Nagły wzrost cen gazu na europejskich giełdach przywołuje wspomnienia sprzed kilku lat, kiedy energia stała się jednym z głównych tematów polityki, gospodarki i codziennych rozmów. Surowiec przekroczył poziom 60 euro za megawatogodzinę – wartość najwyższą od dłuższego czasu. W tle pojawiają się napięcia geopolityczne, rywalizacja o dostawy oraz pytanie o odporność europejskiej gospodarki na kolejne wstrząsy.
Rosnące ceny gazu i mechanizm rynku energii
Skok cen gazu nie kończy się na rachunkach za ogrzewanie. W Unii Europejskiej działa mechanizm merit order, w którym koszt wytwarzania energii z najdroższych źródeł wpływa na cenę prądu na rynku hurtowym. W praktyce oznacza to prostą zależność – droższy gaz podnosi cenę energii elektrycznej dla całej gospodarki.
Najsilniej odczuwają to branże energochłonne, zwłaszcza przemysł chemiczny. Podwyżki mogą przełożyć się na kolejne ogniwa łańcucha produkcji, od nawozów po żywność. Eksperci wskazują również na zagrożenie związane z sytuacją w cieśninie Ormuz. Zakłócenie transportu surowców mogłoby uruchomić globalną rywalizację o dostawy, w której Europa konkurowałaby z rynkami azjatyckimi.
Polityka i gaz – napięcia wokół dostaw LNG
Dodatkową niepewność wprowadza polityka. Stany Zjednoczone stały się w ostatnich latach głównym dostawcą gazu skroplonego do Europy, zastępując rosyjskie dostawy. Pojawiają się jednak sygnały, które wywołują nerwowość na rynku.
Donald Trump skrytykował niedawno Hiszpanię i zasugerował możliwość ograniczenia relacji handlowych. W przypadku Madrytu miałoby to ogromne znaczenie – jedna trzecia importowanego gazu trafia tam właśnie z USA. Taki precedens oznaczałby poważne napięcie w systemie energetycznym całej Unii, ponieważ każde zakłócenie w dostawach LNG szybko odbija się na cenach w Europie.
Polska między bezpieczeństwem a ekonomią
Polska w tej układance zachowuje pewien margines bezpieczeństwa. Państwo utrzymuje ustawowe zapasy paliw wystarczające na około 90 dni funkcjonowania bez nowych dostaw. W przypadku gazu znaczącą rolę odgrywają transporty LNG – w ubiegłym roku ponad sześćdziesiąt z nich przypłynęło ze Stanów Zjednoczonych.
Kontrakty z Katarem również pozostają w mocy, mimo wstrzymania produkcji w hubie Ras Laffan. Część transportów zmierza już do Europy inną trasą, wzdłuż wybrzeży Afryki.
Najpoważniejsze ryzyko dotyczy jednak gospodarki. Wstrzymanie produkcji mocznika w Katarze uderza w rynek nawozów, a wzrost ich cen w naturalny sposób przenosi się na sektor rolny. Energia, surowce i żywność tworzą system naczyń połączonych, który reaguje na każde zaburzenie w globalnym handlu.
Właśnie dlatego coraz częściej powraca argument o przyspieszeniu transformacji energetycznej. Europa wciąż importuje zdecydowaną większość ropy, gazu i węgla. Każdy kolejny kryzys przypomina o skali tej zależności – i o kosztach, jakie może przynieść.
Źródło: wiadomosci.onet.pl