Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu

Poznań

Ocena pracodawcy 2/6

na podstawie 5 ocen.

Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu
2 5 6 1

Opinie o Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu

Dodaj odpowiedź

Anuluj

Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu

Administrator

Co nowego dzieje się w Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu? Jak aktualnie wyglądają warunki zatrudnienia w przedsiębiorstwie?

Studencka brać

Zgadzam się z przedmówcami i wiem że jako studenci nie mamy lekkiego życia u siebie w kraju a jeszcze Oni czyli założyciel i trzy panie robią wszystko by z nas zedrzeć...by inaczej nie określić. Spacer do kasy jest wszystko ok, a jak już wpłata czesnego zostanie łyknięta to jesteśmy już dla nich nikim. obiecują - przemawiają - celebrują na rozpoczęciu wręcz złote góry widać a rzeczywistość jest inna o wiele inna - przedmiotowość i najlepiej jeśli byśmy się nie pokazywali na uczelni. Były osoby które emanowały ciepłem i były kulturalne zawsze z pomocną dłonią, ale to już przeszłość... A szkoda bo te osoby dawały poczucie bezpieczeństwa i chęć promowania przez nas uczelni. Władze się zmieniają a i kultura niektórych - marionetki, który nic nie wie a reprezentuje uczelnię a do tego robi krecią robotę i ma też NAS za nic. A przecież z naszych pieniędzy idzie wynagrodzenie dla niego. Niby dyplomata jak to się chwali a jego wypowiedzi o innych są poniżej szacunku.... Mając taki potencjał robią wszystko by pokazać że pieniądz tylko widzą w człowieku i obdarcie z ostatniego centa to w dobrym tonie i dewiza uczelni. Wymiana tych przy korycie osób może by coś zmieniło...

Jolanta

Niech nie bierze Pani tej sytuacji do siebie. Dla pocieszenia powiem, że miała Pani szczęście, że nie zaczęła tam pracy a straciła tylko miesiąc. Nikt o zdrowych zmysłach tam długo nie wytrzyma. Pracują tam wyłącznie osoby bezwolne i desperaci. Rekomendacje o szkole znalazła Pani w artykułach prasowych gdzie zarzuca się m in. założycielowi : oszustwa, podrabianie dokumentów itp. Na prawdę powinna się Pani cieszyć, że nie wdepnęła Pani w to ...

smiechuwarte

Zostałam skierowana na rozmowę z urzędu pracy. Oferta w urzędzie była bardzo atrakcyjna, z umową o pracę i dość wysokim wynagrodzeniem. Byłam pierwszą kandydatką. Jedyne informacje, jakie znalazłam o szkole to wiadomości o kupowanych egzaminach i postawieniu 120 zarzutów, oraz o odebraniu studentom z biednych rodzin możliwości studiowania za darmo, która wcześniej była im dana. Pomyślałam, że jest sporo do roboty i jest to trochę podejrzane, ale szkoła jest "wyjątkowa" więc dużo da się w niej pewnie zrobić. Pan założyciel w pierwszej bardzo miłej rozmowie zapytał mnie o męża i dzieci (był zadziwiony, że zaprotestowałam, bo on musi przecież wiedzieć czy osoba będzie dyspozycyjna i nie obchodzi go, czy prawo zakazuje takich pytań czy nie), opowiedział też historię swojej choroby i kilka mocnych rzeczy z życia prywatnego. Zapowiedział też, że kilka osób straci pracę, bo go oszukali na 11 milionów i szuka kogoś kto pomoże mu prowadzić szkołę. Ogólnie rozwijał niesamowite wizje zagranicznych wakacji, podróży służbowych po calym świecie itp. mimo, że stanowisko dotyczyło tylko marketingu. Byłam zaskoczona, dzieliłam te rewelacje przez trzy, ale ze względu na dobre warunki zależało mi na tej pracy. Założyciel powiedział, że zatrudni mnie, a wszystkie papiery mam zalatwić z inną panią i zaprowadził mnie do drugiego pokoju. Tam otrzymalam kwestionariusz, pani przejrzała dokumenty i powiedziala, że następnego dnia mam zadzwonić do kolejnej osoby, z którą dokładnie ustalę warunki i umowę. Kolejnego dnia okazało się, że Pani jest na zwolnieniu, czekalam na nią 1,5 tygodnia, w koncu umówiłyśmy się na rozmowę. Warunki, które mi zaproponowała były jednak skrajnie różne od ogłoszenia w urzędzie - umowa zlecenie i pensja niższa o 1000 brutto "bo są wakacje, szkoła funkcjonuje inaczej, to będzie okres próbny". Szczęka mi opadła, bo przecież wakacje to czas rekrutacji, najgorętszy dla szkół wyższych, ale zapytalam o możliwość negocjacji. Pani (dyr kard) nie mogła sama podjąć decyzji (sic!) więc miała oddzwonić i jeszcze tego samego dnia otrzymałam potwierdzenie, że umowa o pracę będzie, ale stawka jest nie do ruszenia. Zgodziłam się na te warunki i umówiłam na spotkanie celem podpisania umowy. Na kolejnym spotkaniu otrzymałam jednak tylko skierowanie na badania, umowy nadal nie było. Upewnilam się, że po okresie próbnym warunki wrócą do tych z ogłoszenia. Potwierdzono to, poprosiłam więc o list intencyjny potwierdzający pisemnie te ustalenia, żeby wszystko było jasne. To generalnie nigdy nie był problem dla żadnej z firm, w której pracowałam. Zapytałam o możliwość podesłania wzoru umowy mailem, ale odmówiono - "jak pani przyjdzie to sobie pani przeczyta". No trudno. Szkoła podpisała dokument z urzędu, że będę zatrudniona - wysłałam go niezwłocznie do urzędu, który od tego czasu miał wstrzymać zasiłek i ubezpieczenie. Założyciel oprowadził mnie po szkole, przedstawił zespołowi, pokazano mi miejsce pracy i dano kilka materiałów do przejrzenia. Przedstawiono mnie też jednej z pań (nie pamiętam stanowiska), która prosiła, by założyciel znów został rektorem, bo może wtedy dostaną w końcu jakieś pieniądze - zapytał, czy większe, a ona na to, że nie większe tylko jakiekolwiek - to mnie trochę ścięło, bo zrozumiałam, że pracownicy nie otrzymują wynagrodzenia - dziś już nie łudzę się, że może źle to zrozumiałam. W kolejnym tygodniu (poniedziałek rano) poszłam na badania, na które mnie skierowali. Zauważyłam, że nie ma na nich informacji o pracy przy komputerze bez której przychodnia nie wykona mi badań wzroku. Zadzwoniłam więc do pani z kadr z pytaniem czy aby na pewno nie musze ich mieć. Nie chcialam, żeby szkoła miała z tego tytułu jakieś problemy przy ew. kontroli, bo jako marketingowiec musiałabym jednak przed tym kompem siedzieć. Pani zadzwoniła do przychodni i załatwiła badania u okulisty. Wszystko wyglądało już ok, umowę miałam podpisać dzien przed rozpoczęciem pracy, jednak jeszcze tego samego dnia otrzymałam telefon, iż szkoła rezygnuje z mojej kandydatury! Byłam w szoku! Zapytalam o powód, ale dzwoniła już jakaś inna osoba, która nie zna sprawy i przekazala tylko, iż założyciel stwierdził, że "jestem zbyt grymaśna" (sic!) W związku z koniecznością odkręcenia wszystkiego w urzędzie pracy i przywrócenia mnie na listę bezrobotnych musiałam pojechać do szkoły kolejny raz. Poprosiłam o wyjaśnienie oraz pisemną odmowę, którą miałam przedstawić w urzędzie. Próbowano mnie zbyć, ale czekałam do skutku. W koncu otrzymałam list, a tam informację, że moja zmienna i roszczeniowa postawa była powodem rezygnacji. Oczywiście nikt nie chciał już ze mną rozmawiać, a założyciel spotkany przypadkiem na schodach wymigiwał się, że "to nie ja, to oni zadecydowali, mówili, że pani jakąś umowę mailem chciała mieć wysłaną czy coś". Jestem rozczarowana i rozgoryczona nawet nie tym, że nie zostałam zatrudniona, a tym, że cały miesiąc byłam zwodzona, przyjeżdżałam t

Zostaw opinię o Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu - Poznań

UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii (WSHiG) w Poznaniu