Na rynku metali szlachetnych rozbłysło srebro – dosłownie i w przenośni. Notowania przekroczyły psychologiczną granicę 200 zł za uncję, a w dolarach sięgnęły rekordowego poziomu 58,24 USD. To historyczny moment dla inwestorów, którzy w ostatnich miesiącach obserwowali, jak biały metal z roli cichego towarzysza złota przeistacza się w jego głównego rywala.

Srebro wystrzeliło jak z procy

W poniedziałek 1 grudnia seria kontraktów terminowych na srebro osiągnęła najwyższą w historii wartość – 58,24 USD za uncję trojańską. To nominalny rekord, choć po uwzględnieniu inflacji wciąż daleko do szczytów z 1980 roku, kiedy realna wartość wynosiła ponad 200 obecnych dolarów. Od początku roku srebro niemal się podwoiło, zyskując 98,8%. Dla porównania złoto – symbol stabilności i bezpiecznej przystani – wzrosło o 62%, co i tak stanowi najlepszy wynik od niemal pół wieku.

Jeszcze wiosną 2024 roku srebro kosztowało o połowę mniej. Teraz, po przekroczeniu granicy 200 zł za uncję, wielu inwestorów mówi o nowej erze dla metali szlachetnych. Wystarczyło kilka miesięcy, by metal z przemysłowych czeluści magazynów wrócił na pierwsze strony serwisów finansowych.

Czynnik amerykański i nadzieje przemysłu

Zdaniem Giovanniego Staunovo z UBS, srebro korzysta z tego samego mechanizmu, który napędza złoto – oczekiwań na grudniową obniżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz możliwej zmiany tonu Rezerwy Federalnej na bardziej „gołębi”. Rynek terminowy ocenia szansę na redukcję stóp o 25 punktów bazowych na 88%, co wyraźnie wzmacnia nastroje inwestorów.

Jednocześnie srebro zyskuje przewagę dzięki swoim przemysłowym zastosowaniom. Wzrost popytu ze strony sektora technologicznego i energetycznego – od fotowoltaiki po elektronikę – może utrzymać wysokie ceny także w kolejnych latach. Staunovo przewiduje, że do końca 2026 roku srebro osiągnie 60 USD za uncję, a patrząc na tempo tegorocznych wzrostów, ta prognoza może się zrealizować znacznie wcześniej.

Biały metal z nową reputacją

Jeszcze niedawno srebro postrzegano jako ubogiego krewnego złota, dziś zaś staje się bohaterem rynkowych analiz. Jego podwójna natura – inwestycyjna i przemysłowa – sprawia, że reaguje szybciej i gwałtowniej niż inne metale szlachetne. Dla jednych to ryzyko, dla innych szansa. W ciągu jednego roku zyskało więcej niż większość światowych indeksów giełdowych, udowadniając, że czasem to, co błyszczy, naprawdę ma wartość.

Źródło: bankier.pl