Komisja Europejska uderza w sektor, który – z pozoru techniczny i niezauważalny – odgrywa kluczową rolę w przemyśle motoryzacyjnym. Na producentów akumulatorów nałożono dotkliwe sankcje za działania naruszające zasady konkurencji. W tle: ponad dekada skoordynowanej polityki cenowej i milczącej akceptacji ze strony stowarzyszenia branżowego.
Ponad dekada uzgodnień za zamkniętymi drzwiami
Z ustaleń Komisji Europejskiej wynika, że trzej producenci akumulatorów – Exide, FET i Rombat – przez ponad 12 lat uczestniczyli w niedozwolonym porozumieniu kartelowym, którego centralnym elementem było wspólne ustalanie i publikowanie tzw. premii EUROBAT. Ten mechanizm, oparty na cenach zakupu ołowiu, miał w założeniu regulować dopłaty do cen akumulatorów, ale w praktyce – jak podkreślają unijni urzędnicy – służył standaryzacji dopłat w negocjacjach z klientami, zwłaszcza producentami samochodów osobowych i ciężarowych.
Choć sama konstrukcja dopłat surowcowych nie łamie prawa, problemem było to, że firmy działały wspólnie i potajemnie, próbując narzucić jednolity model całemu rynkowi. Tego typu uzgodnienia nie pozostawiają miejsca na konkurencję – a bez niej trudno mówić o uczciwych cenach, nawet w sektorze tak technicznie wyspecjalizowanym, jak produkcja akumulatorów.
EUROBAT na celowniku, Clarios ujawnia kulisy
W sprawę zamieszane było również stowarzyszenie branżowe EUROBAT, które – według KE – odegrało rolę pośrednika i koordynatora w procesie publikowania dopłat. Jego udział nie ograniczał się do biernej obecności – aktywnie wspierało działania prowadzące do naruszenia przepisów antymonopolowych. To jeden z tych przypadków, gdy organizacja mająca dbać o interesy branży stała się narzędziem służącym jej komercyjnej homogenizacji.
W cieniu całej afery pozostała firma Clarios, dawniej JC Autobatterie. Choć była uczestnikiem kartelu, nie tylko uniknęła kary, ale i odegrała kluczową rolę w ujawnieniu procederu. KE zrezygnowała z nałożenia grzywny w ramach tzw. programu łagodzenia sankcji. Pytanie, czy to gest pragmatyczny, czy wyraz wiary w skuteczność wewnętrznych donosów jako narzędzia ochrony rynku – pozostaje otwarte.
72 miliony euro i jeden branżowy sygnał
Łączna wysokość kar wyniosła około 72 miliony euro, co w przypadku rozłożenia na cztery podmioty jest kwotą odczuwalną, ale nie rujnującą. Znaczenie tej decyzji leży więc mniej w samych cyfrach, a bardziej w symbolicznym wymiarze – pokazuje, że także obszary techniczne, surowcowe i pozornie przezroczyste podlegają tym samym zasadom gry rynkowej, co spektakularne branże cyfrowe czy medialne.
W dobie narastających napięć wokół surowców i ich rynkowej dystrybucji – takie interwencje KE stają się sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich, którzy próbują tworzyć ciche porozumienia ponad głowami klientów.
Źródło: money.pl