Ja pracowałem jeszcze zanim powstała spółka TREMARK i w okresie jej tworzenia. Pracowałem i w Raszynie i Warszawie jak handlowiec. Miło wspominam pracę.
Szefów jest dwóch, ale po prostu byli bezpośredni, mniej powściągliwi wobec siebie, ale tylko raz pamiętam, aby ktoś miał z tym problem, konkretnie telemarketer. Uwagi jednak nie były tylko od szefów. Wolałem sam telefonować.
"Obiecanki cacanki". Jeśli zrobiłeś X sprzedaży powyżej progu to miałeś Y premii. Jak porównuję inne systemy wynagrodzania to próg premii jest niski, bo podstawa jest niewielka. Tym samym jak sprzedajesz słabo to masz małą podstawę, jak sprzedajesz dobrze masz znaczącą prowizję. Czytelne i proste i dokłądnie takie na jakie się zgodziłeś. Pamiętam tylko jeden wyjątek od tej zasady na niekorzyść pracownika, reszta była na plus. Czasem cele były śrubowane, ale realne, bo równanie do najlepszego (nie licząć Sławka) sprzedawcy. Czy spełniłeś swoje obietnice ze spotkania rekrutacyjnego z Michałem? Ja miałem telefon służbowy i mogłem korzystać z samochodu firmowego.
Jest to firma prywatna, więc czego oczekiwałeś? Pracowałem w państwowej, tam faktycznie było inaczej.
Awans. Nie wiem kim chciałbyś być. Bracia szefują. Jakbyś był dobry miałbyś szanse awansować na kierownika tylko z takim podejściem to trudno o awans gdziekolwiek poza pewną partią.
Co do przemiału na tym stanowisku sprawdź dowolną firmę. Dziesięć najlepszych i sprawdź rotację na tym stanowisku.
Ja propozycję otrzymałem, ale było to już jak przygotowywałem się do odejścia na swoje. Po odejściu polecałem ich swoim Klientom, sam korzystałem (ostatnio nic nie kupowałem po prostu) choć mógłbym u dystrybutorów.
Wszedłem tu, bo planuję zakupy do nowej firmy. Nie wstydzę się, że tam pracowałem - odszedłem w 2004 roku i nie wstydzę podpisać w opinii.
Andrzej Wilczak