Polska waluta ponownie znalazła się pod presją, a kurs euro przekroczył we wtorek poziom 4,24 zł. Na rynku walutowym widać wyraźnie, że globalna awersja do ryzyka nie oszczędza walut regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Złoty osłabia się zarówno wobec euro, jak i dolara, a inwestorzy z niepokojem śledzą decyzje Rady Polityki Pieniężnej i dane z gospodarki amerykańskiej. W tle wybrzmiewa pytanie – czy polska waluta ma jeszcze przestrzeń do obrony, czy raczej czeka nas dalsze osłabienie?

Presja z zewnątrz i wewnętrzne ryzyka

We wtorek po południu euro kosztowało 4,2442 zł, a dolar 3,6566 zł. Wzrost wartości głównych walut wobec złotego to efekt nie tylko sytuacji globalnej, ale także oczekiwań dotyczących polityki pieniężnej w Polsce. Analitycy wskazują, że rynek niemal w pełni wycenia kolejną obniżkę stóp procentowych NBP o 25 punktów bazowych w grudniu. W całym 2025 roku Rada Polityki Pieniężnej dokonała już serii cięć, redukując koszt pieniądza o 150 punktów bazowych. Jak zauważa strateg PKO BP Mirosław Budzicki, deprecjacja złotego jest konsekwencją pogarszających się nastrojów i rosnącej awersji do ryzyka, które dotykają wszystkie waluty regionu CEE.

Niepokój inwestorów i widmo słabszych danych z USA

Zdaniem ekspertów, kierunek notowań złotego zależy obecnie głównie od globalnych trendów, a nie od lokalnych czynników. Rynek z niepokojem reaguje na pierwsze dane makroekonomiczne z USA po rekordowo długim shutdownie, które sugerują spowolnienie gospodarcze. W takiej atmosferze trudno oczekiwać poprawy nastrojów na rynkach kapitałowych. Budzicki przewiduje, że w najbliższych dniach kurs EUR/PLN może dryfować w kierunku 4,26 zł. To nie dramatyczny spadek, ale wystarczający, by przypomnieć, że złoty wciąż jest walutą wrażliwą na każdy globalny podmuch – i że o stabilności w tej części Europy decyduje dziś znacznie więcej niż krajowa polityka pieniężna.

Źródło: money.pl