Obietnice skrócenia czasu kontroli mikrofirm do 6 dni w skali roku brzmią pięknie, ale rzeczywistość pozostaje odmienna. Zgodnie z deklaracjami rządu Donalda Tuska zawartymi w programie „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”, przedsiębiorcy mieli odetchnąć z ulgą. Tymczasem, jak pokazują dane, średni czas kontroli w mikrofirmach wynosi aż 14 dni. Skąd te rozbieżności? Eksperci nie mają wątpliwości – przepisy się nie zmieniły, a praktyka pozostała taka sama.
Czas kontroli: obietnice kontra rzeczywistość
Według Prawa przedsiębiorców, kontrole w mikrofirmach, czyli podmiotach zatrudniających mniej niż 10 pracowników i generujących roczny obrót netto poniżej 2 mln euro, nie mogą trwać dłużej niż 12 dni roboczych rocznie. Jednak limit ten ma swoje wyjątki – nie obejmuje m.in. kontroli związanych z przestępstwami skarbowymi czy zwrotami VAT.
W kwietniu Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło projekt zmniejszenia maksymalnego czasu kontroli do 6 dni. Dokument utknął jednak w konsultacjach, a zalecenie KAS z lutego, by kontrole rzeczywiście trwały krócej, pozostało tylko zaleceniem. Statystyki mówią same za siebie – skarbówka zamiast ograniczać czas kontroli, coraz częściej sięga po czynności sprawdzające, które nie mają wyznaczonego limitu czasu.
Czynności sprawdzające – ukryte narzędzie skarbówki
W 2023 roku przeprowadzono 13 023 kontroli podatkowych i aż 2 282 906 czynności sprawdzających. Eksperci wskazują, że urzędnicy wolą korzystać z tych ostatnich, ponieważ są one mniej sformalizowane i mogą trwać dowolnie długo. „Czynności sprawdzające są łatwiejszą procedurą dla fiskusa, bo nie wymagają przestrzegania sztywnych zasad jak kontrole podatkowe” – tłumaczy Grzegorz Gębka, doradca podatkowy.
Te działania nie tylko wydłużają czas, jaki przedsiębiorca musi poświęcić na wyjaśnienia, ale również wprowadzają niepewność co do przebiegu całego procesu. Jak zauważają doradcy podatkowi, deklaracje o skróceniu czasu kontroli mogą więc być jedynie pustymi obietnicami, które nie mają odzwierciedlenia w praktyce.
Transparentność i zaufanie – tylko na papierze
Minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk obiecywał uproszczenie procedur kontrolnych, likwidację niezapowiedzianych wizyt urzędników oraz możliwość wcześniejszego przygotowania się do kontroli. Wszystko to miało na celu zwiększenie zaufania między przedsiębiorcami a administracją. „Trzeba zaufać przedsiębiorcom” – podkreślał minister, dodając, że bardziej przewidywalne kontrole mogą przyczynić się do poprawy klimatu biznesowego w Polsce.
Zapowiadano również system monitorowania kontroli, który miałby pozwolić na bieżąco śledzić ich postępy. Tyle że, jak dotąd, reformy pozostają na etapie zapowiedzi. Kampania informacyjna, mająca edukować przedsiębiorców o nowych zasadach, również nie została zrealizowana.
Dla przedsiębiorców to kolejny sygnał, że zmiany, które miały ułatwić prowadzenie działalności, są odkładane na bliżej nieokreśloną przyszłość. „Chcemy, aby przedsiębiorcy czuli się partnerami w procesie kontroli, a nie jej ofiarami” – mówił minister Paszyk. Ale czy faktycznie coś się zmieniło? Na razie przedsiębiorcy pozostają z obietnicami i rosnącą liczbą czynności sprawdzających, które bardziej komplikują, niż upraszczają ich codzienność.
Źródło: money.pl