Zasadniczo..uważam że każdy człowiek jest jedyny w swoim rodzaju- reprezentuje taki a nie inny poziom, a od niego zależne są oczekiwania, ale i sposób traktowania przez innych, stąd też opiniami nie za bardzo się kieruję przy wyborze pracy.
Gdybym się kierowała, to z usług tejże agencji bym nie skorzystała.
A skorzystałam i nie żałuję, w obrachunku ogólnym.
Rok in plus: zgarnęłam co moje i jest lepiej niż było.Oby tak dalej.
Ważnym jest bowiem dla mnie to, jak mnie się traktuje i odpowiada na to, co ja konkretnie robię. Może więc komuś mój post pomoże- tak czy owak odczuwam potrzebę podzielenia się refleksją..
Pojechałam za ich pośrednictwem do pracy na konkretne zlecenie, do jednej z firm holenderskich. Dodam tylko, że jestem wysoko wykwalifikowaną osobą (inżynier z zawodu), a zaczynałam od pracy znacznie poniżej moich kwalifikacji i możliwości- jako zwykły pracownik produkcyjny.
Liczyłam jednak na lepszą posadę po jakimś czasie, a szczególnie na bezpośredni kontrakt, o czym agencja wiedziała, a firma miała być właśnie o takim profilu a nie była, jak się okazało. Miałam w planach pozostać w Holandii dłużej- żyć tam po prostu, stąd interesowało mnie wyłącznie coś perspektywicznego.
Zasadniczo Sba ma problem z komunikacją- od samych siebie począwszy (oddział w PL sam mówi, że z tymi w Holandii nie ma nic wspólnego), na pracownikach czy ichnim kliencie kończąc.
Wciąż obowiązuje mnie tajemnica zawodowa więc nie podam detali.
Pracowałam na innym stanowisku, niż to było podane wcześniej, w umowie- agencja rekrutuje na stanowisko, a osoba tam, na miejscu przesuwa człowieka gdzie popadnie, co jest to bez sensu, bo w pracy ważne są predyspozycje i umiejętności (brak komunikacji między agencją a klientem). Agencja o tym wie i nic nie robi.
Mi akurat wyszło to in plus, bo miałam otrzymywać te same pieniądze za większą odpowiedzialność, niż miałam. Obrywałam wtedy, gdy pakowano na moją halę byle kogo, a mi zależało na wyniku pracy i byle kogo mieć nie chciałam, bo to oznaczało o wiele więcej pracy dla mnie- czasami pracowałam za trzy osoby. Przesunięcia pracowników były nie logiczne, absurdalne wręcz i poniżające tychże. Ciągle kogoś brakowało.
Miałam zagwarantowane godziny pracy- zawsze 38 plus nadgodziny (jak chciałam).
Jeżeli chodzi o wynagrodzenie- bez zarzutu, zawsze na czas, co tydzień.
Miałam pokój jednoosobowy- inaczej by mnie tam nie było.
Kompetencje biura i obsługi- niskie: wprowadzanie w błąd przez koordynatora w sprawach zasadniczych, jak ubezpieczenie chociażby; błędy w dokumentach. Zasadniczo, koordynator powinien być na miejscu i rozwiązywać problemy, a nie robił nic- bywały miesiące, kiedy nie było nikogo.
In minus: godzinne dojazdy do pracy i strata czasu (pracowałam prawie 100 km od miejsca zamieszkania).
Po kilku miesiącach pracy, małej podwyżce i pomimo sformułowania wprost prośby, by się zajęli negocjacją lepszych warunków- agencja nie reagowała, wręcz usłyszałam, że to niemożliwe, by zmienić warunki pracy na lepsze dobremu pracownikowi, którym byłam. Nie było chęci, by zrobić cokolwiek.
Przez rok pracy dla Sba- tylko dwa razy pojawili się na miejscy pracy. Na miejscu była tylko osoba z firmy holenderskiej (nawet nie manager), który miał na głowie wszystko i sobie po prostu nie radził, co naturalne.
Ludzie nabijali się z faceta, on z nich. Problem zostawał. Sam często był niezadowolony z obsługi Sba- potworna rotacja pracowników, co podkreślał. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam.
Jeden wielki bajzel
Polacy pracowali więc zasadniczo bez zwierzchnictwa, większość robiła, co chciała. Jakiś koszmar. Ludzie przekraczali swe kompetencje, łamali regulaminy, pyskowali i nic.
Problemy, które były zanim przyjechałam, zostały jak mnie, bez powodu, zwolniono. Nie zrobiono nic. Zero konsekwencji, co irytowało tych, którym zależało, którzy się starali- w tym i mnie.
Poziom większości pracowników: ploty, zero skupienia na obowiązkach i rezultacie pracy. Dziecinada. Zero profesjonalizmu. Poza pracą: niby dorośli, ale żyjący jak studenci- po kilka osób w pokoju, bez chęci zmiany sytuacji. Flacha lub dragi to najlepsi przyjaciele. Totalne zero. Zero chęci nauki języka, rozwoju osobistego- element, jak to określiła moja koleżanka.
Ludzie, którzy sobą cokolwiek reprezentowali albo byli zwalniani, bo zawyżali poziom, albo odchodzili sami, bo nie widzieli sensu dalszej pracy.
By tam pracować dłużej- wniosek jest jeden: bądź do niczego, leniwy i nie miej oczekiwań. Bądź nikim- tacy mają się tam dobrze, bo agencja nie musi nic robić, skoro wszyscy są na poziomie poniżej zera, oni się nie muszą angażować i mają spokój. Sami, jak wspomniałam, niechętnie pracują.
Oczywiście, jak to polaczkowo, jeden drugiego zastrasza i kopie dołek.
Firma jest denna- dobra firma to dobry, zadowolony pracownik, ale taki na poziomie.
Ludzie