Na początek fakty, zebrane z własnego doświadczenia oraz na podstawie wypowiedzi zatrudnionych osób: Zasady BHP urągają wszelkim normom. Archiwum to zwykły magazyn wypchany po sufit kartonami z papierami (wysoki skład). W owym magazynie przygotowano prowizoryczne stanowiska pracy, na których rejestrują ci, dla których nie ma miejsca na sali operacyjnej. W lecie jest tam upał, w zimie bardzo zimno. Przenośne grzejniki niewiele dają. Na sali operacyjnej (tam gdzie się rejestruje) panuje brud i wszechobecny jest kurz. Zdarza się, że jego gruba warstwa pokrywa znaczną część biurek i komputery. Na wielu stanowiskach pracy poniewierają się skrawki sparciałych gumek-recepturek, spinacze, resztki papierowych kopert albo kartonów. Dokumenty przywozi się wózkami jak kartofle i składuje czasem na wysokich stosach, które stanowią zagrożenie, chociaż jeszcze większym zagrożeniem są plastikowe kosze z dokumentami, które piętrzą się czasem na wysokość połowy pomieszczenia. Sposób prowadzenia ewakuacji podczas próbnego alarmu pożarowego wzbudzał u mnie strach co będzie, kiedy naprawdę zacznie się palić. Na sali operacyjnej nie widziałem gaśnic (może są gdzieś poupychane, nie wiem). Pamiętajcie, że ten wielki budynek jest po brzegi wypchany łatwopalnym materiałem. Zdarza się, że wokół panuje hałas, utrudniający skupienie się na pracy - przykładem są ryczące radia. Dokumentacja, zwłaszcza ta starsza, sprzed 50+ lat jest ciężka od kurzu, a przy rejestracji ręce mogą szybko zrobić się czarne. Mowy o ochronie osobistej typu maseczki czy nawet rękawiczki, oczywiście nie ma. Miejcie świadomość, co w takich papierach może się znajdować i jak to wpływa na zdrowie (jako zawodowy archiwista znający specyfikę wymogów pracy z takim materiałem, mogłem tylko załamać ręce). Kolejna rzecz to postawa kierownictwa poszczególnych projektów - twoim zadaniem jest pracować jak najszybciej. Istnieją wyimaginowane normy, których nikt z pracowników do końca nie zna i o których słowa nie było w umowie (ponoć są różne dla różnego rodzaju materiału), a które określają jak szybko masz rejestrować dokumenty. Jeśli pracujesz "opieszale" zwracana ci jest uwaga. Kierownik potrafi również zwrócić ci uwagę jeśli organizujesz sobie stanowisko w sposób dla siebie najbardziej optymalny (jest mało miejsca), a kiedy odmawiasz podporządkowania się w tej kwestii, masz z miejsca awanturę. Innymi słowy, kierownictwo rażąco przekracza swoje kompetencje zapominając, że formalnie pracownik na zleceniu nie posiada zwierzchnika i nie można wydawać mu poleceń służbowych. Stanowi to rażące nadużycie w świetle prawa pracy (usunięte przez administratora) Kierownictwo potrafi też zadzwonić do ciebie że masz przymusowy tydzień wolnego, podając dowolny powód (np, że coś musi zostać wyjaśnione z klientem, albo że zlecenie się zakończyło (mimo, że do końca umowy pozostaje parę tygodni). Potrafią po dwóch godzinach pracy wezwać cię i podsunąć ci do podpisania umowę o wypowiedzeniu za porozumieniem stron (nie podpisujcie, jak coś takiego dostaniecie). Podsumowanie: firma nastawiona na maksymalizację zysku kosztem pracownika, co w praktyce oznacza (usunięte przez administratora) za 10zł/h na (na rękę). Nie znasz dnia i godziny kiedy wylecisz (jak nie podpiszesz wypowiedzenia, znajdą inny powód byś nie przyszedł do pracy). Pracujesz "za wolno", od razu jesteś pierwszy do odstrzału. tutaj dokładność nie jest ważna, liczy się szybkość. Błędy podczas rejestracji są masowe. Podejrzewam, że większości się nie weryfikuje (oszczędność!) Sądzę, że karygodne traktowanie ludzi wynika z tego, że w większości przypadków pracują tu młode osoby, nie znające swoich praw. Wspomnianej Pani E. wystarczyło zrobić mały wykład z prawa cywilnego i prawa pracy, żeby mieć na dłuższy czas spokój, chociaż ostatecznie skończyło się próbą wymuszenia na mnie wypowiedzenia za porozumieniem stron. Z pozytywów: brygadzistki (?) są bardzo w porządku (pozdrowiania dla (usunięte przez administratora). Pracownicy chętni do pomocy, fajni młodzi ludzie. Wypłata zawsze 10 dnia miesiąca. Czasem jakieś drobne upominki. Ale w ogólnym rozrachunku odradzam każdemu prace tutaj. Z mojej strony o wszystkim tym, co napisałem, będzie szczegółowo powiadomiony bezpośrednio (usunięte przez administratora)(aby klient miał pojęcie w jaki sposób składuje się i opracowuje jego dokumenty), SANEPID oraz Państwowa Inspekcja Pracy.