a nie ad personam… nawet jeśli mówił to dosadnie. Jak dostawałem zrypę to wiedziałem dokładnie za co.
- Hasła – Właściciel jest zakręcony na punkcie bezpieczeństwa, więc za moich czasów nie używaliśmy żadnych takich samych haseł u różnych klientów – jeżeli ktoś to robił to pewnie szybko wyleciał.
- Odzysk – na montażach sieci używaliśmy zawsze kabli ze szpuli. Jeżeli zabieraliśmy stare kable to większość trafiała na przemiał. Zdarzało się, że coś zostało „na aucie” i wykorzystywało się je do własnych celów – normalna rzecz.
- Januszex – To prawda ze szefu był kur**sko wymagający, zawsze powtarzał że jakość obsługi klientów musi być na wysokim poziomie.… jak wiadomo klient zadowolony płaci; niezadowolony – nie płaci. A to z kolei ma związek z punktem poniżej.
- Wypłata – zawsze była przed terminem i na tyle ile się ustaliło. Robisz za tyle, za ile się zgodziłeś. Jak nie jesteś zadowolony z hajsu to negocjujesz albo zmieniasz robotę. W moich czasach, gdy nie było reklamacji czy skarg od klientów zawsze dostawaliśmy spore premie na koniec miesiąca chodź wiem, że na taki przywilej nie mogli liczyć chłopaki na okresie próbnym.
- Zwolnienia – aby wylecieć, trzeba się bardzo postarać… chyba, że solidnie zawalisz procedury bezpieczeństwa to nie ma zmiłuj – taka branża, lub gdy po prostu nie nadajesz się do tej roboty.
- Najważniejsze – pomimo „trudnych początków”, ta robota dala mi ogromny zasób wiedzy i nauczyła praktycznego rozwiązywania problemów, szukania przyczyn a nie tylko skutków błędów.