Jeszcze niedawno niemal 200 pracowników Siarkopolu miało stracić pracę. Plany grupowych zwolnień ogłoszono pod koniec 2024 roku. Powodem miał być tzw. przerost zatrudnienia. Sprawa wywołała ogromne poruszenie nie tylko wśród załogi, ale i w całym regionie. Teraz okazuje się, że zarząd spółki niespodziewanie wycofał się z decyzji. Zamiast 196 osób, wypowiedzenia otrzymało jedynie 29.

Choć pozostałym udało się zachować zatrudnienie, nastroje w zakładzie są dalekie od entuzjazmu. – Zwolnienia wstrzymano, ale zarząd mówi o „etatyzacji”. Co to znaczy? Tego nikt nam jeszcze nie wyjaśnił – komentuje jeden z liderów związkowych.

Wynagrodzenia obcięte o 40 proc. Przed świętami

Zamiast euforii po anulowaniu zwolnień, pracownicy zderzyli się z szokującą wiadomością finansową. Po raz pierwszy od 60 lat działalności firmy, nie wypłacono im pełnych pensji przed świętami. Wynagrodzenia za marzec zostały pomniejszone aż o 40 procent. Tłumaczenie? Problemy finansowe firmy i planowana wypłata pozostałej części dopiero do 23 kwietnia.

– Mamy rodziny, zobowiązania, kredyty. To nie są sprawy, które można odłożyć na później – podkreślają pracownicy. Pojawia się lęk o przyszłość. Obawy są tym większe, że nie podano konkretnych planów co do dalszych działań w firmie.

Spółka szuka oszczędności i renegocjuje kontrakty

Zarząd Siarkopolu zapewnia, że prowadzi intensywne działania naprawcze. Trwa analiza kontraktów handlowych i renegocjacje kosztów energii. Priorytetem jest ustabilizowanie sytuacji finansowej firmy, jednak to wszystko dzieje się kosztem załogi, która dziś nie wie, co przyniesie jutro.

– Dziś nie boimy się już tylko o etaty. Boimy się, czy w przyszłym miesiącu dostaniemy pełne pensje – mówią pracownicy z rozgoryczeniem. W Siarkopolu zamiast ulgi zapanował niepokój i poczucie niesprawiedliwości.

Źródło: money.pl

Źródło zdjęcia: