Zostałam skierowana na rozmowę z urzędu pracy. Oferta w urzędzie była bardzo atrakcyjna, z umową o pracę i dość wysokim wynagrodzeniem. Byłam pierwszą kandydatką. (usunięte przez administratora) Pomyślałam, że jest sporo do roboty i jest to trochę podejrzane, ale szkoła jest "wyjątkowa" więc dużo da się w niej pewnie zrobić.
(usunięte przez administratora). Ogólnie rozwijał niesamowite wizje zagranicznych wakacji, podróży służbowych po calym świecie itp. mimo, że stanowisko dotyczyło tylko marketingu. Byłam zaskoczona, dzieliłam te rewelacje przez trzy, ale ze względu na dobre warunki zależało mi na tej pracy. Założyciel powiedział, że zatrudni mnie, a wszystkie papiery mam zalatwić z inną panią i zaprowadził mnie do drugiego pokoju. Tam otrzymalam kwestionariusz, pani przejrzała dokumenty i powiedziala, że następnego dnia mam zadzwonić do kolejnej osoby, z którą dokładnie ustalę warunki i umowę. Kolejnego dnia okazało się, że Pani jest na zwolnieniu, czekalam na nią 1,5 tygodnia, w koncu umówiłyśmy się na rozmowę. Warunki, które mi zaproponowała były jednak skrajnie różne od ogłoszenia w urzędzie - umowa zlecenie i pensja niższa o 1000 brutto "bo są wakacje, szkoła funkcjonuje inaczej, to będzie okres próbny". Szczęka mi opadła, bo przecież wakacje to czas rekrutacji, najgorętszy dla szkół wyższych, ale zapytalam o możliwość negocjacji. Pani ((usunięte przez administratora) nie mogła sama podjąć decyzji (sic!) więc miała oddzwonić i jeszcze tego samego dnia otrzymałam potwierdzenie, że umowa o pracę będzie, ale stawka jest nie do ruszenia. Zgodziłam się na te warunki i umówiłam na spotkanie celem podpisania umowy. Na kolejnym spotkaniu otrzymałam jednak tylko skierowanie na badania, umowy nadal nie było. Upewnilam się, że po okresie próbnym warunki wrócą do tych z ogłoszenia. Potwierdzono to, poprosiłam więc o list intencyjny potwierdzający pisemnie te ustalenia, żeby wszystko było jasne. To generalnie nigdy nie był problem dla żadnej z firm, w której pracowałam. Zapytałam o możliwość podesłania wzoru umowy mailem, ale odmówiono - "jak pani przyjdzie to sobie pani przeczyta". No trudno. Szkoła podpisała dokument z urzędu, że będę zatrudniona - wysłałam go niezwłocznie do urzędu, który od tego czasu miał wstrzymać zasiłek i ubezpieczenie. Założyciel oprowadził mnie po szkole, przedstawił zespołowi, pokazano mi miejsce pracy i dano kilka materiałów do przejrzenia. Przedstawiono mnie też jednej z pań (nie pamiętam stanowiska), która prosiła, by założyciel znów został rektorem, bo może wtedy dostaną w końcu jakieś pieniądze - zapytał, czy większe, a ona na to, że nie większe tylko jakiekolwiek - to mnie trochę ścięło, bo zrozumiałam, że pracownicy nie otrzymują wynagrodzenia - dziś już nie łudzę się, że może źle to zrozumiałam. W kolejnym tygodniu (poniedziałek rano) poszłam na badania, na które mnie skierowali. Zauważyłam, że nie ma na nich informacji o pracy przy komputerze bez której przychodnia nie wykona mi badań wzroku. Zadzwoniłam więc do pani z kadr z pytaniem czy aby na pewno nie musze ich mieć. Nie chcialam, żeby szkoła miała z tego tytułu jakieś problemy przy ew. kontroli, bo jako marketingowiec musiałabym jednak przed tym kompem siedzieć. Pani zadzwoniła do przychodni i załatwiła badania u okulisty. Wszystko wyglądało już ok, umowę miałam podpisać dzien przed rozpoczęciem pracy, jednak jeszcze tego samego dnia otrzymałam telefon, iż szkoła rezygnuje z mojej kandydatury!
Byłam w szoku!
(usunięte przez administratora)
W związku z koniecznością odkręcenia wszystkiego w urzędzie pracy i przywrócenia mnie na listę bezrobotnych musiałam pojechać do szkoły kolejny raz. Poprosiłam o wyjaśnienie oraz pisemną odmowę, którą miałam przedstawić w urzędzie. Próbowano mnie zbyć, ale czekałam do skutku. W koncu otrzymałam list, a tam informację, że moja zmienna i roszczeniowa postawa była powodem rezygnacji. Oczywiście nikt nie chciał już ze mną rozmawiać,(usunięte przez administratora)
Jestem rozczarowana i rozgoryczona nawet nie tym, że nie zostałam zatrudniona, a tym, że cały miesiąc byłam zwodzona, przyjeżdżałam t