Witam serdecznie.
Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, że w przeciwieństwie do większości Osób, które pozostawiają swoje komentarze, ja nie mam problemu z przedstawieniem się z imienia i nazwiska, a za własne słowa jestem w stanie wziąć odpowiedzialność.
W Wyższej Szkole Bezpieczeństwa, a konkretnie na Wydziale Studiów Społecznych w Gliwicach pracowałem krótko, bo zaledwie trzy miesiące + 2 miesiące będąc na zwolnieniu lekarskim. Moja opinia zatem może zostać uznana za niemerytoryczną, bo to zbyt krótki czas, by poznać dobrze Przełożonych, Współpracowników, strukturę Uczelni i wyrobić sobie rzetelne, obiektywne zdanie. Był to jednak dosyć wystarczający okres czasu, żeby móc wdrożyć się w podstawowe obowiązki, jak i atmosferę, która panuje w Szkole. Uprzedzając pytanie, które być może tutaj padnie, odpowiem na wstępie, że z pracy zrezygnowałem po krótkim czasie nie z powodu zarobków, niedobrego traktowania, nadmiernych wymagań czy jakichkolwiek innych przyczyn negatywnych. Odmówiłem wykonywania czynności służbowych, które były określone od samego początku w umowie - prościej rzecz ujmując, nie chciałem prowadzić zajęć dydaktycznych i zreflektowałem się za późno - zatem rozwiązanie Współpracy nie nastąpiło z winy Pracodawcy. Kontynuując:
O opiniach studentów nie będę się wypowiadał, bo nie mam żadnych podstaw. Smutkiem napawa jednak fakt, jak wiele negatywnych ocen/komentarzy wystawiają byli lub obecni Pracownicy. Uważam, że jest to plucie we własne gniazdo i brak szacunku zarówno do samych siebie, swoich Współpracowników, jak i przede wszystkim do Pracodawcy. Mnie również pewne sprawy nie odpowiadały, ale żale pozostawia się dla siebie lub mówi o nich Przełożonym, a nie rozpowiada się na lewo i prawo.
1. Pan Rektor dr Andrzej Zduniak - od samego początku, to znaczy od rozpoczęcia rozmowy kwalifikacyjnej, był Osobą konkretną i rzeczową. Zostały przedstawione jasno i wyraźnie warunki współpracy, wynagrodzenie czy zakres obowiązków. Na domiar tego, zostałem zatrudniony mimo, że czekał mnie zabieg operacyjny i wiązało się to z pójściem przeze mnie na zwolnienie lekarskie bez określonego terminu jego zakończenia. Który Pracodawca w dzisiejszych czasach jest w stanie tak postąpić?
2. Równie dobrze wspominam Panią Dziekan dr Nataszę Starik, dr inż. Krystiana Cuber i pozostałych Współpracowników z Wydziału Studiów Społecznych w Gliwicach, z którymi pracowałem na co dzień. Wszyscy byli pomocni, życzliwi, każdy rzetelnie i uczciwie wykonywał swoje obowiązki, a "życzliwi" zawsze się znajdą. Nie można każdemu dogodzić, a większość opinii negatywnych to opiera się chyba na emocjach, a nie prawdzie.
Oczywiście nie wszystko jest idealne, jak wszędzie i są sprawy, które w ten, czy inny sposób mogą wywoływać negatywne odczucia. Natomiast nie powinno się pewnych kwestii wywlekać na zewnątrz. Jeżeli ktoś ma zastrzeżenia co do warunków pracy, zarobków, zakresu obowiązków, innych Współpracowników to powinien rozmawiać bezpośrednio z Osobami, których to dotyczy lub twarzą w twarz ze swoim przełożonym, a nie wylewać pomyj na forum publicznym.
Zarobki: bez względu na to, czy byłoby to 1200, 1800, 2000 czy 3000 zł, to jest to tajemnica służbowa i ktoś, kto pisze o takich sprawach na forum, jest nie w porządku i formalnie gdyby Pracodawca był złośliwy, taki delikwent powinien być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Poza tym, jak mówi przysłowie ,,widziały gały, czy brały''. Przecież wynagrodzenie zawsze ustalane jest przed podpisaniem Umowy o Pracę, a nie po, zatem jeżeli komuś nie odpowiada pensja, nie musi podpisywać kontraktu i rozpoczynać Współpracy. Nie żyjemy w czasach niewolnictwa i nikt kogokolwiek nie zmusza do podpisania Umowy. Druga sprawa to taka, że nikt do końca prawdy komukolwiek nie powie w kwestii finansów. Dla mnie jednak jest nielogiczne, kiedy jakiś pracownik zatrudniony gdzieś kilka lat w prywatnej rozmowie mówi, że pracuje za psie pieniądze, a równocześnie podpisuje w tym samym czasie i przedłuża kolejną umowę. Jeżeli jest się nie zadowolonym z zarobków, w czym problem powiedzieć o podwyżce Szefowi albo złożyć wypowiedzenie, zrezygnować i szukać innej pracy? Gdzie jest tutaj logika: nie jestem zadowolony z zarobków, chcę zarabiać więcej, a mimo to podpisuję kolejną Umowę, w której kwota jest wciąż ta, która mnie nie zadowala? Ktoś powie: ,,nie mam wyboru'' lub ,,A gdzie ja pójdę pracować?''. To albo trzeba zamilknąć i robić swoje, albo zrezygnować i iść gdzie indziej. Mnie jeżeli się gdzieś nie podoba i chcę zarabiać więcej, to składam wypowiedzenie, żegnam się i szukam dalej. W czym problem?
Pomijając kwotę: zarobki w Wyższej Szkole Bezpieczeństwa były zawsze na czas. Nie zdarzyło się, żebym dostał wynagrodzenie po terminie czy musiał się prosić o pieniądze. Tyle, ile w umowie, tyle wpływało na konto w odpowiednim czasie. Czy mało, czy dużo? Nie będę się wypowiadał.