W USA czekają tysiące etatów z wynagrodzeniem rzędu 120 tys. dolarów rocznie – i choć brzmi to jak spełnienie marzeń wielu pracowników, Ford nie może znaleźć chętnych. Szef koncernu, Jim Farley, mówi wprost: to nie brak pracy jest problemem, ale brak ludzi gotowych ją podjąć. W rozmowie dla podcastu „Office Hours: Business Edition” zwrócił uwagę na poważny deficyt wykwalifikowanych pracowników, który coraz silniej uderza nie tylko w motoryzację, ale i inne filary amerykańskiej gospodarki.
5000 wakatów i pięć lat czekania
Farley wskazał, że w salonach i serwisach Forda nieobsadzonych pozostaje ok. 5000 stanowisk mechaników, mimo że pensje są znacząco wyższe od średniej krajowej. Problemem okazuje się czasochłonny proces szkolenia – potrzeba nawet pięciu lat, by pracownik zdobył umiejętności niezbędne w nowoczesnym warsztacie. Brakuje systemu edukacyjnego, który pozwalałby młodym ludziom zdobywać zawód techniczny szybciej i efektywniej. Farley wspomina własnego dziadka – przedstawiciela klasy robotniczej – i zauważa, że dziś trudniej niż kiedyś zbudować stabilną przyszłość dzięki pracy fizycznej.
Fachowiec znowu na wagę złota
Wypowiedzi prezesa Forda nie dotyczą wyłącznie branży motoryzacyjnej. Podobne braki odnotowano w służbach ratunkowych, transporcie, produkcji oraz wśród hydraulików, elektryków i spawaczy. Te zawody – jak zauważa Farley – mają przewagę nad wieloma innymi: nie da się ich zautomatyzować ani przenieść w świat wirtualny. W kontekście rosnącej roli sztucznej inteligencji warto zadać pytanie, które rzadko pojawia się w debatach o przyszłości pracy: kto naprawi sieć energetyczną, gdy zabraknie ludzi z uprawnieniami?
Setki tysięcy miejsc pracy w ciągu dwóch lat
Amerykańskie media szacują, że w latach 2027–2028 w USA może powstać nawet 345 tysięcy nowych etatów w sektorach technicznych. Ta liczba robi wrażenie – ale też uświadamia, że problem braku kadr będzie się tylko pogłębiał. Skoro dziś trudno znaleźć pracowników mimo oferowania sześciocyfrowych pensji, to co wydarzy się za dwa, trzy lata?
Źródło: o2.pl
Komentarze
Gregory
Sami Amerykanie są sobie winni.Tylko oni.
Nie mając ludzi do pracy utrudniają wjazdy do USA i pracę w USA ?
Powodzenia