W 2025 roku płaca minimalna w Polsce wynosi 4666 zł brutto, co przekłada się na 1091 euro miesięcznie. Wydaje się to przyzwoitą kwotą – w końcu awansowaliśmy na 9. miejsce wśród krajów Unii Europejskiej, które mają ustawowe minimum wynagrodzenia. Jednak na tle Europy Zachodniej to nadal sporo poniżej średniej. Dla porównania – w Niemczech najniższa pensja to aż 2161 euro, a w Holandii – 2193 euro.

Ale czy to oznacza, że zarabiamy dwa razy mniej niż nasi sąsiedzi z Zachodu? Niekoniecznie. Wszystko zmienia się, gdy spojrzymy na płacę minimalną przez pryzmat siły nabywczej.

Siła nabywcza zmienia obraz

Nominalne kwoty mówią jedno, ale życie pokazuje coś innego. Bo co z tego, że ktoś zarabia więcej, skoro wszystko kosztuje więcej? Właśnie dlatego ekonomiści coraz częściej porównują płace w tzw. standardzie siły nabywczej (PPS). To metoda, która uwzględnia różnice cen w poszczególnych krajach. I tutaj Polska wypada znacznie lepiej niż wskazywałyby same liczby.

Według Eurostatu po przeliczeniu na PPS Polska wskakuje na 7. miejsce w Unii Europejskiej. Wyprzedzamy m.in. Hiszpanię, Słowenię czy Portugalię. W praktyce oznacza to, że choć zarabiamy mniej nominalnie, to możemy za swoją pensję kupić więcej niż wielu obywateli bogatszych państw.

Bogactwo to nie tylko liczby

Patrząc tylko na tabelki, można łatwo dojść do wniosku, że Polska nadal znajduje się na peryferiach unijnego rynku pracy. Ale dane Eurostatu pokazują coś zupełnie innego. Polska płaca minimalna zyskuje na wartości, gdy spojrzymy na nią w kontekście codziennych wydatków. Taniej kupujemy jedzenie, usługi, wynajmujemy mieszkania – to sprawia, że nasza siła nabywcza nie odstaje aż tak, jakby się mogło wydawać.

Wniosek? Nie dajmy się zwieść samym cyfrom. To, ile zarabiamy, ma sens tylko wtedy, gdy wiemy, co za to realnie możemy mieć.

Źródło: Businessinsider.pl

Źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/photos/monety-waluta-inwestycja-948603/