Atak na Iran i gwałtowna eskalacja w regionie natychmiast uruchomiły pytania o bezpieczeństwo energetyczne Europy. W Polsce głos zabrał Orlen, który uspokaja: nie widzi dziś zagrożenia dla ciągłości dostaw paliw ani pracy rafinerii. W sytuacji, gdy przez Cieśninę Ormuz przechodzi ogromna część światowego transportu ropy, takie deklaracje mają znaczenie nie tylko rynkowe, lecz także społeczne.

Orlen: brak ryzyka dla dostaw

Spółka podkreśla, że nie sprowadza ropy przez Cieśninę Ormuz, a więc obecne napięcia nie uderzają bezpośrednio w jej łańcuch logistyczny. System zapasów obowiązkowych i strategicznych tworzy dodatkowy bufor bezpieczeństwa, który ma chronić rynek przed krótkotrwałymi zakłóceniami. Koncern realizuje od lat strategię dywersyfikacji – surowiec trafia do Polski z różnych kierunków, w tym z basenu Morza Śródziemnego, Afryki, Skandynawii czy obu Ameryk. Długoterminowe kontrakty z partnerami takimi jak Aramco i Equinor wzmacniają stabilność dostaw.

Ceny paliw a globalna układanka

Orlen zaznacza, że sytuacja geopolityczna stanowi jeden z wielu elementów wpływających na notowania ropy. Rynki reagują także na decyzje OPEC+, poziom zapasów czy kursy walut. Ewentualne zmiany cen na stacjach będą wypadkową czynników międzynarodowych i lokalnych, w tym kosztów produkcji oraz obciążeń fiskalnych.

W tle pozostaje Cieśnina Ormuz – strategiczny węzeł światowego handlu, przez który przepływa nawet jedna trzecia morskiego transportu ropy. Po ostatnich atakach część tankowców utknęła po obu stronach szlaku. W takich okolicznościach zapewnienia o stabilności brzmią jak próba wprowadzenia porządku w rzeczywistość, która – przynajmniej na mapie – właśnie stała się bardziej nerwowa.

Źródło: money.pl