Środowy poranek przyniósł mocne poruszenie na warszawskiej giełdzie. PKP Cargo, od miesięcy balansujące między nadzieją a niepewnością, zaliczyło gwałtowny spadek notowań. Wszystko po informacji, że Marcin Wojewódka – były prezes, dziś wiceprzewodniczący rady nadzorczej spółki – pozbył się niemal wszystkich posiadanych akcji.

Milionowa transakcja i nerwowa reakcja rynku

Jeszcze niedawno Wojewódka, pełniąc obowiązki prezesa PKP Cargo, publicznie deklarował wiarę w odbicie spółki i sam kupował jej akcje. Tym razem kierunek był odwrotny – 10 grudnia sprzedał prawie 92 tysiące walorów, w 135 transakcjach, po średniej cenie 12,56 zł za sztukę, inkasując około 1,15 miliona złotych. Rynek zareagował błyskawicznie. Tuż po ujawnieniu informacji kurs runął, a w szczycie paniki jedna akcja była wyceniana już tylko na 10,44 zł, co oznacza niemal 20-procentowy spadek w porównaniu z poprzednim dniem.

Na giełdzie, gdzie nastroje zmieniają się szybciej niż rozkład jazdy, taka sprzedaż przez osobę z wewnątrz spółki działa jak iskra w suchym lesie. Po godzinie kurs nieco odbił – do około 11,30 zł – lecz to nadal oznaczało dwucyfrową stratę w ciągu jednego dnia.

PKP Cargo walczy o miliardowe odszkodowanie

Nerwowość inwestorów to jednak nie tylko efekt transakcji Wojewódki. PKP Cargo od miesięcy zmaga się z poważnymi kłopotami finansowymi i restrukturyzacją. W ostatnich dniach spółka złożyła wniosek do premiera i ministra aktywów państwowych o zapłatę 1,52 miliarda złotych od Skarbu Państwa. Firma domaga się rekompensaty za koszty transportu węgla z 2022 roku, zleconego przez ówczesny rząd bez odpowiedniego finansowania.

W komunikacie PKP Cargo zapowiada, że jeśli kwota nie zostanie wypłacona, do końca 2025 roku skieruje pozew przeciwko Skarbowi Państwa. To kolejny rozdział w historii spółki, która jeszcze niedawno była symbolem państwowego transportu towarowego, a dziś walczy o przetrwanie – i o zaufanie inwestorów.

Źródło: businessinsider.com.pl