Komisja Europejska przygotowuje projekt EU Inc. – jednolitej formy prawnej dla firm w całej Unii. Inicjatywa ma uprościć rejestrację, ujednolicić przepisy i – co nie mniej istotne – przyciągnąć globalny kapitał zniechęcony prawną mozaiką 27 krajów członkowskich.

Spółka europejska w 48 godzin – ambitny plan czy iluzja?

EU Inc. ma działać jako opcjonalna forma prawna – równoległa do krajowych spółek, ale z uproszczonymi zasadami. Przedsiębiorca mógłby ją założyć w ciągu dwóch dni, bez notariusza, całkowicie online. Wspólne przepisy kapitałowe, uproszczona księgowość i jeden system compliance w całej UE – to kluczowe elementy projektu. Pomysł zakłada, że jeśli Europa chce dogonić USA i Chiny w innowacjach, musi wreszcie przestać tłamsić przedsiębiorców administracyjnym chaosem.

Nowa struktura miałaby funkcjonować jako tzw. 28. reżim – nie narusza prawa krajowego, ale oferuje alternatywę. Z punktu widzenia inwestorów i founderów ma to sens: nikt nie chce analizować 27 odmiennych jurysdykcji. Bruksela wzoruje się na amerykańskim Delaware C-Corp – formacie znanym, rozpoznawalnym i łatwym w obsłudze.

Deregulacja czy mnożenie bytów?

Choć wielu ekspertów zachwala kierunek zmian, pojawiają się głosy sceptyczne. Nowa spółka to za mało, jeśli polski system prawny wciąż nie radzi sobie z instrumentami takimi jak SAFE czy ESOP. W ocenie mec. Karola Sowy problem start-upów nie leży w formie działalności, lecz w braku przewidywalności, słabej infrastrukturze prawnej i żmudnych procedurach rozliczeń publicznych dotacji.

Bruksela tym razem próbuje zagrać ofensywnie – mniej regulacji, więcej swobody. I choć EU Inc. może realnie pomóc w ekspansji firm technologicznych, sukces zależy od prostoty wdrożenia i spójności całego ekosystemu finansowania i arbitrażu. Jeśli znowu zabraknie synchronizacji – innowatorzy wybiorą Nowy Jork zamiast Brukseli, a Europa pozostanie kontynentem utraconych jednorożców.

Źródło: rp.pl