Polskie huty nie mogą już mówić o konkurencji – to raczej asymetryczna walka, w której jedną stronę dławią koszty energii, a drugą wspiera efektywność i dostępność tańszych źródeł. Niemiecka stal napływa do Polski w ilościach trudnych do zignorowania, zmieniając układ sił na rynku i wystawiając krajowy przemysł na próbę przetrwania.
Niemiecki eksport uderza w polskie huty
Z danych wynika jasno: niemieccy dostawcy zdominowali początek roku, oferując stalowe produkty w cenach, których polskie zakłady nie są w stanie osiągnąć. W samym styczniu do Polski trafiło około 40 tys. ton prętów żebrowanych z Niemiec – dwa razy więcej niż z Ukrainy. Różnica w cenie? Nawet kilkaset złotych na tonie, co w przypadku tak energochłonnej branży oznacza brutalną przewagę. Oprócz prętów, tańsze są też blachy – niemieckie produkty są o 30–40 euro tańsze od krajowych, co przy dużych wolumenach generuje realne zagrożenie dla lokalnych producentów.
Energetyczna bariera nie do przejścia
Ceny energii w Polsce przekraczają 100 euro za MWh, podczas gdy branża od miesięcy apeluje o zamrożenie ich na poziomie 250 zł. Na razie – bez skutku. To właśnie te stawki, a nie tylko dumpingowa konkurencja, stawiają pod znakiem zapytania przyszłość polskiego hutnictwa. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiada regulacje, lecz konkretów brak. W międzyczasie rynek działa – a działa bez litości. Przewaga kosztowa zachodnich graczy zderza się z bezwładnością systemu, który zdaje się nie zauważać, że czas na działanie nie tyle mija, co już minął.
Źródło: businessinsider.com.pl